Oświetlenie Bontrager

Bontrager jako pierwszy rozpoczął ogólnoświatową kampanię promującą oświetlenie rowerowe do jazdy dziennej. Wraz z premierą tylnej lampki Flare R, co miało miejsce ponad 3 lata temu, spora część działań firmy skupiła się na akcji na rzecz bezpieczeństwa na drodze. A także na produkcji oświetlenia i odzieży, która o każdej porze dnia i nocy znacząco podnosi widoczność rowerzystów.

Testował: Mikołaj Jurkowlaniec
Zdjęcia: Hania Tomasiewicz

Flare R używam od jej premiery do dziś i przyznaję, że ta lampka zmieniła moje podejście do oświetlenia do jazdy dziennej. Szacuję, że odkąd jestem bardziej widoczny, o około 75% ograniczyły się niebezpieczne manewry kierowców, jak choćby wyprzedzanie mnie na trzeciego, których jestem – w pewnym sensie – biernym uczestnikiem. Ten wtręt niekoniecznie dotyczy recenzji lamp Bontragera, ale uznałem go za istotny, bo ponad samą jakość i działanie tych produktów wyniósłbym większe bezpieczeństwo, jakie zapewniają.

Na testowany zestaw nowej generacji oświetlenia do jazdy dziennej, który trafił do nas tej zimy, składają się: tylna lampka Flare RT, przednia Ion 200 RT oraz bardzo mocna Ion Pro RT, która poza tym, że jest niezwykle mocną lampą na dzień, nadaje się także do efektywnego trenowania w nocy (również w terenie).

Bontrager Flare RT
Tylna lampa wg producenta jest o 36% lżejsza oraz daje światło mocniejsze o 40% niż pierwsza generacja. O ile tej drugiej wartości nie jestem w stanie zweryfikować, to odchudzenie i minimalizację Flare’a widać i czuć. Uznaję to za ogromną zaletę, którą docenią w szczególności właściciele i właścicielki małych ram, gdzie fragment sztycy wystający poza obrys koła jest na tyle krótki, że ciężko tam upchnąć jednocześnie starego Flare’a R i torebkę podsiodłową.

Pewne zamieszanie wprowadza fabryczne zaprogramowanie RT na działanie w trzech trybach. Pierwszy świeci światłem stałym, które automatycznie zmienia natężenie w zależności od jasności na dworze (lampa posiada wbudowany czujnik). Dwa pozostałe są nieco słabsze i świecą pulsacyjnie. Może to wywołać pewną konsternację – nowa generacja, a gorzej świeci? Bo takie właśnie wrażenie miałem zarówno ja, jak i kilku towarzyszy moich jazd. Okazało się jednak, że nowy Flare jest programowalny i można powrócić do tego co – moim zdaniem – jest najlepsze za dnia, czyli do jazdy w trybie najmocniejszym. W zasadzie korzystam tylko z dwóch ustawień – najjaśniejszego za dnia i słabego w nocy. Inne są mi niepotrzebne.

Oprócz „programowalności” i możliwości sterowania lampą z menu Garmina – funkcja, która akurat mnie nie jest potrzebna – najbardziej doceniłem inne zmiany. Przede wszystkim miniaturyzację, ponadto dużo lepszą pokrywę gniazda do ładowania (we Flare R zdarzało się jej otwierać podczas jazdy po wertepach), a także nowe mocowanie, które jest nieco mniejsze i bardziej dyskretne niż w pierwszej generacji. Choć jednocześnie odnoszę wrażenie, że – porównując mocowania z obu lamp na identycznej sztycy 27,2 mm – to obecne trzyma nieco gorzej. Zdarzało mi się w błocie na przełaju, że RT trochę się przekręcał. Warunki jednak były ekstremalne, na szosach i szutrach nigdy się to nie zdarzyło. Odporność na wodę sprawdzałem nie tylko w deszczu, kilka razy „zgrzeszyłem” też na myjni samochodowej, traktując lampkę karcherem. Jak się okazało, poziom jej wodoszczelności jest bardzo wysoki.

Bontrager Ion 200 RT
Lampa Ion 200 to niemal bliźniak Flare RT, z tą różnicą, że dedykowana jest na przód i świeci białym światłem. Jak na tak kompaktowy rozmiar, wrażenie robi jej mocne światło, które uderza daleko daleko do przodu. W zasadzie, to wszystkie cechy i zalety RT można zapisać także na konto Ion 200, bo to niemal identyczne rozwiązania.

