Jeździłem na… dwóch rowerach na raz. Premiera Treka Madone 8. generacji

Trek przewrócił swoją kolekcję szosową do góry nogami. Witaj, nowa Madone. Żegnaj, Emondo. Od teraz będziecie jednym i tym samym rowerem!

Trzeba przyznać, że Trek zadbał, by premiera nowej Madone odbyła się na wspaniałych trasach. Naprawdę piękne te asfalty wokół Cebreros, miejscowości nie znanej wcześniej chyba nikomu z nas (jestem w grupie kilkunastu dziennikarzy), gdzieś pośrodku Hiszpanii, 100 km na zachód od Madrytu.

Prawie żadnych samochodów, zresztą w ogóle bardzo tam pusto. Jeździliśmy grupą, tempo pod górę mocne, zjazdy bajeczne. Ściągnięto nas tam z różnych stron świata na krótko, każdy próbował więc nacieszyć się rowerem, jak tylko mógł. Co ciekawe, najpierw poszliśmy pojeździć, a dopiero potem odbyła się oficjalna prezentacja (przeważnie jest na odwrót), było więc w tej pierwszej przejażdżce coś dziewiczego, trochę jak ślepy test. Czysta, gładka droga wiła się między skalistymi wzgórzami, wokół tylko winnice i trochę dzikiej roślinności. Cisza. Jeśli pojawiał się jakiś samochód, to kierowca zawsze zwalniał na nas widok, czekał, aż będzie mógł bezpiecznie wyprzedzić. Po prostu szosowy raj.

Miałem pod sobą doskonały rower. Rower-tajemnicę. Nie wolno było o nim pisać ani publikować jego zdjęć przez następny miesiąc, aż do premiery 27.06.2024, godz. 17:00. Wprawdzie niemal każda premiera produktowa objęta jest podobnym tzw. embargiem prasowym, ale można było wyczuć, że tym razem ekipa Treka była szczególnie podekscytowana tym, co wraz z premierą Madone zamierza ogłosić, a nad wszystkim unosiła się atmosfera oczekiwania na rewolucję.

End of Emonda

Zmiana, o której powiedziano nam na prezentacji, jest radykalna, a zarazem bardzo prosta. Brzmi to wręcz niewiarygodnie, ale frameset najnowszej Madone SLR jest o 320 g lżejszy niż w poprzedniej wersji, co oznacza, że waży tyle samo, co… frameset Emondy. W tej sytuacji ten drugi model po prostu traci rację bytu. I tak właśnie podszedł do sprawy Trek – po dziesięciu latach na rynku Emonda zostanie wycofana!

Zastąpi ją nowa Madone, szybka jak dotąd, lekka jak nigdy, która ma być wszechstronnym rowerem wyścigowym do startów zarówno na górskich, jak i płaskich trasach, czyli de facto połączeniem Madone i Emondy. Można powiedzieć, że Trek w swym rozwoju zatoczył właśnie pełne koło i wrócił do czasów Lanca Armstronga, w których Madone funkcjonował jako jedyny (nie licząc sprzętu do TT) rower teamowy.

Nawiasem mówiąc, trzeba przyznać, że sprawy przedstawiały się wtedy bardzo prosto – w ofercie był jeden wyczynowy, karbonowy model, dla którego pozostałe, aluminiowe, stanowiły jedynie dopełnienie. Różniły się od niego ceną, wagą i sztywnością, ale nie stanowiły odrębnych platform, nie powstały z myślą o jakichś specjalnych zastosowaniach. Dopiero później nastąpił czas postępującej specjalizacji, kiedy powstawały Domane (komfort) i Emonda (niska masa), Madone zaczęto zaś rozwijać w kierunku coraz lepszej aerodynamiki. W ciągu ostatnich 10 lat wybór konkretnego modelu z kolekcji stawał się coraz trudniejszym wyzwaniem, bo aby go dokonać, trzeba było odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania dotyczące własnych potrzeb i stylu jazdy, a nie każdy mógł i/lub chciał dokładnie na nie odpowiedzieć.

