Valerjan Romanovski – Wygrać z samym sobą

Valerjan Romanovski, pochodzący z Wileńszczyzny Polak, doktorant na SGGW w Warszawie, zawodowo pracuje jako technolog drewna. Kolarz i ultramaratończyk, rekordzista w jeździe 48-godzinnej na rowerze górskim. W tym sezonie przygotowuje się do ustanowienia nowych rekordów w jeździe 12-, 24- i 48-godzinnej, a także do zimowego, 48-godzinnego maratonu, który rozgrywany jest w Rosji

Rozmawiał: Arek Kogut
Zdjęcie: Archiwum Valerjana Romanovskiego

Co uważasz za najważniejszy element przygotowań do ultramaratonu?

Przygotowując się do ultramaratonów, staram się skupiać na zagadnieniach, które wpływają na poziom formy podczas startów. Na pierwszym miejscu stawiam odpoczynek, ponieważ tylko właściwie zregenerowany organizm jest w stanie dokonywać postępów w budowaniu formy. Zatem najważniejszy trening to sen. Podczas dużych obciążeń treningowych (30-50 godzin tygodniowo) dla efektywniejszej regeneracji znajduję czas na krótką drzemkę w ciągu dnia. Inne czynniki to właściwy plan treningowy (najlepiej przygotowany przez trenera) zarówno fizyczny, jak i psychiczny, uwzględniający specyfikę danego wyścigu. Do efektywnego treningu również potrzebujemy odpowiedniego „paliwa”, więc warto zwrócić uwagę na to, co jemy.

Jak czułeś się na swoim pierwszym starcie na długim dystansie? Co przeżywałeś w trakcie jazdy?

Patrząc z perspektywy czasu na swój pierwszy start w takim wyścigu (Mazovia 24 H organizowany przez Cezarego Zamanę), widzę, jak bardzo amatorsko podszedłem do tematu. Wtedy sądziłem, że jestem perfekcyjnie przygotowany. Nie wiedziałem, jak powinienem się odżywiać, co pić, ile i jak często itd. Sądziłem, że dopiero głód i pragnienie są oznaką, że trzeba sięgnąć po bidon i banana. Miałem problem z otarciami na pośladkach, bo nie wiedziałem, jakie są sposoby, żeby temu zapobiec. Po wyścigu długo bolały mnie plecy i inne części ciała. Myliłem się, sądząc, że wystarczy mieć silne nogi, aby ukończyć wyścig 24-godzinny. Nie miałem doświadczenia i wystarczającej wiedzy, w jaki sposób kontrolować i ekonomicznie użytkować swoje siły w czasie jazdy przez okrągłą dobę. Mimo to zająłem wówczas wysokie miejsce, pewnie dzięki wrodzonemu uporowi.

O czym myślisz w trakcie tych wielu godzin jazdy podczas wyścigu? Masz swoją taktykę na psychiczne rozegranie zawodów?

W czasie jazdy skupiam się na zadaniu, jakie mam wykonać, to znaczy na czynnikach, które pozwalają mi jechać szybciej, dłużej, w równym tempie, oszczędzając przy tym energię. Przyglądam się reakcjom organizmu, sygnałom, które wysyła. Następnie przetwarzam je i staram się określić, czy są prawdziwe, z czego wynikają i jak mam zareagować, aby zapobiec kryzysowi lub jak zachować się, kiedy nastąpi. Pilnuję tempa i analizuję, jak szybko mam jechać w danym momencie, aby w efekcie pokonać dany odcinek w zamierzonym czasie.

Jaką wskazówkę dałbyś początkującym kolarzom, którzy dopiero chcą wziąć udział w swoim pierwszym ultra?

W ultramaratonach rywalizuję z samym sobą, nieraz nawet nie widzi się przeciwników – i chyba to jest najtrudniejsze. Przede wszystkim należy dążyć do poznania swego organizmu i stale go analizować, wyłapując to, nad czym trzeba popracować. Poprzez systematyczną pracę nad sobą podnosić wydolność organizmu. Nastawienie psychiczne w dużej mierze decyduje o tym, czy nam się uda, czy zdołamy wygrać z samym sobą, a nie z innymi. Można zająć ostatnie miejsce w klasyfikacji, ale powinno ono cieszyć, jeśli tylko będzie to zwycięstwo nad samym sobą.

Tekst ukazał się w SZOSIE 3/2016, dostępnej także wersji CYFROWEJ

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ!