SIGMA ROX 12.0. Pierwsze wrażenia

IMG_7672-2

Nowa Sigma to mocne narzędzie treningowe i nawigacyjne. Za nami kilkaset kilometrów z ROX-em 12.0 na kokpicie. Polubiliśmy się!

Rowerowy komputer z GPSem pełni tak naprawdę dwie funkcje. Pierwsza, podstawowa, to narzędzie treningowe, które umożliwia pełen odczyt interesujących użytkownika danych podczas jazdy, jak i późniejszą ich analizę (jeśli podchodzimy do tego w wydaniu ambitnym), bądź tzw. „brandzlerkę”, gdy obiektem zainteresowania są tylko cyferki z treningu (jeśli podchodzimy do tego w wydaniu emocjonalnym). Drugie zadanie to nawigacja, zawsze tam, gdzie przychodzi nam pojechać dotąd nieznaną trasą. Sztuką jest, by jedno urządzenie spełniało obie te funkcje dobrze i szybko. A najlepiej, by pozwalało na trening i wykonywanie zadanych interwałów, nawet po nieznanej trasie – po której prowadzi GPS – bez konieczności zastanawiania się, dokąd dalej jechać.

Zacznę jednak od tego, jakim jestem użytkownikiem, bo to niewątpliwie wpływa na mój odbiór każdego, również tego urządzenia. Na co dzień korzystam z Garmina, z wysłużonego już Edge 510. Moje potrzeby podczas 95% jazd ograniczają się więc do kontrolowania tego, jak szybko jadę, jak pracuje moje serce, ile generuję watów, ile km już zrobiłem itd. Lubię też po treningu wejść na Stravę czy Training Peaks i zobaczyć, gdzie byłem, jak szybko jechałem – taki potreningowy relaks przy kawce, tylko szybka analiza. Z nawigacji korzystam rzadko, bo jazda po śladzie nadaje się tylko na szosę, a tam z reguły skrzyżowań jest na tyle mało, że trasę łatwo zapamiętać. Dlatego właśnie zazwyczaj nie używam niczego więcej niż mój poczciwy Garmin, a jeśli chodzi o Sigmę, mógłbym poprzestać na ROX 11.0, który w zupełności zaspokoiłby moje potrzeby.

Gdy otrzymaliśmy do testów – jeszcze przed premierą – ROX-a 12.0 od razu bardzo polubiłem jego interfejs. Jest na tyle przyjazny i intuicyjny, że mimo oczywistych naleciałości z urządzenia innej marki używanego na co dzień, Sigmę od razu obsługiwało mi się niezwykle łatwo. Regularnie w redakcji mamy do czynienia z komputerkami różnych producentów, przestawienie się na inne menu, odmienne nawigowanie przyciskami itd. zawsze wymaga trochę czasu. Tutaj mamy dotykowy ekran i przyciski, można używać ich zamiennie. Poruszanie się po menu jest tak proste jak w telefonie, wszystko najlepiej robić dotykiem, bo jest szybciej i wygodniej.

Mimo że miałem zadecydować, który z testerów będzie jeździł z ROX-em 12.0, nie dałem go nikomu, tylko ustawiłem pod siebie, sparowałem ze swoimi miernikami i czujnikiem HR, który jest w zestawie oraz pozostałymi, od Garmina, i zacząłem go sam testować. Pomyślałem, że spróbuję właśnie Sigmy – na tych 5% jazd, gdy brakuje mi dobrej nawigacji.

IMG_7664-2

Dodam jeszcze, że samo ustawianie i parowanie z czujnikami jest szybkie, łatwe i intuicyjne, jestem w szoku, bo przy Sigmie ROX 11.0 nieco się gubiłem po przejściu z Garmina – obsługa i menu wymagały przyzwyczajenia. W 12.0 wszystko jest dużo prostsze i bardziej intuicyjne. Jedyne, co odradzam, to menu w języku polskim, niektóre tłumaczenia są niejasne, a nawet błędne oraz, co gorsza, brak niektórych zaawansowanych, jak i całkiem prostych funkcji – np. średniej prędkości z okrążenia. Po dwóch jazdach przestawiłem więc język menu na angielski i mam wszystko, co potrzeba.

