Od zamku w Niemodlinie do pałacu w Mosznej (i z powrotem)

Słyszeliście kiedyś o miasteczku Niemodlin, leżącym kilkanaście kilometrów na południe od Opola? Tuż przy autostradzie A4. Nie? To zrobię na chwilę przerwę we wprowadzeniu i poczekam, aż zrobicie sobie kawę/herbatę/yerbę. Jeśli już, mogę przejść do kolejnego akapitu.

© Jacek Bereżnicki

W Niemodlinie jest zamek, który powoli wraca do życia. Na przestrzeni wieków zmieniał kształt oraz właścicieli – od ostatnich Piastów na początku XVI wieku, przez niemieckie rody arystokratyczne po czeski ród Praschma, do którego posiadłość należała do zakończenia drugiej wojny światowej.

Obecnie zamek jest udostępniany do zwiedzania, o ile aktualne obostrzenia epidemiczne na to pozwalają. I tyle o zamku niemodlińskim, który nie jest bohaterem tej opowieści, choć rzecz jasna polecam jego zwiedzenie.

Falkenberg na start

Pomysł był bowiem taki, żeby wykorzystać położenie Niemodlina, usytuowanego na skraju sporego kompleksu leśnego i gravelami dojechać do pałacu w Mosznej, niesłuszne nazywanego zamkiem. Dla mnie największym atutem lokalizacji poszczególnych tras jest gęstość tkanki historycznej. Trudno w tym kontekście pisać jednoznacznie o Opolszczyźnie, bo historia tego regionu jest złożona i wielowątkowa, zawsze kogoś nie zadowoli rozłożenie akcentów (pewnie dlatego świetnym uzupełnieniem tej rundy będzie lektura książki „Kajś” Zbigniewa Rokity).

Śląskość, niemieckość, polskość to nie tylko słowa, ale i fakty, które tutaj dość mocno się przenikają, co widać na każdym kroku. Wszak byliśmy blisko dawnej granicy III Rzeszy i II Rzeczpospolitej na terenach plebiscytowych. Nie da się tego miejsca docenić bez wiedzy historycznej, bo spektakularnych widoków tu nie ma. Są piękne, są miłe, są urokliwe, ale nie spektakularne. Spektakularna jest historia.


Nie da się tego miejsca docenić bez wiedzy historycznej, bo spektakularnych widoków tu nie ma. Są piękne, są miłe, są urokliwe, ale nie spektakularne. Spektakularna jest historia


Nawet wymyśliłem ocenę dla tej trasy sprowadzającą się do odpowiedzi na pytanie, z jak daleka byłbym w stanie dojechać do Niemodlina, żeby przejechać tę rundę i być zadowolonym, że spędziłem X czasu w aucie. No więc ta trasa ma 100/100 na mojej prywatnej skali, tak że mieszkańcy Wrocławia czy Gliwic – możecie już szukać linku do tracka (który umieściłem na końcu tekstu).

Niemodlin (dawniej Falkenberg) ma malowniczy, lecz ruchliwy rynek, przez który prowadzi DK 46 (ale właśnie jest budowana obwodnica) i na którym można swobodnie zaparkować. Pierwsze „artefakty” mijamy niemal od razu, choć z oddali, na przykład niemodlińską synagogę, z której uczyniono prawdopodobnie jeden z najdziwniejszych obiektów architektonicznych, jakie można zobaczyć na świecie.

Ciut za nowo powstającą obwodnicą i dalej za poniemieckim kąpieliskiem wpada się do arboretum, które nawet bez liści – a może właśnie dlatego – odsłania uroki parku typu angielskiego, a za nim przez wieś Lipno dociera się nad rozległe stawy hodowlane. To jest ich zagłębie, więc warto mieć latem na uwadze, że defekt czy przerwa na toaletę w tym miejscu może oznaczać spotkanie z rojem nieustępliwych owadów.

Dalej droga prowadzi przez kompleks leśny stanowiący dawny pruski poligon, który w widoku LIDAR na geoportalu wygląda jak powierzchnia innej planety – pozornie jest płasko, lecz to jest teren niegdyś aktywny wulkanicznie, zeszlifowany przez lodowiec, który zostawił liczne moreny denne. Na kilku z nich da się zaobserwować betonowe konstrukcje. Za malowniczymi Goszczowicami znajduje się wielonarodowy cmentarz wojenny, stanowiący część Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych. Arcyciekawe miejsce.

Mijając polne i leśne dukty oraz jeszcze kilka moren dennych dotarliśmy do Korfantowa, któremu tę nazwę nadano na cześć Wojciecha Korfantego. Co w żaden sposób nie nawiązuje do wcześniejszych nazw miejscowości: Ferląd czy Friedland. W ogóle wielu miejscowościom w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wielokrotnie zmieniane nazwy; najpierw, gdy do władzy doszli naziści pozbywano się fonetycznych powiązań ze słowiańskim brzmieniem, z kolei po roku 1945 władzom komunistycznym nie w smak były zbyt śląsko brzmiące nazwy.


