Kurtka zimowa Assos Equipe R Habu S9

Habu należy w ofercie Assosa do kategorii zimowej. Ale uwaga – mowa o zimie z perspektywy sportowca, nie rowerzysty rekreacyjnego. Bo aby docenić w pełni walory tej kurtki, trzeba się w niej ruszać, i to z życiem.

Ogólnie można chyba powiedzieć, że Habu jest pod wieloma względami „pomiędzy”. Pomiędzy jesienią i zimą, pomiędzy kurtką i bluzą, pomiędzy mroźnym porankiem, a kilkoma stopniami w południe. Jeśli coś można o niej powiedzieć jednoznacznie, to tylko to – służy do trenowania, do szybkiej jazdy, a nie do leniwego kręcenia się po okolicy.

Charakterystyczną cechą Habu jest wysoki, dobrze chroniący przed zimnem, a zarazem miękki i wygodny kołnież
fot. Dominik Kaletta

I właśnie w tym, muszę przyznać, tkwił długo problem. Przez większość zimy zajmowałem się na rowerze właśnie tym: leniwym kręceniem (i bardzo intensywnym gadaniem z towarzyszącym mi Dominikiem). I miałem kłopot z uzyskaniem komfortu termicznego. Gdy miałem pod spodem tylko potówkę z długim rękawem, trochę marzłem. Gdy następnym razem dorzucałem przezornie coś dodatkowego, np. koszulkę, czułem, że pocę się pod membraną, co było szczególnie odczuwalne w okolicach rękawów, gdzie brak jest dodatkowej, miękkiej i chłonącej warstwy (skóra/potówka dotyka bezpośrednio membrany). Mówiąc wprost, nie mogłem się z Habu dogadać. Świadomość, że kurtka kosztuje 360 €, wcale nie pomagała – bo skoro tak zaawansowany i drogi sprzęt nie daje mi pełnej satysfakcji, to chyba ze mną jest coś nie w porządku, prawda?

fot. Dominik Kaletta

Gdy pojeździłem trochę bardziej intensywnie, zrozumiałem, że faktycznie chodziło o mnie, czy raczej o mój styl jazdy. Gdy jest, powiedzmy, 2-6 stopni (w takich warunkach jeździłem tej zimy najczęściej), pod Habu trzeba ubrać się lekko (a nawet z poczuciem, że za lekko), po czym solidnie wziąć się za pedałowanie. Bo dobre rozgrzanie się od środka (wiem, zawsze tak naprawdę rozgrzewamy się od środka, ale tu mam na myśli ciepło od intensywnego ruchu) jest w tym przypadku warunkiem koniecznym poczucia komfortu. Czyli ubieramy się lekko, a jedziemy „grubo”, nie na odwrót (tzn. pod spód tylko potówka, i to wcale niekoniecznie zimowa, jeśli jest plus kilka stopni). I najlepiej głównie na szosie, bo w terenie, gdzie pojawia się dodatkowy wysiłek i praca całego ciała, może pojawić się znów problem z oddychalnością. Jeśli komuś ten styl nie odpowiada i chciałby ubierać się po prostu w coś grubszego, do spokojniejszej, dłuższej jazdy, powinien raczej zainteresować się kurtkami z serii Mille.

Przednią kieszonkę odkryłem dopiero… po miesiącu jeżdżenia (nieźle się kamufluje na tle całości). Okazała się bardzo wygodna w użyciu, łatwo do niej sięgać i obsługiwać jedną ręką. Fot. Dominik Kaletta

Habu ma dwuwarstwową konstrukcję, gdzie wewnętrzna warstwa dostarcza pewnej izolacji termicznej, daleki jednak jestem od nazwania jej ciepłą kurtką – jest na to zbyt lekka i cienka. Główną funkcją tego modelu wydaje się raczej ochrona przed wiatrem i deszczem (ale tylko wiatrówką też jej oczywiście nazwać nie można). Jej najważniejszym komponentem jest ewidentnie membrana, stanowiąca skuteczną barierę przed tymi dwoma czynnikami. Ułożono ją na przednich panelach, rękawach i w górnej części pleców – czyli nie wszędzie, ale ten kompromis pozwala m. in. na lepsze oddychanie pleców. W dużym deszczu nie jeździłem (i jakoś trudno mi sobie wyobrazić jazdę w dużym deszczu zimą), ale wszystkie zimne mżawki i kapuśniaczki, które zaliczyłem, nie robiły na mnie żadnego wrażenia, uznaję więc, że ochrona przed deszczem jest w praktyce wystarczająca. Jeśli chodzi o zimny wiatr – ten problem znika całkowicie, Habu chroni przed nim doskonale.