O bogactwie funkcji nie będę się rozpisywał, bo jest ich tak wiele, że nie sposób je spisywać w artykule pod nazwą „pierwsze wrażenia”. By zgłębić produkt warto po prostu wejść na stronę producenta (https://www.sigmasport.com/en/produkte/fahrrad-computer/gps/rox/rox-12-0).

IMG_7682-2.jpg xxx

Przejdę natomiast do wzmiankowanych pierwszych wrażeń, a właściwie do odpowiedzi na pytanie, jak Sigma spełnia dwie funkcje, o których pisałem na początku:

1. Narzędzie treningowe

  • duży i czytelny ekran plus spore możliwości konfiguracji sprawiają, że dane, na których nam zależy na pewno dojrzymy. Również gdy „idzie się w trupa”.
  • Łatwe poruszanie się między ekranami, zarówno palcem, jak i guzikami gdy dłonie przestają już dobrze współpracować z mózgiem i koordynacja legnie w gruzach.
  • Spocone dłonie i krople deszczu nie upośledzają „dotyku”, ciekawe jak będzie sprawował się zimą?
  • Bruk, po którym bolały mnie zęby i reszta ciała, nie zdołał wyszarpać dużej Sigmy z uchwytu, używana w terenie również pozostała na swoim miejscu.
  • 126 gramów, czyli wcale nie tak dużo, to dobra masa do sportowego zastosowania.
  • Fakt, że aplikacje typu Strava czy TP są w Sigmie, znacząco przyspiesza zgrywanie jazd. Po zakończeniu wystarczy połączyć się z WiFi i zsynchronizować trening, by ten od razu był dostępny w serwisie. Omijam więc chmurę Sigmy, wszystko idzie bezpośrednio do Stravy, którą traktuję jak swój „dzienniczek treningowy” i tam trafiają wszystkie moje jazdy, niezależnie, czego aktualnie używam.
  • Płaski profil sprawia, że urządzenie nie wystaje poza obrys kierownicy, jest zapewne dość aero i dobrze wygląda.
  • Jak na razie Sigma ani razu mi się nie zawiesiła (przejechałem z nią 500 km), nie wyłączyła, nie zresetowała, nie obcięła zapisu, nie zgubiła śladu. Działa bezbłędnie i szybko. Miałem dwa zwieszenia na około 5-10 sekund, ale tylko podczas ustawień oraz wgrywania tras.
  • Po włączeniu urządzenie znajduje sygnał GPS po około 2-3 sekundach, co jest dla mnie sprawą podstawową, a fakt, że Sigma znajduje sygnał także w domu oraz w redakcji traktuję jako dużą zaletę. Nienawidzę czekać na złapanie sygnału.
  • Pomiar wydaje się być dobry i dość precyzyjny, czasem w wąskich ulicach oraz w lesie następuje pewne zwolnienie reakcji, tzn. przyspieszam, a informacja o prędkości, którą osiągnąłem wyświetlana jest dopiero po chwili, ale nie jest to ani uciążliwe, ani szczególnie częste.
  • Bateria z dwoma czujnikami (Moc i HR) wytrzymuje około 10-11 godzin, wystarczająco podczas zastosowania sportowego.

