Miejski flow

Pierwsze wrażenie jest zaskakujące, trudno utrzymać równowagę. Mózg musi się przeprogramować, bo wysunięte do przodu koło zaburza wyuczony algorytm kierowania rowerem. Potrzeba na to kilku minut, potem coś nagle zaskakuje i jazda staje się niewypowiedzianą przyjemnością. Zaczynasz płynąć przez miasto… i szybko orientujesz się, że nie chcesz już po nim jeździć żadnym innym pojazdem

Trudno powiedzieć, skąd się bierze ta radość z jazdy Bullittem. Być może chodzi o płynność, z jaką ten długi pojazd toczy się po jezdni? Nisko położony środek ciężkości? Połączenie sportowego feelingu z poczuciem ogromnej praktyczności? A może najprościej: gdy rower jest dobrze zaprojektowany – nieważne, czy cargo czy nie – satysfakcja z jazdy pojawia się automatycznie.

Fot. Ewa Jezierska

Bo co do tego, że Bullitt jest niemal wzorcową konstrukcją cargobike’a, nie może być wątpliwości. Kopenhaska firma Larry vs Harry rozwija ten model – jako jedyny w swojej ofercie – od ponad dziesięciu lat. Jeśli były jakieś błędy, zostały dawno wyeliminowane. To prosta konstrukcja, żadnych wodotrysków. Geniusz tkwi, jak się zdaje, w kompozycji całości. Mimo że to tylko aluminiowa rama i kilka zupełnie zwyczajnych komponentów, gdy jedziesz, masz w głowie jedną myśl: „Majstersztyk!”.

Jasna sprawa, że taki cargobike na pierwszy rzut oka kojarzy się z ocięża- łością i jego obecność tu, na naszych łamach, może wręcz wzbudzać kon- sternację. „Co ma ten kolos do szosy?!”, mógłby zapytać zaskoczony czytelnik. Cóż, więcej tu oczywiście różnic niż podobieństw, ale Bullitt ma ze sportowymi rowerami przynajmniej jeden wspólny gen: jest szybki. Wystarczy na nim usiąść, poczuć, jaką ciało przyjmuje pozycję, i już wiadomo, że to bynajmniej nie jest sprzęt przeznaczony do kręcenia z nogi na nogę.

SZYBKI I ZWINNY

Nie znam złotych standardów geometrii ram cargo, ale wiem jedno – ta w Bullitcie została idealnie dobrana. Przednie koło doskonale radzi sobie z trzymaniem kierunku bez względu na przewożony ładunek. O ile manewry na małej prędkości wymagają pewnego przyzwyczajenia, bo przy tak dużym rozstawie osi trzeba brać odpowiednią poprawkę na spory promień skrętu, o tyle w normalnej jeździe Bullitt słucha się, aż miło. Nie dziwię się, że po pierwsze, na całym świecie rozgrywane są regularne wyścigi rowerów cargo i, po drugie, że większość zawodników używa właśnie Bullittów. Sprawdźcie na YT.

Obawiałem się początkowo, że obecność dodatkowego mechanizmu przenoszącego ruchy kierownicy na widelec będzie wprowadzała jakieś luzy lub odczuwalnie zmniejszała sztywność, ale nic z tych rzeczy. Jest natychmiastowa reakcja i poczucie pełnej kontroli. Nagle odkrywasz więc, że dysponujesz rowerem, którym można na drugi koniec miasta przewieźć kilkadziesiąt kilogramów piasku (odbyłem dwa takie kursy), a który jednocześnie jest jednym z najszybszych i najzwinniejszych pojazdów na ulicy (oczywiście nie wtedy, gdy jest załadowany piachem). W korkach, między autami, przeciska się bez większych problemów, bo jest wystarczająco wąski. Jego długość generalnie nie przeszkadza w żadnym manewrze, może trzeba tylko trochę uważać, by nie wysuwać przodu zbyt daleko, gdy włączasz się do ruchu z podporządkowanej. Ale przecież każdy kierowca samochodu (autobusów nie liczę) ma przed sobą maskę, o której istnieniu musi pamiętać w trakcie manewrów, więc nic w tym nadzwyczajnego.

MOCNY JAK MRÓWKA

Ten typ konstrukcji, z przedłużoną ramą i przednim widelcem całkowicie oddzielonym od główki sterowej, nazywa się potocznie „long-john”. Jego zaletą jest nie tylko duża ilość miejsca ładunkowego w przestrzeni między przednim kołem a kierownicą, ale również optymalne rozłożenie ciężaru (czytaj: umieszczenie go bardzo nisko). To dlatego można Bullittem tak sprawnie wozić ludzi, lodówki i kruszywa. Nisko umieszczona masa ładunku, dopóki nie jest on ekstremalnie ciężki, jest prawie nieodczuwalna podczas manewrów. Maksymalna ładowność wynosi 180 kg wraz z ciężarem jeźdźca, czyli w moim przypadku na bagaż zostaje nieco ponad 100 kg. Można obsłużyć nie tylko tygodniowe zakupy, ale i małą przeprowadzkę!

Wbrew pozorom Bullitt wcale nie jest ciężki, to tylko dwadzieścia parę kilo (wciąż trudno mi uwierzyć, że tylko tyle – wychodzi, że mój miejski Batavus jest niewiele lżejszy). Łatwo obliczyć, że może przewieźć ok. 8 razy więcej, niż sam waży. Czyż rowery nie są niesamowite? Porównywalne możli- wości mają chyba tylko mrówki.

