Lipcowy atak żółci

Lipiec stoi pod znakiem koloru żółtego. Bo żółty to Tour de France, najpopularniejszy, najbardziej komercyjny i generujący największą kasę ze sprzedaży produktów z merchandisingu wielki tour na świecie. Możemy go lubić, możemy krytykować, nie możemy jednak przejść wobec niego obojętnie. W końcu żółty jest całkiem fajnym kolorem.

Tekst: Wolfgang Brylla
Zdjęcia: Kristof Ramon / SZOSA

W tym roku w przeciwieństwie do Giro d’Italia francuska trzytygodniówka nie święci żadnej okrągłej rocznicy. Ma to być kolejny wyścig o maillot jaune, jeden z wielu. Oglądaliśmy takich sporo: emocjonowały nas, potrafiły też jednak niesamowicie wynudzić. Taki już jest urok Tour de France. Schemat z ostatnich lat wygląda następująco: ciekawy początek, w większości nuda w środkowej partii rywalizacji i zabójczy, górski finał pozwalający zapomnieć o ciągnących się niczym flaki z olejem płaskich etapach. Tegoroczna edycja nieco staje okoniem do tej szufladkowej koncepcji. Hasło-klucz brzmi: wymieszanie.

104. odsłona „Wielkiej Pętli” ma być wyjątkowa. A wszystko dzięki telewizji, która pierwszy raz w historii francuskiej TV postanowiła przeprowadzić transmisję „na żywo” ze wszystkich odcinków. Całych odcinków, czyli od kilometra zero aż po metę. Sygnał będzie dostępny, lecz pojawia się pytanie, kto zechce poświęcić dziennie przeciętnie pięć, sześć godzin z ramówki na pokazywanie rowerowego ścigania…

Tour de France będzie też wyjątkowy z całkiem innego powodu. Pamiętacie młodego 25-letniego Francuza, który w 2005 roku przez dziesięć dni pedałował w koszulce lidera? Wtedy na niebie zaczęła błyszczeć gwiazda sympatycznego Thomasa Voecklera. Człowieka, któremu nigdy nie szkoda było zdrowia na zabieranie się w ucieczki typu harakiri. Właśnie ten sam Voeckler, najlepszy góral Touru z 2012 roku, w tym sezonie żegna się z zawodowym peletonem. Piętnasty występ w Grand Boucle będzie równocześnie jego ostatnim. Cztery razy wygrywał etap swojego narodowego wyścigu, w sumie 20 dni spędził w „żółtku”. W Pirenejach, Alpach czy na Polach Elizejskich zapowiedziały się liczne grupki fanów talentów Tomka. Łezka zakręci się zapewne w niejednym oku.

Kto wie, czy łzy nie będą podwójne, bo nareszcie od dłuższego czasu również Francuz zaliczany jest do grona ścisłych faworytów. Potomkowie Galów na triumf krajana w generalce czekają już od… 1985 roku, kiedy zwyciężył Bernard Hinault. Szanse Romaina Bardeta na pójście w ślady „Borsuka” są znikome, ale też nie zerowe. Zawodnik Ag2r o twarzy dziecka, choć w paszporcie ma już 27 lat, rok temu zameldował się na drugim miejscu, do tego był pierwszy na Mont Blanc. Profil tegorocznej edycji Touru nie do końca mu odpowiada, jednak nie traci też nadziei na uzyskanie kolejnego dobrego wyniku. „Odwiedzimy wszystkie francuskie masywy górskie, lecz w programie znalazło się znacznie mniej gór, niż ostatnio. Za to niektóre podjazdy są naprawdę strome” – reasumuje Bardet. O czym on konkretnie mówi?

