PIERWSZE PAKOWANIE

CO JEŚĆ

W zależności od potrzeb i warunków atmosferycznych, w jakich zamierzamy przygotowywać posiłki, rynek oferuje całkiem sporo ciekawych rozwiązań. Do wyboru mamy więc:
• kuchenki gazowe (palniki nakręcane na kartusz z gazem lub wolno stojące),
• kuchenki na paliwo stałe (kostki lub drewno),
• kuchenki na alkohol lub inne paliwo ciekłe (np. paliwo do zapalniczek, benzyna),
• kuchenki wielopaliwowe,
• zintegrowany system typu Jetboil.

Najtaniej i najlżej wychodzi samemu zrobić sobie kuchenkę, dajmy na to z aluminiowej puszki po napoju, którą – po obcięciu do połowy – można potem napełnić gazem do zapalniczek i podpalić (paliwo można przewozić np. w pudełkach po kliszach fotograficznych lub pudełeczkach po farbach plakatowych). Do tego jakiś aluminiowy kubek i chwytak do gorących naczyń, żeby się nie poparzyć – i już można jechać na minisurvival.

Z tego rodzaju survivalowych rozwiązań jednak szybko zrezygnowałam i zaczęłam porównywać nie tylko parametry ceny i wagi obecnych na rynku outdoorowych rozwiązań. Pod uwagę wzięłam również efektywność paliwa, skuteczną absorpcję ciepła przez naczynie oraz jego wagę, ciężar paliwa i jego opakowania, jego ewentualną dostępność i wymagane dodatki do kuchenki (podstawki, osłonki od wiatru, chwytaki etc). Ostatecznie zdecydowałam się na Jetboil. Ale porównanie wszystkich typów kuchenek znajdziecie w ramce.

• Kuchenki gazowe ograniczają się wagowo do kartusza z gazem i nakręcanego palnika, który jest lekki i tani. Do tego trzeba by było dokupić jakieś naczynie aluminiowe do podgrzewania wody i chwytak.

+ plusy: niska waga, wysoka efektywność paliwa, niska cena, prostota użytkowana, szybki czas podgrzewania, możliwość regulacji płomienia, małe gabaryty po złożeniu, niska cena.

– minusy: dostępność paliwa (nie w każdym miejscu na świecie można dokupić kartusz z gazem, a trzeba pamiętać, że nie można kartuszy przewozić w bagażu lotniczym!), brak kontroli nad zużyciem kartusza (nie wiadomo, ile jest jeszcze zapasu gazu, ale można to opanować metodą prób i błędów w przeliczeniu na ilość razów i czasu, w jakim zagotowaliśmy wodę), nie działają na mrozie poniżej -5°C, waga samych kartuszy (jeśli musimy wziąć kilka).

• Kuchenki na paliwo stałe (kostki)

+ plusy: małe, lekkie, tanie.

– minusy: zużycie paliwa – 6 kostek (koszt 15 zł) wystarcza na podgrzanie 500 ml wody, niska efektywność.

• Kuchenki na paliwo stałe (drewno)

+ plusy: jak wyżej + bezpłatne drewno pod ręką (patyczki, kawałki kory etc.).

– minusy: niska efektywność i w ogóle to sami sobie szukajcie patyków, kiedy jesteście głodni i zmęczeni, a więc źli, i jeszcze do tego pada deszcz!

• Kuchenki na alkohol

+ plusy: można własnoręcznie wykonać, są lekkie i tanie.

– minusy: alkohol lub paliwo do zapalniczek pali się mniej intensywnie od gazu czy benzyny, dlatego na zagotowanie wody trzeba czekać dość długo, a ponadto brak jest kontroli nad płomieniem.

• Kuchenki wielopaliwowe

+ plusy: na wiele rodzajów paliwa.

– minusy: duże, ciężkie, skomplikowane w użyciu i problematyczne w czyszczeniu, dość drogie, średnia efektywność.

• Kuchenki typu Jetboil (mój wybór)

+ plusy: zintegrowany system zawierający garnek z radiatorem, dzięki któremu efektywność przy najmniejszym z możliwych zużyciu paliwa jest nie do osiągnięcia w innych rodzajach kuchenek (ok. 5 ml gazu do zagotowania 500 ml wody w czasie ok. 2,5 minuty), brak konieczności montowania osłon przeciwwietrznych, brak konieczności dokupowania dodatkowych naczyń i chwytaków, stosunkowo niewielkie rozmiary kompaktowego urządzenia.

– minusy: cena, nie za lekkie w porównaniu z innymi zestawami kuchenka + naczynie, waga i dostępność kartusza.

O ile większość liofilizowanych posiłków (LyoFood, Voyager, Aptonia) można zjeść po zalaniu wodą bezpośrednio z torebki, o tyle lepiej nie jeść obiadu palcami, a jeszcze przyjemniej jest później napić się kawy. Bardzo zgrabne i ultralekkie składane kubeczki oraz niezbędniki oferuje moje ulubiona marka Sea to Summit, ale ze względu na cenę zdecydowałam się wesprzeć polskiego survivalowca (bushcraftowy.pl), który sprzedaje w swym sklepiku całkiem zmyślne składane kubeczki za jedyne 16 zł za sztukę. Jeśli chodzi zaś o niezbędnik, to moje serce skradł ultralekki i jednocześnie ultraminimalistyczny, ważący raptem 10 g spork 3w1 firmy Light My Fire. Dwie łyżko-widelco-noże w wygodnym futerale kupiłam za 12 zł.