Mimo oczywistej uciążliwości takiego stanu rzeczy klienci podchodzili do sprawy raczej ze zrozumieniem. Podział na rowery aero, górskie i komfortowe wydawał się intuicyjny, czego innego oczekuje się przecież od roweru w Lasku Ardeńskim, czego innego na finiszu płaskiego etapu, a czego innego na ostatnich metrach podjazdu pod Alpes d’Huez. Logiczne wydawało się też, że cechy wszystkich typów wzajemni się wykluczają, bo albo coś jest lekkie, albo wygodne, albo ma duże, aerodynamiczne przekroje rur, stąd potrzeba specjalizacji. Zresztą, Trek nie był wyjątkiem, cała branża funkcjonowała podobnie.

Nietrudno zgadnąć, że proces równoległego rozwijania, produkcji i sprzedaży trzech różnych modeli szosowych był niezwykle kosztowny dla samego producenta, a także dla właścicieli sklepów rowerowych. Jak się okazuje (to informacja od Treka), szeroka gama modeli do wyboru była też utrapieniem sponsorowanych przez markę drużyn, i nie chodzi tylko o skomplikowaną logistykę, ale o stres samych zawodników związany z koniecznością wybrania roweru przed wyścigiem i ryzykiem podjęcia błędnej decyzji.

Według Jordana, szefa działu rowerów szosowych Treka, rozmowy z zawodnikami o ich wymarzonym, idealnym rowerze były punktem wyjścia do trwających 3,5 roku prac nad nowym modelem.

W nowej ramie nadal znajdziemy charakterystyczny otwór IsoFlow, więc widać, że to wciąż Madone, ale pod każdym innym względem rower przypomina bardziej Emondę. Rama jest wyraźnie smuklejsza od poprzedniej, ma mniejsze przekroje rur i nie przypomina już roweru aero w formie, jaką znaliśmy z poprzednich modeli.

Nie ulega wątpliwości, że stworzenie Madone, która może zastąpić Emondę, udało się przede wszystkim dzięki rozwojowi technologii. Dotyczy to zarówno wciąż ulepszanych metod produkcji kompozytów, jak i skumulowanego doświadczenia inżynierów od aerodynamiki, którzy z biegiem lat zdążyli uzbroić się w zaawansowane oprogramowanie i zgromadzić olbrzymią ilość danych, które wykorzystują w nowych projektach. Jakimś cudem udało im się tak zaprojektować nową ramę, że pomimo znacznie mniejszych przekrojów (dzięki którym m. in. jest tak lekka), ma ona takie same parametry aerodynamiczne, jak dotychczasowa Madone. Nawiasem mówiąc, ten cud to z jednej strony technologia jednego pęcherza wypełniającego ramę podczas laminowania (czyli coś, o czym ostatnio coraz częściej słyszymy przy okazji kolejnych premier w branży), a z drugiej koncepcja Full Foil System, w którym przepływy aerodynamiczne analizuje się w ujęciu całościowym, tworząc przekroje ramy tak, by uzupełniały kształt wyznaczony przez pozostałe komponenty, tj. opony, obręcze itd. Stąd wzięły się m. in. te bidony, które widzicie na zdjęciach, pozwalające zaoszczędzić kilka watów (w zależności od prędkości i od tego, do którego roweru i w jakiej konfiguracji porównujemy).

Jeśli spytacie o wrażenia z jazdy, odpowiem tylko – fenomenalne. To jest rower do bardzo szybkiej jazdy, do ataków w górach, do ryzykownego pokonywania zakrętów. Rower wyścigowy. Osoba jeżdżąca dla przyjemności, taka jak ja, może po przejażdżce powiedzieć tylko “Ale czad!” – i muszę przyznać, że powtarzałem to pod nosem po każdym wirażu.

A prawdziwym testem i tak będzie dla niego najbliższy Tour de France i wyczyny najszybszych kolarzy świata.

Nowa kolekcja jest już na stronie Treka, można sobie pooglądać, a nawet zamawiać. Rowery dzielą się, jak zwykle, na serię SLR i SL. Jeśli ktoś szuka sprzętu bez żadnych kompromisów, zainteresuje się zapewne wariantami ProjectOne. Osoby szukające najlepszego stosunku ceny do jakości powinny zwrócić się ku serii SL, szczególnie interesujący wydaje się model SL7.

Written By
More from Redakcja

Dwa tygodnie Tour de France

Liderem Tour de France po 13. etapach pozostaje Chris Froome. Emocji w...
Czytaj więcej