„Robocop” z Białorusi

Wasil Wasilijewicz Kiryjenka pochodzi z niewielkiego miasteczka na południowym wschodzie Białorusi, wciąż – jak się wydaje – zakorzenionego w ZSRR. Nie przeszkodziło to Wasilowi w zdobyciu w 2015 roku tytułu mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Czy to oznacza, że ten człowiek o kamiennej twarzy będzie się teraz częściej uśmiechał?

Tekst: Dymitry Prudnikau
Zdjęcia: Kristof Ramon

W kolarstwie na Białorusi jeszcze do niedawna niewiele się działo. Postradziecki system szkolenia wciąż ma się tam dobrze, choć przybrał nieco inną formę. Ogromne stowarzyszenia i szkoły mistrzostwa sportowego nadal utrzymywane są za państwowe pieniądze. Grzechem byłoby nie korzystać z takich darowizn państwa. Jedynie nad efektywnością prowadzonych w nich treningów mało kto się zastanawia.

Na podbój Europy

Dlatego zaskakuje obecność Wasila Kiryjenki w zawodowym peletonie, jest w nim jednym z nielicznych, choć chlubnych przedstawicieli białoruskiego kolarstwa. Śmiało można także powiedzieć, że jest zarazem „bombą atomową” współczesnego światowego kolarstwa. Wcale nie dlatego, że pochodzi z okolic Czarnobyla. Urodził się w Reczycy (Obwód Homelski) w 1981 roku i pierwsze kroki w karierze kolarza stawiał właśnie tam. Poza kolarstwem tylko raz spróbował sił w innym sporcie, podobnie jak Lance Armstrong (którego Wasja nie bardzo lubi z wiadomych wszystkim powodów) w triatlonie, ale stwierdził, że skoro tylko na treningi kolarskie poświęca tak wiele czasu, to nie znajdzie go wystarczająco dużo, by jeszcze biegać i pływać.


Kolarstwo to nie jest sport, w którym nie ma szans. Najważniejsze to być przygotowanym


Płaskie tereny w rodzinnych stronach Wasji, z których notabene pochodzi również jego kolega z teamu Sky, Konstantyn Siwcow, nie dawały wprawdzie dużych możliwości przeprowadzenia zróżnicowanych treningów, ale wschodnia szkoła ma swoją specyfikę. Zgrupowania na Krymie, dosyć surowe zimy, mocne treningi i już w 2002 roku Wasil sięga po pierwsze zwycięstwo w mistrzostwach kraju w jeździe indywidualnej na czas. Rok później popisuje się znakomitymi wynikami na torze zarówno w konkurencjach indywidualnych, jak i drużynowych. Młody Wasja z każdym rokiem nabiera obrotów i w sezonie 2005 znowu zdobywa koszulkę mistrza Białorusi w jeździe indywidualnej na czas. Umiejętność wygrywania w ITT staje się jego atutem. W tym samym roku, jeszcze jako orlik, odnosi pierwsze sukcesy za granicą – staje na najwyższym stopniu podium zarówno w Coppa della Pace, jak i Giro del Casentino. Od tego momentu zaczyna się jego podbój Europy. W roku 2006, jeszcze nie jako zawodowiec, choć szybko ku temu zmierzający, Kiryjenka zdobywa kolejny tytuł mistrza kraju w czasówce i brązowy medal mistrzostw świata w wyścigu punktowym na torze.

Umiejętność wygrywania wyścigów w jeździe indywidualnej na czas od początku była kolarskim wyróżnikiem Wasila Kiryjenki i stała się atutem, który zadecydował o kierunku rozwoju jego kariery

World Tour

Po bardzo dobrym sezonie 2006 (1. miejsce w mistrzostwach Białorusi w jeździe indywidualnej na czas, 1. miejsce na 6. etapie Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków, 6. miejsce w mistrzostwach świata w jeździe indywidualnej na czas, 3. miejsce w mistrzostwach świata w wyścigu punktowym na torze) przychodzi czas na to, aby zmierzyć się z najlepszymi na świecie, reprezentując barwy Tinkoff Credit Systems. Przez dwa sezony ścigania się w tej ekipie Kiryjenka wygrywa etapy w Ster Elektrotoer i Vuelta a Burgos, zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Étoile de Bessèges, siódme w Tirreno-Adriático, wygrywa mistrzostwa świata na torze w wyścigu punktowym (drugi złoty medal dla Białorusi na tym samym torze w scratchu zdobywa Aleksander Lisowski). W koszulce Tinkoffa zdobywa też pierwsze podium w grand tourze. Podczas piekielnego Giro d’Italia 2008 wygrywa dziewiętnasty, królewski etap. Kończy też Vuelta a Murcia na siódmym miejscu.

Długa cisza, tak można określić kolejne dwa sezony białoruskiego „Robocopa”. Zmiana ekipy na hiszpańską Caisse d’Épargne nie była dla Wasji korzystna, ale praca, jaką wykonywał na rzecz drużyny, była doceniana. W 2011 roku, kiedy wydawało się, że odzwyczaił się od wygrywania, nastał czas rehabilitacji jego dotąd dobrego kolarskiego imienia. Wasja, już w barwach Movistaru wygrywa klasyfikację generalną Route de Sud, sięga po drugie etapowe zwycięstwo na Giro, plasuje się na drugim miejscu w Critérium International, a w swoim ulubionym wyścigu, Vuelta al País Vasco, wygrywa etap. Te wyniki dają mu szansę pozostania na dłużej w Pro Tourze. Kolejny sezon i kolejne sukcesy. Trzecie miejsce podczas mistrzostw świata w jeździe indywidualnej na czas, szóste – w Critérium du Dauphiné.