WIĘCEJ UŚMIECHU

Na co dzień nikt oczywiście nie przewozi dużego AGD, za to bardzo częsty- mi gośćmi na pokładzie są po prostu dzieci. Kto je ma, nie będzie mógł się Bullitta nachwalić. One same zresztą też. Wiadomo, że bycie rodzicem, zwłaszcza w dużym mieście, oznacza częste zamienianie się w szofera, a to na dłuższą metę nie należy do przyjemności. W naszej rodzinie sprawa jest nader klarowna: w aucie jest nuda i marudzenie, za to na rowerze – sama radość. Tak było od pierwszych jazd w przednim foteliku na Batavusie i nic się nie zmieniło. W tym sensie Bullitt może stanowić prawdziwy przełom w życiu rodziny, zamieniający męczące dojazdy we wspólne, wesołe doświadczenie. Dzieciaki śpiewają, śmieją się, witają się z każdym mi- janym przechodniem. Wszystko jest szybsze i łatwiejsze. Zakupy, szkoła, praca, trening – wszystko obsługujesz z lekkością. Jest flow, tym razem orga- nizacyjny! I odpada ten odwieczny argument: „przesiadłbym/przesiadłabym się na rower, ale muszę wozić dzieci”. O oszczędności pieniędzy i czasu nawet nie wspominajmy.

Dodam jeszcze, że w grę wchodzi nie tylko wożenie najmłodszych. Na pakę może równie dobrze wskoczyć osoba dorosła. Hania, która jest ode mnie ze 25 kg lżejsza, woziła mnie Bullittem bez większego problemu. Co ciekawe, mimo różnicy wzrostu obojgu nam pasował rozmiar ramy (jest produkowana tylko w jednej wielkości). Wystarczyło wyregulować wysokość siodła i kierownicy (Bullitt ma system szybkiej regulacji wysokości kokpitu Easy Up, bardzo przydatny, gdy przewozisz kogoś i nie chcesz uderzać go w głowę manetkami).

Producent podaje, że dzięki Easy Up Bullittem mogą wygodnie jeździć osoby od 160 do 200 cm wzrostu.

KONFIGURACJA

Rower ma modułową konstrukcję, co oznacza, że do podstawowej platformy można dołączać akcesoria, takie jak fotele, osłony i różnego rodzaju skrzynie ładunkowe. Kupując konkretny model, wybiera się je w online’owym konfiguratorze. Istnieje też cała subkultura bullittowego „zrób to sam”, ludzie prześcigają się w pomysłach rozszerzających transportowe możliwości podstawowej platformy.

Konfiguracja obejmuje też pozostałe komponenty. Do wyboru są warianty bardziej komfortowe (miękkie siodło, wielobiegowa piasta z paskiem napę- dowym) lub sportowe (klasyczne prze- rzutki, wąskie siodełko). Wiadomo, że wybrałem tę drugą opcję – i ani razu nie żałowałem. Deore XT ma odpowiednie stopniowanie i zakres przełożeń, a biegi wchodzą szybko i precyzyjnie, co pasuje do charakteru tego roweru. Nawiasem mówiąc, bardzo dawno nie jeździłem z prostą kierownicą i manetkami rodem z „górala” i przyznam, że to samo w sobie było przyjemne. Mogę sobie jednocześnie wyobrazić, że w miejskim ruchu piasta Alfine też miałaby wielkie zalety, przede wszystkim możliwość zmiany przełożenia podczas postoju i brak wymagań serwisowych. Kwestia gustu, od tego właśnie jest konfigurator.

GDZIE GO SCHOWAĆ?

Urok Bullitta polega na tym, że rozwiązuje on problemy, zamiast je stwarzać. W jednej kwestii mogą być z nim jednak kłopoty. Jak przechowywać ten 2,5-metrowy pojazd? Jeśli nie masz garażu ani dostępu do dużej rowerowni, pozostaje trzymanie go na zewnątrz, ale jak wtedy spać spokojnie? Tak, warunki lokalowe na pewno mogą być ograniczeniem w używaniu cargo. Ale uwaga, lepiej nie przesądzać z góry tej kwestii, sam się przekonałem, że znoszenie Bullitta do naszej niewielkiej piwnicy i ukrycie go we wnęce pod schodami jest prostsze, niż myślałem. Wystarczyło wysprzątać tę wnękę, co i tak należało zrobić już dawno temu.

PRZYSZŁOŚĆ PRZYJEDZIE CARGOBIKE’EM
Bullitt powstał w Danii, a to kraj rowerowy na wskroś, podobnie jak po- została część Skandynawii i Holandia. Cargobiki są tam w powszechnym użyciu. Wymienione państwa należą też do czołówki World Happiness Report, co, do diaska, nie może być wyłącznie zbiegiem okoliczności. Jeśli więc chcemy dobrego życia, a przecież wszyscy chcemy, to warto spoglądać w tamtą stronę. Rumiane i uśmiechnięte buźki kopenhaskich dzieci w Bullittach są dla mnie najlepszym dowodem, że to stamtąd nadchodzi dla nas lepsza przyszłość. Przepraszam, wcale nie nadchodzi. Nadjeżdża!

P.S. Więcej rowerach Bullitt można dowiedzieć się od polskiego dystrybutora marki, który udostępnił nam pojazd do testu www.bullitt.pl

Tekst ukazał się w SZOSIE 1-2021, dostępnej w DRUKU oraz wersji CYFROWEJ