Przełajowiec w klasykach

Jego przygoda z rowerem zaczęła się niemalże typowo po polsku – od „górala”, który dostał w prezencie na pierwszą komunię. Młodziutki Wout Van Aert wskoczył na jednoślad, zakręcił kilka razy korbą, potaplał się w błocie… To była miłość od pierwszego depnięcia.

Belgia ma fioła na punkcie przełajów. Umazani klejącą się mazią, miksturą złożoną z piachu i szlamu, zawodnicy traktowani są z tak wielką atencją jak gwiazdy muzyki pop. Bo w kraju Walonów i Flamandów, w przeciwieństwie do innych kolarskich nacji, królów cyklokrosu darzy się ogromnym szacunkiem. A ściganie się rowerem po wertepach, schodach, lasach, błocie i na lodzie urosło do rangi religii narodowej.

A że pod bacznym okiem Filipa I utalentowanych i odnoszących niemałe sukcesy błotniaków jest tylu – przynajmniej procentowo – ilu piekielnie uzdolnionych piłkarsko Brazylijczyków, medialne zainteresowanie ich wyczynami jest spore. Jeden z bohaterów – pochodzący z Herentals Wout Van Aert – to człowiek, który mimo młodego wieku w przełajach osiągnął już wszystko.

Wout Van Aert na trasie wyścigu z serii Pucharu Świata w Dendermonde, 27 września 2020 roku
Biegi po lesie

Warunkami fizycznymi 24-latek nie powala. Przy 1,87 m wzrostu waży ok. 68-70 kg. Normalne, niczym niewyróżniające się proporcje jak na zawodowego kolarza. Lecz w jednej kategorii Van Aert przewyższa swoich rywali o głowę: ogólnorozwojówką. Brzdącem będąc, zanim jeszcze wsiadł na pierwszy w życiu rower MTB, Wout trenował lekkoatletykę. Jego opiekunowie dużą wagę przywiązywali nie tyle do aspektów siłowych, co do prawidłowego rozwoju motorycznego. Skakanie, bieganie, czołganie się – takie zadania należały do porządku dziennego. Wout lubił długodystansowy wysiłek, a ten w satysfakcjonującym wymiarze zapewniło mu właśnie kolarstwo.

Chociaż początkowo próbował łączyć jeszcze oba zamiłowania – do królowej sportu i roweru – ostatecznie wygrało kolarstwo. Tym bardziej że stosunkowo szybko Van Aert w lokalnych zawodach dla niższych kategorii zaczął zajmować miejsca na podium. Nie na szosie, bo Wout zawsze preferował teren trudniejszy technicznie. Nie tylko dlatego, że w Belgii panuje idealny klimat dla nieszosowców. W terenie czuł się jak ryba w wodzie i mógł wykorzystać swoje kondycyjne przygotowanie – wiele godzin spędził, uprawiając biegi przełajowe. Wiedział, jak pokonywać konary drzew, jak się zachować na mokrych liściach, jak wchodzić w zakręty, gdzie przyspieszyć, gdzie zwolnić. Van Aert był stworzony do CX.


Od 13. roku życia koncentrował się już wyłącznie na kolarstwie przełajowym, ale nie było natychmiastowej eksplozji, na rezultaty trzeba było zaczekać. Rówieśnicy o wiele szybciej dorastali, Wout fizycznie długo pozostawał dzieckiem


Od 13. roku życia koncentrował się już wyłącznie na kolarstwie przełajowym, ale nie było natychmiastowej eksplozji, na rezultaty trzeba było zaczekać. Rówieśnicy o wiele szybciej dorastali, Wout fizycznie długo pozostawał dzieckiem. Starszy o rok Laurens Sweeck u ekspertów miał znacznie lepsze notowania, podobnie jak kontynuujący rodzinne tradycje Mathieu van der Poel. Ten ostatni, choć o rok młodszy, stał się najpoważniejszym rywalem Van Aerta. W juniorach Wout przegrał z nim na mistrzostwach świata (2011/12), był też gorszy w swoim pierwszym sezonie w orlikach (brąz 2012/13).

Potem jednak Van Aert nadgonił. Przełajowe zawody bez belgijsko-holenderskiego pojedynku? Nie do pomyślenia. Nakręcała się prasa, nakręcali się kibice. Tylko panowie Van Aert i van der Poel tak jak byli kolegami, tak nimi pozostali.