Należy dodać, że membrana jest nie byle jaka, bo elastyczna (to w świecie membran rzadkość), więc pozwalająca dopasować krój do kształtu ciała.

I tu dochodzimy do chyba największych, poza ochroną przed wiatrem, zalet Habu – dzięki tej elastyczności membrany kurtka jest niezwykle wygodna, nie krępuje ruchów, a przy tym nie furkocze na wietrze. Nikt wprawdzie nie będzie w niej bił rekordów prędkości (ostatecznie to jednak zima, nie lato), ale naprawdę miło jest popedałować w tempie z poczuciem, że odzież nie kradnie połowy mocy. Oczywiście to nie jest skinsuit – na zdjęciach widać przecież fałdki materiału np. na rękawach – ale nawet jeśli coś odstaje, to nie lata luźno, jest ogólne wrażenie, że kurtka tworzy mocną, spójną strukturę. Wydaje się więc, że Assos stworzył ten model właśnie dla osób, która chcą czuć się aero niezależnie od sytuacji. Z drugiej strony należy docenić, że przyleganie nie jest idealne, bo dzięki temu można coś jeszcze pod Habu założyć, gdy robi się bardzo zimno. Na pewno znaczenie ma w tym dobór rozmiaru – gdybym zamiast w L-kę wcisnął się w M-kę (a czuję, że na długość też byłaby dobra), ten margines wolnego miejsca na pewno bym stracił, za to zrobiłoby się jeszcze bardziej aero. Absolutnie bym tego nie chciał, ale kto wie – może komuś odpowiadałaby taka wersja. Skoro najczęściej wystarczy pod Habu mieć tylko pojedynczą warstwę bielizny, to dodatkowy luz rzeczywiście wiele osób może uznać za zbędny. Ja wolę więcej swobody ruchu.

Assos Equipe R Habu S9 to kurtka membranowa, ale zapewniająca dobrą elastyczność i dopasowanie. Fot. Dominik Kaletta
Rękawy nie mają ściągaczy, a mimo to dobrze układają się na przedramieniu i nadgarstku – widać tu korzyści płynące z zastosowania elastycznej membrany. W odróżnieniu od przednich paneli rękawy mają jednowarstwową konstrukcję. Fot. Dominik Kaletta

Komfort jazdy w Habu wynika nie tylko z elastyczności membrany. Chodzi też o dobór materiału, z jakiego wykonano każdy panel, jak i samego kroju. Na szczególną uwagę zasługuje kołnierz. Jest bardzo wysoki, świetnie chroni szyję, ale w ogóle nie uwiera (zrezygnowano w tym miejscu z membrany, jest więc bardzo miękko). Bardzo ładnie rozciągają też się plecy, więc bez problemu przyjmujemy pochyloną pozycję. Generalnie należy stwierdzić, że – jak we wszystkich koszulkach, bluzach i kurtkach z serii Equipe – najwygodniej jest w nich, gdy siedzi się na rowerze, a nie chodzi, bo skrojono je do pozycji kolarskiej.

Podsumowanie

Habu na pewno nie jest kurtką dla każdego. „Equipe” w nazwie jednoznacznie wskazuje, że trzeba być rowerzystą regularnie trenującym, a nie tylko jeżdżącym dla przyjemności, by korzystać z jej zalet. Dla turysty będzie przede wszystkim zbyt chłodna w zimowe dni. Sportowiec doceni natomiast obcisły, ale nie krępujący ruchów krój i elastyczność użytych materiałów, w połączeniu z ich zdolnością do całkowitej ochrony przed zimnym wiatrem oraz lekkim deszczem. Wydaje mi się, że w polskich warunkach (a przynajmniej na Dolnym Śląsku, gdzie jest zwykle cieplej niż w innych częściach kraju) Habu może dzięki tym cechom obsłużyć większość zimowego sezonu, jeśli tylko używana jest przez osoby bardzo aktywnie jeżdżące.

Tekst: Borys Aleksy