PIERWSZE PAKOWANIE

Foto: Hania Tomasiewicz

KWINTESENCJA BIKEPACKINGU – PAKOWANIE

Teraz to wszystko trzeba spakować, czyli jak wcisnąć słonia, a raczej tonę tego ultralight puchu, do litrowej butelki. Z tym litrem trochę przesadziłam, bo do dyspozycji będę mieć w sumie około 25 l.

Najważniejsze w całym bikepackingu są dobre torby rowerowe. Wodoszczelne, nieprzemakalne (cordura lub nylon), dobrze układające się na rowerze, wytrzymałe i z solidnym mocowaniem. Te najlepsze kosztują fortunę i podwójną fortunę w momencie, gdy dwójka podróżników, która korzysta na co dzień z tego samego rodzinnego budżetu, potrzebuje kupić dwie duże torby podsiodłowe (tzw. seatpack lub backloader), dwie torby na kierownicę (handlebar bag lub frontloader), dwie torby montowane w trójkącie ramy (frame bag) i co najmniej dwie małe torby na ramę na podręczne pierdoły.

Największy wybór naprawdę genialnych toreb jest za oceanem. Amerykanie uwielbiają podróżować i na długo przed rowerzystami ze Starego Kontynentu odkryli gravele. Jeśli macie kartę kredytową lub konto na Pay-Pal oraz czas i chęć na zabawę z odprawą celną, polecam buszowanie na amerykańskim Amazonie. Torby Moosetreks, Blackburn, RockBros, Bushwhacker, Newboler czy Defiance to produkty wysokiej jakości, które posłużą przez lata. Rynek europejski również oferuje całkiem spory wybór najróżniejszych toreb, z czego najlepsze jakościowo, ale też najdroższe, są torby brytyjskiej firmy Apidura oraz niemieckie torby Ortlieb. W Polsce możemy też nabyć całkiem przyzwoite torby tajwańskiej firmy Topeak, Authora, Gianta czy chińskiej produkcji Roswheel.

Bez względu na wielkość budżetu najłatwiej jest wybrać torbę podsiodłową. W tym wypadku (oprócz oczywistego dla mnie warunku wodoszczelności) skupiamy się na pojemności. Jednym wystarczy torba 10 l, inni będą potrzebować aż 17 litrów, żeby czuć się bezpiecznie. By nie przesadzać z dociążaniem tyłu roweru, specjaliści od bikepackingu polecają do niej spakować niezbędne i lekkie ubrania.

W zależności od tego, czy będziemy podróżować rowerem szosowym, gravelem czy rowerem MTB, wybieramy odpowiednią torbę na kierownicę. Tutaj w większości przypadków pojemność waha się od 6 do 10 l i jest ograniczona kształtem i szerokością kierownicy. Na prostej kierownicy w rowerze górskim łatwo zamontujesz większość z dostępnych na rynku toreb, trochę więcej gimnastyki wymaga montaż takiej torby na szosowym baranku, bo trzeba przecież zapewnić sobie jednocześnie wygodne i bezpieczne korzystanie z manetek i hamulców. Frontloader składa się najczęściej z uniwersalnej uprzęży i dedykowanego do niej rolowanego worka wodoszczelnego. Przy wyborze polecam kierować się również liczbą dodatkowych klipsów, oczek lub zacisków umożliwiających przytroczenie dodatkowego bagażu za pomocą uniwersalnych taśm lub ekspanderów. Ze względu na swój owalny kształt na kierownicy najwygodniej spakować śpiwór, materac lub karimatę i namiot.



Najwięcej problemów nastręcza wpasowanie torby w trójkąt ramy roweru. Wszystko zależy od jej geometrii. Najwięcej miejsca do zagospodarowania będą mieli panowie w rowerach szosowych o klasycznej geometrii. Kobiece rowery nie dość, że zazwyczaj są mniejsze, to jeszcze bez względu na to, czy to szosa, czy MTB, slopingowa górna rura małej ramy mocno ogranicza dopasowanie odpowiednio pojemnej torby.

Najmniej wymagający globtroterzy i ultraminimaliści, rzecz jasna, mogą, a nawet obchodzą się bez torby w ramie. Jeśli jednak chcesz ją zabrać, a nie możesz dopasować żadnej z dostępnych na rynku, być może warto rozważyć uszycie odpowiedniej do twojej ramy. Podczas moich poszukiwań zwróciłam uwagę na dwie firmy prowadzone przez autentycznych pasjonatów, którzy zjedli zęby na podróżowaniu rowerem. Pomocą w tym temacie służą specjaliści z biekapacking.pl i Dawid Szewczyk – dla mnie absolutny mistrz w swoim fachu, sygnujący swoje dzieła nazwą Triglav (TGV). To właśnie od Dawida dowiedziałam się, że torba w ramie musi być idealnie dopasowana, by nie marszczyła się i nie przeszkadzała w jeździe oraz w naturalnym prowadzeniu nóg podczas pedałowania, a także żeby była bardzo wytrzymała i zapewniała dobry dostęp do rzeczy znajdujących się na samym jej dnie. Ponieważ ta torba montowana jest najbliżej środka ciężkości roweru, pakujemy tam zazwyczaj najcięższe rzeczy, takie jak np. niezbędne do podstawowych napraw narzędzia.

Do tego całego zestawu przyda się też podręczna torebka na telefon, pieniądze czy dodatkowe żelki, którą zamontujemy na ramie tuż przy główce sterowej i/lub przy rurze podsiodłowej. Przydatny może okazać się również uniwersalny uchwyt do bidonu, dzięki czemu dodatkowy pojemnik można zamontować na widelcu lub amortyzatorze albo na kierownicy. Warto też zaopatrzyć się w małą „nerkę” na najcenniejsze rzeczy, które będziemy mieć zawsze przy sobie bez względu na to, czy jedziemy, czy stoimy, czy idziemy w przerwie na piwo.

Foto: Kristian Pletten dla Apidura

Po tych wszystkich wywodach pewnie zaskoczę was swoim wyborem. Jestem przekonana, że podróżowanie rowerem na lekko mi się spodoba, ale nie mam absolutnej pewności, że nie będzie się ograniczało do incydentalnych wypadów raz na kilka lat. Żeby inwestycja w torby nie okazała się przesadzonym wydatkiem, wciśniętym później w najgłębszy kąt szafy, postanowiłam przy okazji przygody z bikepackingiem sprawdzić jakość i trwałość budżetowych – w porównaniu z brytyjskimi czy niemieckimi produktami – ich chińskich odpowiedników.

Podczas pięciodniowego wypadu w góry będę więc testować 9-litrową torbę na kierownicę Roswheel, torbę montowaną w trójkącie ramy Topeak 3,5 l, podwójną torbę na ramę Author 0,6 l każda oraz torebkę na telefon Roswheel. Jedyna droga i wyglądająca na dość solidną to włoska torba podsiodłowa Selle Monte Grappa BMG o pojemności 16 litrów, wykonana z cudownie lekkiego i wodoodpornego materiału.

Być może swą zuchwałość przypłacę srogim rozczarowaniem, próbując wśród piorunów, gradu i w strugach deszczu zbierać rozsypany na poboczu drogi podróżny dobytek, ale od czego jest tania, sprawdzona i skuteczna w każdym przypadku uniwersalna taśma naprawcza duck-tape!

Kasia podczas przygotowań do wyprawy

Tekst ukazał się w SZOSIE 4/2018 Tour de…, dostępnej także wersji CYFROWEJ

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ!