Merida Silex – gravel, który niczego nie udaje

© Wojtek Sienkiewicz

Ten artykuł miał być porównaniem dwóch typów rowerów: przełajówki i gravela. Ale zanim został opublikowany, poleżał trochę w szufladzie, a w międzyczasie… takie porównania straciły sens. Pojawiła się za to nowa refleksja: nowatorska Merida Silex pozwoliła nam zrozumieć, dlaczego tak bardzo lubimy gravelbike’i.

Porównywanie rowerów przełajowych do gravelbike’ów było jakiś czas temu jednym z najczęściej poruszanych w branży tematów. Gravel pojawił się na scenie jako frapująca nowość i nie bardzo było wiadomo, co z nim zrobić. Wszyscy potrzebowaliśmy czasu, by zrozumieć, do czego ma służyć ta „terenowa szosówka, która nie jest przełajówką“. I dlaczego w ogóle tworzy się nową kategorię, skoro mamy stare, dobre rowery CX, na których z powodzeniem można jeździć na szutrowych trasach. A że pierwsze gravele pod względem konstrukcji nie różniły się specjalnie od przełajówek, uzyskanie klarownego spojrzenie na sytuację było jeszcze trudniejsze. Właśnie z takim zamiarem – dokładnego porównania tych dwóch typów rowerów – poprosiliśmy Meridę o udostępnienie nam modeli Silex (gravel) i Mission CX (przełaj). To było na przełomie 2019 i 2020 r., czyli w innej epoce, przed covidem, przed wojną w Ukrainie i strach pomyśleć, przed czym jeszcze. W międzyczasie nie brakowało turbulencji w branży, ale jedna rzecz pozostała stabilna: gravel wciąż jest hitem.

© Wojtek Sienkiewicz

Niesamowite, jak szybko sprawa się zdezaktualizowała, a przełajowo/gravelowe dylematy całkowicie zniknęły. Nikt już nie wątpi w sensowność istnienia gravelbików. Nie pytamy: „czy”, lecz: „kiedy” kupić taki rower. Jednocześnie przełajówki, po krótkim epizodzie wzrostu popularności, praktycznie zniknęły z rynku masowego, wracając do swojej wyczynowej niszy. Znów są rowerami dla specjalistów, jakimi zawsze zresztą były, choć mogło się przez chwilę wydawać, że zagrzeją na dłużej miejsce w sercach szerokich rzesz rowerzystów pragnących ucieczki z asfaltu na łono natury. Wyścigów cyklokrosowych w Polsce, owszem, przybyło, ale wciąż to nic w porównaniu do ilości zawodów gravelowych. Przełajówki ustąpiły miejsca gravelom do tego stopnia, że Mission CX, który to model widać na zdjęciach, nie występuje już nawet w ofercie Meridy Polska.

Merida Mission CX z 2020 r. © Wojtek Sienkiewicz
Porównanie wysokości kierownicy © Wojtek Sienkiewicz

W tej sytuacji ma już więc żadnej praktycznej potrzeby, by dywagować nad różnicami między tymi dwoma typami rowerów. Jednak ich rozumienie (owych różnic) wciąż ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju naszej świadomości jako rowerzystów. Dlatego nie rezygnujmy z porównania, lecz użyjmy go jako pretekstu, by zastanowić się, dlaczego to gravele zdominowały rynek, otwierając nowy, ważny rozdział w historii kolarstwa. I dlaczego nie udało się to nigdy rowerom przełajowym.

Merida Silex (siodełko wysunięte nienaturalnie wysoko, bo akurat jeździł na nim długonogi Wojtek, a nie widoczny na zdjęciu Borys) © Wojtek Sienkiewicz

© Wojtek Sienkiewicz

Zestawienie Silex vs Mission CX jest szczególnie ciekawe, bo różnica między tymi rowerami jest jaskrawa. Mission to rower o klasycznej konstrukcji, na której tle dodatkowo uwydatnia się innowacyjność Silexa. Co więcej, czas, który upłynął od premiery tego drugiego, daje nam inną perspektywą. Porównanie Mission CX i Silexa można traktować teraz bardziej jako porównanie starej i nowej szkoły, zderzenie dwóch koncepcji nt. tego, jak powinien wyglądać współczesny rower.

Główka ramy w rozmiarze M ma 20 cm długości. © Wojtek Sienkiewicz

Tworząc Silexa, Merida podjęła odważną decyzję, stawiając wszystko na jedną kartę. Tu nie ma udawania, że „gravel to taka szosówka z prześwitem na szersze opony”. Postawiono na zdolności terenowe i komfort, w jakimś sensie popychając całą koncepcję szutrówki w stronę MTB. Choć od testu minęły dwa lata, wciąż pamiętamy, jak dużo bardziej komfortowa była jazda na Silexie niż na Mission. Szersze opony (choć, na dzisiejsze standardy, wcale nie takie szerokie, bo 38 mm) to po prostu szersze opony, tego nie da się przeskoczyć. Druga kwestia to stabilność jazdy. Inne rozłożenie masy ciała na koła, większy ich rozstaw, dłuższe widełki – to wszystko sprawia, że rower jedzie pewnie przed siebie, nie zważając zupełnie na utrudnienia w postaci luźnego piasku czy błota, a jednocześnie nie obciążając nadmiernie rąk i barków. W przełajowym Mission CX nacisk na przednią oś jest znacznie większy, dzięki czemu rower szybciej reaguje i prowadzi się bardziej dynamicznie w ciasnych zakrętach, ponadto zapewniając w nich lepszą przyczepność przodu, ale jest to okupione trudniejszą pozycją ciała i zmniejszonym komfortem.