Przyjrzyjmy się rozpisce. Tour zacznie się 1 lipca w Niemczech. Czwarty raz w dziejach kolumna wystartuje na wschód od Renu po Kolonii (1965), Frankfurcie nad Menem (1980) oraz Berlinie Zachodnim (1987), gdzie Lech Piasecki popędził po „koszul”. Nasi zachodni sąsiedzi poważnie podeszli do funkcji gospodarza. Od kilku miesięcy trwają w Düsseldorfie i okolicach prace przygotowawcze. Najważniejsza jest logistyka, bo na Grand Depart wytyczono… lotnisko. Będzie obowiązywać tymczasowy zakaz lotów, wzmożone zostanie bezpieczeństwo ze względu na istniejące zagrożenie terrorystyczne i niedawne bezsensowne ataki w różnych zakątkach Europy. W stolicy bundeslandu Nadrenia Północna-Westfalia kolarze przystąpią do 14-kilometrowej jazdy na czas, następnego dnia przekroczą granicę z Belgią obejmując kierunek na Liege. Ciekawie zapowiada się już etap trzeci naszpikowany krótkimi walońskimi oraz luksemburskimi podjazdami. Potem peleton Tour na dobre wjedzie do Francji, gdzie niemalże od razu będzie musiał stawić czoła La Planche des Belles Filles w Wogezach. Trzy lata temu jako pierwszy kreskę przekroczył na tym wzniesieniu Vincenzo Nibali. Potem okazało się, że „Rekin z Mesyny” zgarnął całą klasyfikację generalną.

Pierwszy tydzień zakończy się w Jurze wspinaczkami do stacji narciarskiej Les Rousses oraz zjazdem do Chambery po wcześniejszym zaliczeniu Col de la Biche (10,5 km, śr. 9%), Grand Colombier (8,5 km, śr. 10%) oraz Mont du Chat (8,7 km, śr. 10%). Dzień przerwy to transfer na południowy-zachód i kilka etapów lightowych przed pirenejską epopeją na czele z Port des Bales (1,7 km, śr. 7,7%), jak i Col de Peyresourde (9,7 km, śr. 8%) oraz Mur de Peguere (9,3 km, śr. 8%), który trzeba będzie pokonać w święto narodowe Francji 14 lipca. A wiadomo, że na Dzień Zdobycia Bastylii francuscy kolarze dodatkowo sobie ostrzą zęby i są niesamowicie zmotywowani.

Następnie peleton wjedzie w Masyw Centralny z Col de Peyra Taillade i Le Puy en Velay, by w decydującym tygodniu odpalić pozostałe jeszcze fajerwerki. W Alpach padnie odpowiedź na pytanie „być albo nie być” w Tourze. Profil zawiera Col de la Croix de Fer (24 km, śr. 5,2%), słynny Col du Telegraphe (11,9 km, śr. 7%) i monumentalny Galibier (17,7 km, śr. 7%) na 17. etapie, Col de Vars (9,3 km, śr. 7,5%) oraz Izoard (14 km, śr. 7,3%) na 18. etapie. Kolejny odcinek oznacza złapanie tchu przed czasówką w portowej Marsylii na dystansie ponad 22 kilometrów. Prawdopodobnie ITT nie przyniesie już większych przetasowań w generalce, różnice czasowe po górach powinny być klarowne, przewagi komfortowe. Tyle teoria, rzeczywistość może ją jednak oczywiście zrewidować.

Na papierze więc Tour prezentuje się okazale, lecz daleko mu do trendu wyznaczonego m.in. przez Włochów polegającym na rasowym górskim ściganiu. Są etapy dla sprinterów, dla górali, tylko czasowców potraktowano nieco po macoszemu. Menadżer zespołu Lotto-Soudal zadowolony jest z takiego obrotu sprawy. „Na pierwszy rzut oka przyszłoroczny Tour nie wygląda spektakularnie. Ale jest jedno „ale”. Będziemy mieli etapy dla każdego typu kolarza. Nawet zupełnie nieznani zawodnicy mogą zacząć odgrywać znaczącą rolę. To Tour dla sprinterów i uciekinierów” – stwierdził Marc Sergeant.