IMG_7689-2

2. Nawigacja

  • Dokładne mapy wgrane fabrycznie.
  • Jazda z nawigacją po szosie jest bardzo płynna. Sigma uprzedza, za ile kilometrów trzeba będzie dokonać zmiany kierunku, po czym ekran mapy wraca do poziomu przybliżenia/oddalenia, jaki ustawiliśmy. Natomiast gdy zbliżamy się do skrzyżowania, nawigacja informuje, co będziemy musieli zrobić oraz za ile metrów. Kolejno odlicza metry, aż do manewru, by potem zapowiedzieć, co czeka nas dalej, jaki będzie kolejny ruch.
  • Mapy wystarczają na jazdę typu szosowego, jazdę po wyznaczonej trasie można realizować nawet bez wchodzenia na mapę, ograniczając się jedynie do wyskakujących okienek z powiadomieniem, co należy teraz zrobić.
  • Po zgubieniu trasy komputerek sam przelicza nową i wybiera najkrótszą opcję dotarcia z powrotem na ślad.
  • Co innego w terenie, oczywiście, jak najbardziej da się poruszać po wgranym tracku, należy jednak wspomagać się ekranem z mapą, gdyż czasem otrzymujemy komendę „lekko w prawo”, a w rzeczywistości droga prowadzi np. prosto. Jednak Spojrzenie na mapę pozwala łatwo skorygować tor jazdy. Mapy wskazują lasy, obiekty wodne, inne drogi, łatwo i szybko można więc znaleźć inne punkty odniesienia, by upewnić się, np. na leśnym rozstaju czterech dróg, którą wybrać.
  • Nawigacja jest szybka, „nie muli”, szybko informuje o wybraniu błędnej drogi, zjechaniu ze śladu oraz sprawnie oblicza nową trasę.
  • Dobrze jeździ się w trybie treningowo-wycieczkowym. Ja polubiłem ustawienie widoku mapy i 4 małych pól z danymi na jednym ekranie – wystarcza do treningu i nawigowania w jednym.
  • Trasy można rysować bądź wgrywać na kilka sposobów, ale naprawdę przyjemne jest rysowanie palcem po mapie, Sigma wówczas sama rysuje trasę i proponuje 3 opcje – bodajże najszybszą, najlepszą i najkrótszą. Sprawdziłem ją w swoich ulubionych lokalizacjach i ja bym zaproponował jako „najlepszą” taką o nieco innym przebiegu, ale ta funkcja może być hitem na wakacjach, kiedy po prostu chcemy szybko wyznaczyć coś w miarę fajnego i przejezdnego. Wówczas na pewno można z tego korzystać. Po zaznaczeniu palcem, która trasa nas interesuje, ROX szybko oblicza i wyznacza gotową rundkę. Jedno, co mi się w wyznaczaniu palcem nie podoba, to fakt, że ROX unika jak ognia bruków, jeśli damy opcję, że chcemy trasę szosową.
  • Jako najlepszy dla mnie sposób, planowałem trasy na komputerze poprzez Route Buildera Stravy i tam je zapisywałem. Następnie odpalałem apkę Stravy w Sigmie i pobierałem bezpośrednio na niej trasę ze Stravy. Bardzo szybki i prosty wg mnie sposób. Jedyne co trzeba zrobić to włączyć WiFi, ale w dobie komputerów na rower i smartfonów to chyba nie jest wada… Oczywiście wszystko można zrobić inaczej, ale ja nie miałem potrzeby korzystania z innych sposobów.
  • Około 10 godzin na jednej baterii to mało wobec jakiejś epickiej trasy, a przyznam, że nie sprawdziłem, czy da się ją ładować z powerbanka w trakcie używania.
  • Co najważniejsze dla mnie – udało się Sigmie połączyć urządzenie do szybkiej sportowej jazdy z dobrą nawigacją. Mapa i komendy nie przeszkadzają w treningu!

IMG_7646-2.jpg nawi

Ceny:
1695 zł – bez czujników
1999 zł – z czujnikiem tętna oraz prędkości/kadencji

www.sigmasport.com

Testuje: Mikołaj Jurkowlaniec
Zdjęcia: Hania Tomasiewicz

Written By
More from Mikołaj

Mactronic Rifle – Pierwsze wrażenia

Dzień z nocy Tym razem sprawdzamy nową lampę polskiego producenta – Mactronic...
Czytaj więcej