Jego koronna konkurencja zagwarantowała mu tytuł mistrza świata, a wcześniej, w tym samym sezonie kilka znaczących zwycięstw, m.in. w czasówce na Giro d’Italia czy Igrzyskach Europejskich w Baku

Oferta z nieba

W roku 2012 Wasil, dzięki swojej pracy i wytrwałości, dostaje propozycję z samego nieba. Brytyjska drużyna Sky, na czele z Bradleyem Wigginsem oraz Christopherem Froome’em, bierze go pod swoją opiekę.

Po 30. roku życia zawodnika określa się mianem doświadczonego. Wasil udowodnił, że tak jest, nie grymasił, że musi na Tourze i Vuelcie pełnić rolę pomocnika. Niestety, Tour de France w roku 2013 był dla niego pechowy, zaledwie minuty zabrakło mu do regulaminowego limitu. Nie podcięło mu to jednak skrzydeł i kilka miesięcy później wygrał etap na Vuelcie, a wraz z całym teamem zdobył brązowy medal mistrzostw świata w jeździe drużynowej i zajął czwarte miejsce w ITT. W następnym sezonie drużyna nie postawiła mu innych zadań niż pomoc, więc pomagał, ale też gdzie mógł, sam atakował. Powtórzył wynik z poprzedniego roku i uplasował się znów tuż za podium w jeździe indywidualnej na czas podczas pamiętnych dla Polaków mistrzostw świata w Ponferradzie.

Trzeci sezon w Sky był dla Kiryjenki spełnieniem kolarskich marzeń. Jego koronna konkurencja, jazda indywidualna na czas, zagwarantowała mu kilka znaczących zwycięstw, m.in. podczas czasówki na Giro, na Igrzyskach Europejskich w Baku oraz – czego, jak sam przyznaje, nie spodziewał się zupełnie – tytuł mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Był oczywiście w gronie faworytów po tak wspaniałym sezonie, ale zwyciężyć z takimi „maszynami” jak Tony Martin czy Adriano Malori to jednak nie lada wyczyn. Na dodatek chwilę po MŚ obalił mit o klątwie tęczowej koszulki i wygrał Chrono des Nations (notabene tuż za nim, na drugim miejscu uplasował się Marcin Białobłocki).

Spokojny i opanowany tak w życiu, jak i w peletonie. Na temat jego niewzruszonej, szczególnie podczas wyścigów, miny krążą liczne anegdotki i z tego też powodu przylgnęła do niego ksywka „Robocop”

Poker face

Mąż, ojciec trójki dzieci, spokojny i opanowany tak w życiu, jak i w peletonie. Większość czasu spędza w Hiszpanii, przygotowując się do sezonu, w domu bywa tylko w przerwie między sezonami. Lubi łowić ryby, ale to rower jest dla niego całym światem. Nie przepada za długimi lotami i chociaż nie ma problemów z aklimatyzacją w nowym miejscu, egzotyczne kraje kojarzą mu się niemal wyłącznie z chorobami.

W peletonie krążą anegdotki na temat miny białoruskiego kolarza, która nie zmienia się bez względu na to, jak wielki wysiłek wykonuje, dlatego przylgnęła do niego ksywka „Robocop”. Kiedy kupował samochód, doświadczony sprzedawca nie potrafił ocenić, czy Wasja jest zainteresowany ofertą i zdecydowany na zakup, czy wręcz przeciwnie. Może po skończeniu kolarskiej kariery Wasja powinien grać w pokera?

Na Białorusi często mawia się, że jest motorem całej ekipy, chociaż sam Wasja jest trochę innego zdania. W każdym wywiadzie podkreśla, że wynik zależy od każdego w teamie, taki z niego skromniś. Nie raz jednak fani kolarstwa widzieli Kiryjenkę zaciągającego na podjazdach tak, że całe drużyny jadące za nim wychodziły na zmiany, żeby dotrzymać mu tempa. Ponad dziesięciokilometrowe odcinki potrafi jechać z mocą ponad 600 watów. Trenerzy ze Sky byli w szoku, kiedy po raz pierwszy zobaczyli w akcji jednego z najlepszych „gregario” na świecie. Jego ulubionym wyścigiem pozostaje Vuelta al País Vasco, gdzie w 2011 roku sięgnął po etapowe zwycięstwo oraz uplasował się na dziesiątym miejscu w klasyfikacji generalnej (a w tym roku niestety go nie ukończył).

Wasil Kiryjenka zasłużył na szacunek w kolarskim świecie dzięki swojej pracy i wytrwałości. Od 2008 roku pomagał liderom w dwóch grand tourach rocznie, nie licząc pozostałych wyścigów. Prawdziwy, a nie kinowy „Robocop” czuwa podczas wyścigu, wyłapując wśród rywali każdy sygnał do ataku i jest w stanie skasować nawet najbardziej niebezpieczną ucieczkę. Przed sobą ma jeszcze kilka sezonów i oczywiście igrzyska w Rio. Oby nie zabrakło mu obrotów. 

Tekst ukazał się w SZOSIE 4/2016, dostępnej także wersji CYFROWEJ

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ w natychmiast dostępnej wersji cyfrowej