Jest jednak kilka kwestii, o których warto wspomnieć. Mocowanie, jakie proponuje Bontrager nie zawsze pasuje do szosówek. Na odcinku kierownicy od mostka do owijki często pancerz biegnie tak, że ciężko stabilnie zamocować Iona i ustawić go w taki sposób, by świecił poziomo do przodu. Dobrym pomysłem będzie skorzystanie z rozwiązania Blendr, oferowanego posiadaczom mostków Bontragera. Na kierownicach MTB oraz tam, gdzie pancerz szybko schodzi spod owijki w dół i pozostawia sporo miejsca na kierownicy, problem nie istnieje. Natomiast w mojej przełajówce oraz w szosówce kable „pchały” Iona do góry, w rezultacie światło uderzało odrobinę w niebo, zamiast na wprost. Aby pozycja lampki była właściwa, musiałem poprawiać ją co jakiś czas, czego nie lubię, bo odrywa mnie od jazdy. Nie zaprzyjaźniliśmy się więc, szczególnie że do dyspozycji miałem także Iona Pro, którego polubiłem bardzo i nie rozstaję się z nim obecnie w ogóle.

Ion 200 wejdzie do gry latem, kiedy jeździ się tylko za dnia, a tzw. „clean look” szosówki to sprawa tak samo ważna jak bezpieczeństwo.

Warto jeszcze odnotować, że poza wspomnianym mocowaniem pewnym ograniczeniem jest tylko 1,5 h świecenia w najmocniejszym trybie. Jest to jednak zrozumiałe. Generowanie strumienia o mocy 200 lm wymaga dużo energii, a tu bateria nie ma się gdzie pomieścić, bo lampka jest malutka i niezwykle dyskretna. Trzeba jej przy tym oddać sprawiedliwość, że w swojej klasie gabarytowej bije na głowę konkurencję pod względem mocy i jasności! Tryb 100 lm też jest wystarczający w szare zimowe dni, a spokojnie da się na niej zrealizować dłuższy, 3-godzinny trening wytrzymałościowy.

Bontrager Ion Pro RT
Przednia lampa Pro RT to mój przyjaciel tej zimy. 1300 lm daje bardzo mocny strumień światła, który w tygodniu pozwala mi na swobodne i bezpieczne oraz efektywne jeżdżenie po ciemku. Łatwy w montażu uchwyt na kierownicę zapewnia bardzo stabilne trzymanie Pro RT na swoim miejscu. Dzięki temu lampa i samo światło nie drgają w trakcie jazdy po nierównościach, a mocny snop o bardzo jasnej barwie jest wystarczający do trenowania na przełajowych rundach czy leśnych ścieżkach w totalnych ciemnościach. W najmocniejszym trybie baterii starcza na około półtorej godziny – w sam raz na szybkie interwały przed lub po pracy, czy właśnie „godzinkę w piekle”. Wprawdzie miłośnicy długich jazd po nocach uznają, że czas świecenie jest krótki, ale miejmy na uwadze jej kompaktowe rozmiary. To wciąż lampka, a nie reflektor zajmujący pół kierownicy.

Do dyspozycji mamy trzy tryby ciągłe i dwa migające. Podczas jazdy po ciemku na szosie czy szutrach śmiało można używać tego środkowego – wówczas czas pracy dochodzi do 3 godzin. W trudnym terenie warto jednak przełączyć się na najmocniejszy. Z najsłabszego właściwie nie korzystałem.

Podczas miejskiego commutingu przyda się także pierwszy słabszy tryb migający. Natomiast do trenowania za dnia fenomenalny jest bardzo mocny drugi tryb mrugający. Rytmicznie uderzające bardzo daleko światło jest z jednej strony mocnym strumieniem skupionym w przód, ale jednocześnie jest tak silne, że dobrze doświetla także boki. Dodatkowo w tym trybie, wg producenta, działa aż 22 godziny. Niestety sam tego nie sprawdziłem, ale zważywszy, że kolor przycisku się zmienia wraz z ubytkiem energii w baterii, jestem skłonny w to uwierzyć. Jak dotąd żadna z kilku 3-godzinnych jazd dziennych nie spowodowała znaczącego rozładowania akumulatorka, co potwierdzała właśnie barwa przycisku oraz bardzo krótki czas doładowania po jeździe.

Strona producenta: www.trekbikes.com

Ceny:
Tylna lampka rowerowa Bontrager Flare RT – 249 zł
Przednia lampka rowerowa Bontrager Ion 200 RT – 249 zł
Przednia lampka rowerowa Bontrager Ion Pro RT – 529 zł

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