Tęcza, frytki, piwo

Van Aert wciąż ma niesamowite szczęście (odpukać w niemalowaną ramę). Omijały go kontuzje czy poważniejsze choroby. Ścigał się w okresie zimowo-wczesnowiosennym w cyklokrosie, resztę roku spędzał na szosówce, odbywając żmudne treningi. Od czasu do czasu pojawił się na mniejszym szosowym wyścigu, nie robiono jednak wokół tego faktu hałasu. Większość przełajowców po przepracowanej w przełajach zimie przesiada się na kolarzówkę.

W 2012 roku związał się z nie byle jakim zespołem – młodzieżówką słynnego Telenet-Fidea i ekspresowo awansował do pierwszego składu. Tam nie brali pierwszego lepszego zawodnika, lecz wyłącznie kandydatów z papierami. Van Aert błyskawicznie zaznaczył swoją obecność na przełajowej scenie. Wygrywał zawody U23 serii Superprestige, bpost bank Trofee i Pucharu Świata. Został młodzieżowym mistrzem globu oraz Europy. Piął się i piął coraz wyżej.

Na dobre w elicie wystrzelił w sezonie 2015/16, a więc stosunkowo niedawno. Całkowicie go zdominował, zgarniając nie tylko hat trick w postaci zwycięstw w klasyfikacji generalnej topowych Superprestige, bpost bank Trofee i w Pucharze Świata, ale wyprzedzając w Heusden-Zolder Larsa van der Haara w walce o tęczową koszulkę. Ze złota cieszył się, jedząc w McDonaldzie frytki i popijając piwo. Świetna passa trwała i w następnym roku: mistrzostwo świata, Puchar Świata, DVV Verzekeringen Trophy (dawny bpT). Wtedy już jednak co chwila napomykał o tym, że chciałby w przyszłości spróbować swoich sił na szosie.

Van Aert vs van der Poel

Dysponował idealnym teamem, by cel ten zrealizować. W 2014 roku trafił do Vastgoedservice-Golden Palace, który jechał dwutorowo. Rok później do ekipy dołączył Crelan – niegdyś sponsor drużyny samego Svena Nysa. Razem z Crelanem i kilkoma swoimi dotychczasowymi kolegami przeszedł następnie do Verandas Willems. Spotkał w nim byłego zawodowca Nicka Nuyensa, triumfatora Ronde van Vlaanderen czy Omloop Het Volk. „Bomba z Bevel” od razu wzięła się do pracy – pracy o charakterze psychologicznym: przekonać Van Aerta, że jego szanse w wiosennych brukowych klasykach wcale nie są takie marne. Ile razy Wout słyszał hasło „Zdeněk Štybar”, trudno zliczyć. Czech, legenda przełajów, kolekcjonował nie tylko etapy Tour de France czy Vuelty, ale przede wszystkim top 3 Paryż-Roubaix oraz E3 Harelbeke. Van Aertowi nie przyświecała jednak idea „bycia jak Štybar”. Wout podążał własną drogą.


Ile razy Wout słyszał hasło „Zdeněk Štybar”, trudno zliczyć. Czech, legenda przełajów, kolekcjonował nie tylko etapy Tour de France czy Vuelty, ale przede wszystkim top 3 Paryż-Roubaix oraz E3 Harelbeke. Van Aertowi nie przyświecała jednak idea „bycia jak Štybar”. Wout podążał własną drogą


W sezonie 2017 sporadycznie brał udział w wyścigach szosowych, ofensywę zapowiedział na rok kolejny. Szosowemu ściganiu podporządkował się niemal zupełnie, lecz mimo wszystko nie zrezygnował z kalendarza CX. Jednak zwiększenie liczby kilometrów pokonanych w szosowej rywalizacji sprawiło, że Van Aertowi przełajowa odsłona 2017/18 przyszła z wielką trudnością. Nie tego spodziewano się po czempionie.