Gdy do władzy doszli naziści pozbywano się fonetycznych powiązań ze słowiańskim brzmieniem, z kolei po roku 1945 władzom komunistycznym nie w smak były zbyt śląsko brzmiące nazwy miejscowości


Dzisiejszymi świadkami tej gęstej materii są pomniki wojenne, na których obok siebie widnieją nazwiska brzmiące – z dzisiejszego punktu widzenia – i bardzo niemiecko, i bardzo polsko. W Korfantowie już na wjeździe do miasta zobaczyć można niesamowity kościół Świętej Trójcy, pochodzący prawdopodobnie z XIII wieku, a naszą trasę poprowadziliśmy przez zamek, który obecnie jest częścią szpitala, i przez niewielki rynek, nietypowo znajdujący się całkiem na uboczu.

Moszna na półmetku

Za miastem, kiedy spojrzeć na południe – czyli przez prawe ramię – czeka piękna panorama Gór Opawskich. I tak miną trzy kilometry, po których zacznie się część najlepsza, ciągnąca się aż do samej Mosznej. Będą pastwiska, polniaki, pola i malownicze wioseczki z drogami za wąskimi, żeby mijać się na hulajnogach, a nad płaskim horyzontem zacznie się ukazywać fantazyjny kształt dachów, wież i wieżyczek pałacu w Mosznej.

Okolice tego obiektu są bajeczne, a w ogrodzie trwają prace nad przywróceniem mu formy z czasów świetności. Jest tam gdzie się pokręcić i poszukać najlepszego kadru, żeby uchwycić pałac na zdjęciu. Aż niemożliwe, iż jest w tak dobrym stanie, szczególnie że wokół są dziesiątki zabytkowych budynków, które tego szczęścia nie miały. Ba! Na palcach jednej ręki da się policzyć te, które nie stały się kompletną ruiną. To też jest symptom zmian historycznych, o których wspomniałem i do zgłębienia których gorąco zachęcam.


Okolice tego obiektu są bajeczne, a w ogrodzie trwają prace nad przywróceniem mu formy z czasów świetności. Aż niemożliwe, iż jest w tak dobrym stanie, szczególnie że wokół są dziesiątki zabytkowych budynków, które tego szczęścia nie miały


Droga powrotna z Mosznej do Niemodlina przecina kilka opolskich wioseczek z pałacami i pomnikami wojennymi, ale lwia część to kompleks leśny. To jak wrota do innego świata – jeszcze w ubiegłym roku ten las był dla mnie miejscem, od którego rozpoczęła się terra incognita wycieczki z Oławy do Przemyśla (tę rundę znajdziesz w SZOSIE 4-2020 „W peletonie”). I choć tych kilkanaście kilometrów leśnej „autostrady” nie zapowiadało się jakoś emocjonująco, to było bardzo pomocnych i motywujących, bo po pierwsze las jest zawsze super, a po drugie wracaliśmy z totalnym „wmordęwindem”.

Niemodlin na finał

Plus leśnicy co jakiś czas wstawiali ciekawostki – a to głaz, a to zielony krzyż z postacią z czarnej jak smoła blachy. Pozorną monotonię lasu przełamuje kopalnia bazaltu tuż za nim. Najpierw trzeba się nieco wspiąć, żeby podziwiać księżycowy widok wyrobiska. Z jego różnych części „wyciekają” rozmaite kolory i kształty zastygłej miliony lat temu lawy, którą ludzie obecnie wydobywają i podsypują nią drogi, między innymi budowaną właśnie obwodnicę Niemodlina.

Ale zanim jeszcze obwodnica, oto mamy Tułowice i krajobraz pełen stawów hodowlanych, a my do niemal samego punktu startu (i mety jednocześnie) będziemy poruszać się po groblach, otoczeni szumiącymi kanałami i urządzeniami hydrotechnicznymi. Teren w okolicach końca trasy jest lekko pofalowany i bardzo interesujący, a przez trwającą budowę obwodnicy ciekawie urozmaicony.

Ponieważ roślinność niebawem wybuchnie i sporo miejsc na trasie bardzo się zmieni – raczej na plus, zasypując drzewa kwiatami – warto wybrać się tam jak najszybciej. Odcinek przed samą Moszną może bowiem zarosnąć, ale to raczej nie sprawi, że nie da się go przebrnąć. Pewnie się da, tyle że będzie wymagać odrobiny samozaparcia. My jechaliśmy kilkanaście dni po roztopach i błoto nie było utrapieniem, aczkolwiek rowery mogły mieć na ten temat inne zdanie.

Tekst i zdjęcia: Wojtek Sienkiewicz

Link do trasy:
www.strava.com/activities/4944258452