Mariusz Gil

fot. kramon

Jest naszym przełajowym towarem eksportowym. Mariusz Gil od kilku ładnych lat jeździ na Zachodzie w Superprestige, Bpost Bank Trophy czy Pucharze Świata. Wcześniej czoła Belgom stawiał jego starszy brat Dariusz. Czym jest cyclo-cross według Mariusza? Dlaczego u nas ta dyscyplina ginie?

Sezon przełajowy coraz bliżej. Jak wyglądają Twoje przygotowania do niego?

Przygotowania do przełaju nabierają rozpędu. Już nie trenuję tak długo, treningi są raczej intensywniejsze.

Jest jakaś różnica między treningiem szosowym i przełajowym?

Różnica nie jest bardzo duża. Na pewno jest mniejsza liczba godzin wysiedzianych w siodełku i więcej ogólnorozwojowych ćwiczeń. Bez wątpienia przełaje są bardzo dobrym sposobem, by aktywnie przepracować zimę, szykując się do letniego sezonu. Przy okazji można też nadrobić lekcje z techniki jazdy…

W rodzinie Gilów przełaje to poniekąd tradycja. Co Was, co Ciebie urzekło w tej błotnistej odmianie kolarstwa?

Tak, można powiedzieć, że to już taka mała tradycja, lecz szkoda, że zostałem tylko ja. W przełajach urzekła mnie atmosfera panująca w Belgii, tamtejsze ściganie. Starałem się naśladować brata, był medalistą juniorów, a ja orlików. Gdyby Darek w tamtych czasach trafił do zawodowej belgijskiej drużyny, na pewno walczyłby o najwyższe miejsca na wielkich imprezach.

Przełaje w Belgii i Holandii to świętość. Dlaczego?

Wydaje mi się, że na Zachodzie piękno przełaju tworzą kibice, ten fantastyczny klimat na trasie i wokół całej dyscypliny.

W Polsce takiego klimatu nie ma… Chodząc na niektóre krajowe zawody, można odnieść wrażenie, że nikt się nimi nie interesuje. Po prostu spotkało się kilku ludzi na przypominających szosówkę rowerach i będą się ścigać po lesie, po śniegu. Kibiców mało, w większości tylko rodzina…

Przełaje to droga dyscyplina sportu. Potrzebujesz przynajmniej dwa rowery i kilka kompletów kół. Nie każdy klub czy rodzic może sobie na to pozwolić. A to właśnie w klubach należy uprawiać cyclo-cross, jeśli chcemy zwiększyć frekwencję i popularność. Co nie jest rzecz jasna łatwą sprawą. Kluby nie są zainteresowane szkoleniem najmłodszych. Jeśli nie ma narybku, to i w starszych kategoriach będzie coraz mniej zawodników.

Jak sądzisz, kto w przeszłości miał największe szanse, by zaistnieć w światowym przełaju? Mówią, że Kuźniak, mówią, że Szczepaniakowie, gdyby nie doping…

W przeszłości było wielu zawodników, którzy mogli zaistnieć. Jednak i czasy były inne, młodymi nikt się tak naprawdę nie interesował. Dopiero od kilku lat powstają przy zawodowych drużynach w Belgii czy Holandii miejsca dla juniorów. Gdyby szansa podobnego angażu zaistniała wcześniej, losy co poniektórych potoczyłyby się inaczej.

A czy widzisz potencjalnego nowego kandydata?

Na dziś nie widzę. Nie widzę też z tego powodu, że jest bardzo niewielu chętnych młodych zawodników, którzy chcieliby uprawiać przełaje. Dla mnie, dla człowieka przełajów, jest to przykre.

Czego właściwie uczą przełaje?

Przełaje na pewno doskonalą technikę jazdy, działają ogólnorozwojowo i myślę, że hartują organizm przed zawodową karierą. Wie chyba coś o tym Peter Sagan. Zanim został szosowym mistrzem świata, ścigał się w przełajach. Praktycznie ścigał się we wszystkim.

Czy da się łączyć szosę z przełajami? „Stybi” już zrezygnował…

Zdecydowanie się da, lecz trzeba to mądrze rozplanować. Jednak w zawodowym kolarstwie z reguły należy się skoncentrować na tylko jednym, tym najważniejszym sezonie. Łapanie wielu srok za ogon nie zawsze wychodzi.

Co chciałbyś jeszcze osiągnąć w przełajach?

Niekonieczne użyłbym słowa „osiągnąć”, raczej mówiłbym o powrocie. Chciałbym wrócić do wysokiego poziomu, by walczyć o pierwszą dychę na najważniejszych zawodach.


Wolfgang Brylla – dziecko swoich rodziców i wortalu rowery.org. Od ponad 15 lat pisze dla różnych, nie tylko polskojęzycznych mediów kolarskich. Robił też zdjęcia, ale, jak sam mówi, kiepskie. Z SZOSĄ związany od samego początku. A na szosach pod Zieloną Górą kręci prawie przez cały rok.


Tekst ukazał się w SZOSIE 5/2015, dostępnej także wersji CYFROWEJ

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