I Sergeant ma sporo racji, chociaż eksplozywni kolarze na kresce naturalnie nie wygrają klasyfikacji końcowej Tour de France. Pretendentów do tytułu nie trzeba daleko szukać, nazwiska, które się przewijają, są zawsze te same: obrońca Chris Froome, Nairo Quintana, Alberto Contador i być może Richie Porte oraz Alejandro Valverde. Jeden z 2000 akredytowanych dziennikarzy, zaprzyjaźniony Niemiec, wyznał mi jednak, że na podium widzi… Rafała Majkę. Jeden z dwóch kapitanów Bora-hansgrohe, który do tej pory dwukrotnie zabierał do domu koszulkę w grochy, specjalnie zrezygnował z Giro, by złapać formę we Francji. Jeśli będzie gotowy w górach, to kolega wcale nie musi się mylić, bowiem, jak oznajmił Froome: „O zwycięstwie i porażce w wyścigu przesądzą góry. Izoard – to jest to”.

Szczerze? Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. Majka był już trzeci na Vuelta a Espana, w top 5 Giro, pora na Tour. Nie będziemy trzymać ani za niego, Macieja Bodnara, Pawła Poljańskiego i Michała Kwiatkowskiego kciuków, bo oni tego po prostu nie potrzebują. Chłopaki, jedźcie swoje, a będzie dobrze, nawet bardzo dobrze.

Kciuki trzymać za to powinniśmy za organizatorów, by jednak przeprawa przez Col d’Agnes (14 lipca) była możliwa – pogodowa nawałnica spowodowała w tym rejonie liczne podtopienia, podjazd był/jest nieprzejezdny. Kciuki też powinniśmy trzymać za… siebie samych. Kumpel bierze trzytygodniowy urlop, by śledzić poczynania peletonu z własnego mieszkania w bloku. To się nazywa prawdziwa miłość. A miłość do kolarstwa nie potrzebuje żadnych słów, którymi można by ją opisać. Jak tak samo prosta, przejrzysta ja oficjalny plakat Tour de France. Stara kolarzówka na żółtym tle. Ten obrazek mówi wszystko.

Więc co? Wszyscy na żółto?

Trasa 104. Tour de France (1 – 23 lipca):
1. etap: Düsseldorf (14 km) – jazda indywidualna na czas
2. etap: Düsseldorf – Liege (203,5 km)
3. etap: Verviers – Longwy (212,5 km)
4. etap: Mondorf-les-Bains – Vittel (207,5 km)
5. etap: Vittel – La Planche des Belles Filles (160,5 km)
6. etap: Vesoul – Troyes (216 km)
7. etap: Troyes – Nuits-Saint-Georges (213,5 km)
8. etap: Döle – Station des Rousses (187,5 km)
9. etap: Nantua – Chambery (181,5 km)
10. etap: Perigueaux – Bergerac (178 km)
11. etap: Eymet – Pau (203,5 km)
12. etap: Pau – Peyragudes (214,5 km)
13. etap: Saint Girons – Foix (101 km)
14. etap: Blagnac – Rodez (181,5 km)
15. etap: Laissac Severac l’Eglise – Le Puy en Velay (189,5 km)
16. etap: Le Puy en Velay – Romans sur Isere (165 km)
17. etap: La Mure – Serre-Chevalier (183 km)
18. etap: Briançon – Izoard (179,5 km)
19. etap: Embrun – Salon de Provence (222,5 km)
20. etap: Marsylia (22,5 km) – jazda indywidualna na czas
21. etap: Montegeron – Paryż (105 km)

Lista startowa:
http://www.procyclingstats.com/race/Tour_de_France_2017_Startlist

 

Written By
More from Redakcja

Nieoczywiste i oczywiste kolarskie prezenty

Pewnie sądzisz, że skoro osoba, którą zamierzasz obdarować ma kolarską pasję, z...
Czytaj więcej