W zakrętach trzeba się pochylić by utrzymać przyczepność przodu. © Wojtek Sienkiewicz

Rozwiązania, jakie tu widzimy, przywołują na myśl rewolucyjną geometrię Genesis pomysłu Garego Fishera. Długą górna rurę i płaski kąt główki połączono z krótkim mostkiem. Reach pozostaje bez zmian, ale stabilność roweru i jego zdolności manewrowe w terenie znacznie się zwiększają. Dla osoby sprawnej technicznie oznacza to możliwość szybszej jazdy na trudnych odcinkach, a dla początkującego – poczucie większego bezpieczeństwa. Mission też jest pewny w prowadzeniu, ale każe przyjąć inną pozycję i przesuwa ciężar na przód, a to wymaga bardziej aktywnej pracy ciałem i większe niedogodności, zwłaszcza na długich trasach.

© Wojtek Sienkiewicz

Druga różnica widoczna gołym okiem to wysokość główki ramy. Tu też nie ma złudzeń – nikt nie udaje, że będzie się na tym rowerze zbytnio pochylał. Zamiast stosu podkładek pod mostkiem, jak w Mission, mamy tu mocną konstrukcję karbonowej ramy, która bardzo dobrze wpływa na sztywność przodu, a więc i na to, jak rower reaguje na sterowanie kierownicą.

Kolejna rzecz to przystosowanie do zastosowań turystycznych, czyli trzy mocowania na bidony i punkty montażowe pod różnorodny sprzęt bikepackingowy. Znów – nie ma udawania, że jesteśmy sportowcami. Turystyka, poznawanie świata, kontakt z naturą, oto prawdziwe motywy szerokich rzesz ludzi na całym świecie, wsiadających tłumnie na rowery.

© Borys Aleksy

Trzeba pamiętać, że Silex wszedł do sprzedaży w 2018 r. i wszystkie powyższe rozwiązania były w tamtym czasie innowacyjne. Teraz widzimy, że kierunek obrany przez Meridę obrały też inne marki. Nowe generacje gravelówek mają coraz bardziej płaskie kąty, coraz krótsze mostki i coraz szersze opony. Standardem stają się też wszelkiego typu mocowania pod koszyki, bagażniki, torebki i błotniki, bo rowerowa turystyka nigdy nie przeżywała takiego boomu, jak ostatnio. Mamy więc potwierdzenie, że śmiały projekt Silexa był projektem trafionym, wyznaczającym trendy, a przynajmniej wyraźnie na nie wskazującym. Tylko jedna cecha zaimplementowana w tym rowerze nie rozwinęła się później w skali całej branży, mianowicie kompatybilność z kołami 650b – tu ewidentnie zadziałała brzytwa Ockhama. Pod każdym innym względem możemy ten rower traktować jako godnego reprezentanta całej kategorii nowoczesnych gravelbikeów. Traktujemy go tak zatem – i wyciągamy ogólne wnioski, obiecane we wstępie.

© Wojtek Sienkiewicz

Skoro Silex ma w sobie wszystko, co tak dobrze przyjęło się w gravelowym świecie, to znaczy, że ma też w sobie wszystkie powody, dla których miłość do szutrówek eksplodowała na całym globie. Wydaje się, że można je ująć w jednym zwrocie, który przewinął się w tym artykule już kilkukrotnie. Otóż gravel niczego nie udaje. Nie udaje, że służy do jazdy wyczynowej (choć oczywiście może do takiej służyć). Że jego właściciel lub właścicielka „się ściga”. Że na rzecz jakiejś niepisanej konwencji gotowy/gotowa jest jeździć w niewygodnej pozycji, znosić telepanie na nierównościach. Nie udaje wreszcie, że największą ambicją rowerzysty jest zdolność do wykonywania szybkich nawrotów między drzewami – bo większość z nas, gravelowców i szosowców, choć lubi się rozpędzić, największą przyjemność odnajduje w jeździe po szerokich leśnych drogach i asfaltach. Mniej stresu, mniej udawania, za to więcej relaksu, luzu i szczerości wobec własnych potrzeb. To wszystko jest nam potrzebne – nie tylko w kontekście rowerów – i dobrze, że zaczęliśmy to wreszcie zauważać. Więcej o gravelowej ofercie Meridy znajdziecie tu: https://www.merida-bikes.com/pl-pl/bikefinder/tag/silex-48/root/bikes-subcategory

© Wojtek Sienkiewicz



Written By
More from Redakcja

Test Specialized Diverge STR

Specialized nie od dziś jest za pan brat z amortyzacją w szosówkach...
Czytaj więcej