Jeden dzień berlińskiej sześciodniówki

Berliński Velodrom to kryta arena spacerowo-rowerowa w dzielnicy Prenzlauer Berg. Słynie z największego w Europie dachu stalowego (142 metry średnicy) i sześciodniówek, które ściągają do stolicy Niemiec tysiące kibiców. Nie zawiedli również podczas rozgrywanej między 28 stycznia a 2 lutego 105. edycji 6-tagerennen, w której ostatecznie, po przepisowych sześciu dniach zaciętej rywalizacji zwyciężyło dwoje Polaków, Małgorzata Wojtyra i Damian Zieliński. W berlińskiej sześciodniówce uczestniczył także, w charakterze kibica, Adam Przybyłek, który dzieli się swoimi wrażeniami.

Berlińska Sześciodniówka
Berlińska Sześciodniówka / fot. Adam Przybyłek

​Po zameldowaniu się w hostelu i skorzystaniu z bogatej oferty lokalnych palarni kawy znalazłem się na Paul-Heyse Strasse, gdzie mieści się imponujący Velodrom. Nie tylko ja zresztą, bo również tysiące innych fanów kolarstwa torowego. Pod względem oprawy i ilości stanowisk sponsorów, ale też pod względem cen za wszystko z osobna i w całości razem, było „na bogato”. Jak się szybko okazało – to całkowicie bez znaczenia, bo po prostu było warto.

Doznałem swego rodzaju szoku wchodząc na trybuny berlińskiego welodromu. Kilka tysięcy, w znakomitej większości zapełnionych miejsc, doskonałe oświetlenie i nagłośnienie oraz drewniane podłoże, które miałem okazję zobaczyć na żywo po raz pierwszy. To jakby trafić na tor Formuły 1 po latach spędzonych na jeździe gokartami.

W tę sobotę nawet nie zdążyłem się dobrze rozsiąść, gdy kolejne okrążenia robiła polska para Staniszewski&Rzeźnicki. Z setek gardeł wydobywały się najróżniejsze dźwięki, okrzyki w wielu językach, a mnie udzielała się ta atmosfera. Co znamienne, kolarze, którzy wykręcali najlepsze czasy albo prezentowali doskonałą technikę byli nagradzani owacjami bez względu na to, jaki kraj czy grupę reprezentowali. Piękne! A najpiękniej było, gdy tablica rankingowa pokazała Polaków na pierwszej pozycji! Gardło zdarte. Odciski od oklasków.

To jednak nie koniec. Na tor wjechała Gosia Wojtyra, która już wcześniej na swoim facebookowym profilu deklarowała, że ostro tego wieczoru powalczy. Co napisała, zrobiła. Zuch dziewczyna! Piękny, stylowy przejazd. Pełna kontrola nad przebiegiem wyścigu.

Na deser Damian Zieliński, którego mogłem podziwiać kilka razy na torze w Szczecinie. Znacie ten dźwięk, gdy nadjeżdża pociąg? Tak właśnie brzmi Damian. Potężna energia zamknięta w pancernych łydkach. W efekcie 3. pozycja w sprintach indywidualnych z sumą 13. punktów.

Poza emocjami, wynikającymi z wysokiego poziomu jazdy Polaków przyznam, że równie niesamowicie oglądało się parę Belgów, de Ketele&de Pauw. Płynność zmian, przemyślana i konsekwentna strategia oraz prędkości powyżej 60km/h… Kosmos!

Berlin jest tak blisko Wrocławia, w którym mieszkam, że grzechem było się nie wybrać na tamtejszy Velodrom i nie obejrzeć na żywo, oczywiście z całego gardła dopingując, kolejnych sukcesów polskich torowców. Świetna impreza, doskonała atmosfera i owocna, pełna wrażeń sobota. Za rok 6-tagerennen to obowiązkowy punkt w kalendarzu.

Tekst i zdjęcia: Adam Przybyłek

Written By
More from Redakcja

Nowości w sklepie SZOSY

Nasz sklep uzupełniliśmy o nową dostawę skarpet z logo SZOSY, o które mieliśmy...
Czytaj więcej