roko.bike dla dzieci – pierwsze wrażenia

W pierwszej rozmowie telefonicznej z Rafałem Nogowczykiem, współwłaścicielem firmy roko.bike i projektantem rowerów, usłyszeliśmy: dajcie dziecku pojeździć, zobaczycie, że nie będzie chciało zejść z roweru. Trzeba było podnieść rękawicę – wybrać kolor i podać adres do wysyłki. To był, jak się okazało, przełomowy moment w historii naszej rodziny.

Rower w rozmiarze 24″, oznaczony symbolem biczogona (to ta jaszczurka na ramie) był u nas kilka dni później. W oczy rzuciło nam się natychmiast to, że zastosowano w nim prawie wszystkie rozwiązania techniczne, jakie znamy z rowerów MTB dla dorosłych. Hydrauliczne hamulce, stery a-head, 9 biegów, porządne siodło mocowane na sztycy z w pełni regulowanym jarzmem. Nie ma osi thru-axle, ale po cóż one tu, w rowerze dla dziecka? W każdym razie pierwsze wrażenie było jednoznaczne – rower jest w pełni funkcjonalny, nie ma tu żadnych kompromisów, sprawę potraktowano bardzo poważnie.

Drugi ważny moment miał miejsce oczywiście podczas pierwszej przejażdżki. To było coś zdumiewającego. Rafał miał rację – Iwo nie chciał zejść z roweru!

Niewiele jest przyjemniejszych chwil niż te, gdy widzisz, jak twoje dziecko łapie – i to natychmiast – flow. Na rowerze ma to szczególny wymiar, bo to jednak coś więcej niż kolejna zabawka, tu mówimy o nagłej zmianie układu odniesienia – dzieciak nagle może sam się przemieszczać z dużą prędkością, to jest jak pierwszy lot z gniazda.

Takie chwile przeżywa się zwłaszcza na samym początku nauki jazdy. Okazało się jednak, że mogą one powracać. Nasz 9-letni syn jeździ już od kilku lat, trudno nazwać go nowicjuszem, lecz mimo to pierwsze obroty korbą na roko.bike były jak objawienie. Jakby dopiero teraz poczuł prawdziwą radość z jazdy. To było widoczne jak na dłoni – wsiadł, ruszył i jazda całkiem go pochłonęła.

Skąd ta miłość od pierwszego wejrzenia? Stawiamy na trzy rzeczy:

  1. Geometria ramy. Roko jest świetnie dopasowany, zapewnia sportową pozycję, która pozwala sprawnie jeździć i kierować rowerem, ale nie męczy i nie onieśmiela dziecka. Dzięki zastosowaniu „normalnych” komponentów można np. optymalnie ustawić siodełko. Gdybyśmy opisywali rower dla dorosłych, nie byłoby w tym niczego zaskakującego, ale w rowerach dziecięcych takie rozwiązania wcale nie są standardem. Idealnie dobrane wydają się też wymiary odpowiadające za sterowanie rowerem i jego stabilność. Odpowiednio duży trail sprawia, że rower „słucha się” jak żaden inny z dotąd testowanych.

2. Ergonomia komponentów. Manetki Microshift mają tak lekko działające dźwignie, że Iwo wreszcie bez problemu może sam zmieniać biegi (w poprzednim rowerze nie mógł poruszyć obrotowej manetki Shimano). Klamki hamulcowe obslugujące hydrauliczne tarczówki można ustawić na tyle blisko kierownicy, że nawet dziecięce palce do nich sięgają. Chwyty mają odpowiednio małą średnicę. Co najważniejsze – korby są krótkie, idealnie pasują do dziecięcych proporcji, dzięki czemu pedałowanie jest naturalne i efektywne (trudno czasem patrzeć na dziecięce rowery z korbami jak dla dorosłych, to powinno być karalne). Nawet opony są idealne – bieżnik pozwala bez obaw wjechać w teren, ale nie powoduje też zbyt dużych oporów toczenia, które zniechęcają każde dziecko.

3. Brak amortyzatora – pod 25 kg dzieckiem i tak by się prawie nie uginał, podnisółby za to cenę i wagę roweru. Mądra decyzja.

4. Niska waga. Tego nie da się przeskoczyć, dobre rowery dla dzieci muszą być lekkie. Roko.bike waży 8,6 kg (z pedałami), co plasuje go wśród najlepszych rowerków tego typu na świecie. Oczywiście trzeba pamiętać, że to zupełny „golas”, tzn, bez nóżki, błotników, bagażnika i innych akcesoriów, które często znajdujemy na pokładzie rowerów dziecięcych, ale i tak wynik jest fantastyczny. Nawet dorosły doceni tak niską wagę, gdy wyciąga rower z piwnicy czy samochodu. Dla dziecka to prawdziwa rewolucja.

5. Niskie opory toczenia. Nagle skończyło się marudzenie „daleko jeszcze?”. Po prostu jedziemy i gadamy, a trasa może być znacznie dłuższa niż dotąd.

Czy warto?

Jesteśmy dalecy od stawiania sprzętu na pierwszym miejscu, ale w przypadku roweru dziecięcego sprawa wygląda trochę inaczej. Mądrze zaprojektowany rower, który nie tylko nie przeszkadza w jeździe, ale jest do niej optymalnie przygotowany, może diametralnie zmienić jakość rowerowego doświadczenia młodego człowieka. Na roko.bike Iwo zrobił skokowy postęp w szybkości i pewności jazdy. Zmienił nastawienie, nie trzeba go – jak wcześniej – namawiać na przejażdżki. Rozmawiamy już nawet o pierwszej wyprawie rowerowej. Coś wspaniałego.

Oczywiście trudno abstrahować od ceny roko.bike – 3599 zł to jedna z najwyższych na rynku. Każdy rodzic podejdzie do niej zapewne po swojemu. My nie musieliśmy za niego płacić, został przysłany jako egzemplarz testowy. Nie mamy jednak wątpliwości, że to rower wart każdej złotówki, którą trzeba za niego zapłacić – i jedna z najlepszych możliwych inwestycji w rozwój dziecka. Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie koszt wszystkich telefonów, konsoli i komputerów, które tak silnie przyciągają uwagę dzieci i grożą silnym uzależnieniem. Wiemy przecież, nawet z własnego doświadczenia, że rower może być na nie doskonałym lekarstwem. Ujmijmy to tak: życie jest za krótkie, żeby jeździć na kiepskich rowerach – dlaczego nie miałoby to odnosić się również do dzieci?

Roko.bike zostanie z nami na dłużej – jesienią opublikujemy pełny raport po całym sezonie jeżdżenia.


O Roko.bike

To nowa polska firma z siedzibą w Wiśle, specjalizująca się w wysokiej klasy rowerach dla dzieci. Produkuje trzy modele rowerów, różniących się wielkością kół: 16, 20 i 24″. Wszystkie są projektowane i składane w Polsce. Rowery można kupić online, zawsze z darmową dostawą, oraz w wybranych salonach rowerowych. Producent z dumą podkreśla, że rowery wysyła wyłącznie w ekologicznych opakowaniach, nie używając żadnych plastikowych czy piankowych materiałów zabezpieczających.

Strona producenta: https://roko.bike