Wout Van Aert na mecie Superprestige 2020 w Boom




Pierwsze skrzypce grał van der Poel. Reprezentant kontynentalnego Corendon-Circus robił, co mu się żywnie podobało. Konkurencja przeważnie widziała go na starcie, a potem znikał na 60 minut, bo tyle trwa przełajowy wyścig po wytyczonej trasie. Pojawiał się ponownie, szeroko uśmiechnięty, podczas ceremonii wręczenia nagród. To właśnie Mathieu miał w holenderskim Valkenburgu, przed rodzimą publicznością, pokazać Woutowi, gdzie raki zimują. Stało się jednak inaczej. Zmotywowany, zmobilizowany przeciętnym sezonem Van Aert pojechał niczym młody bóg. Zamiary detronizacji mistrza spaliły na panewce. – To był nokaut. Ten wyścig zakończył się na drugim okrążeniu. Van Aert jechał, jechał i odjechał. A my nic nie mogliśmy zrobić – mówił van der Poel.

Klasyki, czyli dłuższy przełaj

Po kampanii w błocie przyszła pora na szosowe jednodniówki. Stajnia Van Aerta od organizatorów kilku worldtourowych wyścigów dostała dziką kartę. Kluczowy przy rozdawaniu zaproszeń był sygnał wysłany przez van Aerta pod koniec 2017 roku. – Chcę wystartować we flandryjskich klasykach. W szczególności chciałbym zaprezentować się w Roubaix – mówił.



„Piekło Północy” stworzone jest dla kolarzy zakorzenionych w cyklokrosie. Kocie łby, piach i błoto, gdy popada, sprawiają, że przełajowcy czują się na północy Francji jak w domu. Van Aert nie rzucał słów na wiatr. Poświęcił czas na rekonesans trasy, przyjrzał się brukowym pasażom, wiedział, co go czeka. Rach-ciach, 13. miejsce. Jak na debiutanta wynik fenomenalny, podobnie jak dycha we „Flandryjskiej Piękności” i Gandawa-Wevelgem oraz trzecia lokata w Strade Bianche. Zresztą, oglądając włoski neoklasyk można było odnieść wrażenie, że wymyślono go specjalnie z myślą o Woutcie. Na „białych drogach” van Aert robił swoje. Niestraszny był mu piach, pył, jedna czy druga nierówność podłoża. On po prostu pedałował tak, jakby ktoś zapomniał mu powiedzieć, że ma przed sobą ponad 180 kilometrów, a nie jedynie kilkanaście kółek na oznaczonej taśmami trasie.

Wout van Aert na mecie rozegranego 104. edycji Ronde van Vlaanderen, rozegranej
18 października 2020 roku
Daleko od błota?

Na razie Van Aert nie określił swoich planów na przyszły sezon (mowa o sezonie 2019 – przyp. red.). Prawdopodobnie znowu wystartuje w przełajach, zważywszy jednak na jego ostatnie osiągnięcia, zapewne przekwalifikuje się definitywnie na rasowego szosowca. Pytanie brzmi tylko: trykot w jakich barwach założy? Do końca 2019 roku obowiązuje go umowa z Verandas Willems, lecz atmosfera w obozie Nuyensa się popsuła. Nie dojdzie do fuzji z Aqua Blue Sport, kierownictwo rozmawia o połączeniu z niderlandzkim Roompot, o czym Van Aert de facto dowiedział się z mediów społecznościowych, co go mocno zdenerwowało. – Mam dość tego wszystkiego. Tego, jak zespół odnosi się do nas, do mnie. Nie można zaakceptować takiego przepływu informacji, a właściwie jego braku – powiedział.

Wout Van Aert w koszulce przełajowego mistrza Belgii, którą wywalczył w 2021 roku w Meulebeke. Już jako świeżo upieczony tata, dlatego organizatorzy zadbali również o koszulkę dla jego synka Georgesa

Jest po słowie z LottoNL-Jumbo (kontrakt od 2020 roku), nie wyklucza, że jego szeregi zasili wcześniej. O tym, jak zaadaptować i zagospodarować przełajowców, żółto-czarni wiedzą doskonale, w końcu sami, jako Rabobank, dysponowali niegdyś cyklokrosową filią, z której wywodzi się Lars Boom – już niedługo nowy kolega Van Aerta.

Tekst: Wolfgang Brylla
Zdjęcia: Kristof Ramon

Tekst ukazał się w SZOSIE 6/2018 Szutry, dostępnej także wersji CYFROWEJ

Więcej o kolarstwie w Belgii przeczytasz w SZOSIE 5-2020, dostępnej także w wersji CYFROWEJ

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ!