Najsłynniejsze szwajcarskie przełęcze

Jednym z naturalnych skojarzeń związanych ze Szwajcarią są malownicze, alpejskie przełęcze, które zwykle wpisuje się w plany na czas pobytu w tym pięknym kraju. Choć nie są tak znane jak ich włoskie i francuskie odpowiedniczki, które swoją sławę zawdzięczają wielkim tourom, stają się coraz bardziej rozpoznawalne za sprawą social mediów czy świata filmu.

Spektakularnych podjazdów w Szwajcarii jest tak wiele, że nie da się się stworzyć pełnej ich listy, o obiektywnym rankingu nie wspominając. Dlatego to nie jest żaden ranking, a raczej zestawienie „obowiązkowych” punktów programu, na bazie której można śmiało planować swoje pierwsze rowerowe podróże po tym kraju.

Zjazd z Col du Sanetsch. Foto: Łukasz Szrubkowski

W większość tego typu zestawień i rankingów typu pojawia się majestatyczna Col du Sanetsch, wychodząca z tej samej doliny Rodanu, z której mamy dostęp do Furki i Grimsel (o czym dalej). Przełęcz ma tę wielką zaletę, że kończy się stacją kolejki górskiej, którą – wraz z rowerem, można przedostać się na północ do Gsteig i kontynuować jazdę lub – co polecamy, zawrócić, bo ten długi i miejscami stromy podjazd może nam odebrać możliwość podziwiania widoków, które są obłędne – dosłownie i w przenośni.

Furkapass
©Switzerland Tourism/Silvan Widmer

Nic lepiej nie motywuje do wyjazdu niż ikoniczny widok opuszczonego hotelu Belvedere w drodze na Furkapass. Przełęcz ta niewiele zmieniła się od czasów, kiedy Sean Connery pokonywał ją w jako Agent 007 w filmie Goldfinger. To chyba charakterystyczne dla Szwajcarii – gdyby zabrać z szos wszystkie nowoczesne auta i elektryczne rowery, to ustalenie daty wykonanai zdjęcia byłoby szalenie trudne. Furka to klasyk na granicy kantonów Valais i Uri, prowadzący do miejscowości Andermatt i dalej na kolejną kultową przełęcz Świętego Gotarda – ważny szlak, gdybyście chcieli, jak to miało kilka razy miejsce w historii, od północy najechać na Lombardię. W każdym innym wypadku lepiej celować w te rejony poza sezonem turystycznym.

Gotthardpass
©Switzerland Tourism / Andre Meier 

W drodze na Furkę można odbić na północ na przełęcz ważna dla nas w trakcie ostatniego pobytu w Szwajcarii – Grimsel Pass. Choć to także przełęcz w pełni przejezdna, łącząca kantony Valais i Bern, to przez Interkirchen przeprowadzi do Meiringen i dalej do Interlaken wzdłuż rzeki Aare, która wypływa spod lodowca niedaleko przełęczy i wiąże się z trasą narodową numer 8 i była niemal kręgosłupem jednego z naszych wyjazdów. Odbijając nieco wcześniej na południe możemy opuścić kanton Valais i przedostać się do włoskojęzycznego kantonu Tessin przez przełęcz Nufenen.

Interlaken daje nam dostęp także do przełęczy z widokami na majestatyczne trzy szczyty Eiger, Mönch, Jungfrau, mianowicie Grosse Scheidegg. Niesamowite doznania i sportowe, i widokowe, a także dość dużo spokoju.

Grimselpass
© Switzerland Tourism / Ivo Scholz 
Grosse Scheidegg
©Switzerland Tourism / Ivo Scholz 

Naszym kolejnym typem są dwie przełęcze, często pomijane w drodze do Mediolanu – San Bernardino i Splugen. Obie zagościły na tegorocznym Giro di Italia, kiedy podczas dwudziestego etapu peleton na moment wkroczył na teren Szwajcarii. Ale jakież to było wkroczenie! Obie przełęcze są niezwykle piękne, są też ważnym punktem obronnym Szwajcarii, stąd dość sporo tam znaków przestrzegających przed zejściem ze szlaków. Nawet jeśli nie rowerem, San Bernardino warto przejechać autem nie przez tunel, skracający wybitnie podróż, a właśnie starą drogą kilkaset metrów ponad tunelem. Zapierające dech w piersiach widoki gwarantowane!

Na koniec zostawiłem przełęcz, na której niebyłem, ale na którą wybiorę się w najbliższym możliwym wyjeździe do Szwajcarii – Albula z rozległymi, polodowcowymi rynnami czy niedaleko położoną od niej przełęcz Maloja.

Albulapass
© Switzerland Tourism/Jan Geerk 

Tekst: Wojtek Sienkiewicz

Written By
More from Redakcja

Test Specialized Diverge STR

Specialized nie od dziś jest za pan brat z amortyzacją w szosówkach...
Czytaj więcej