Jak spadające liście

fot. kramon

Koniec sezonu. Cykl życia kolarza kolejny raz zatacza koło, by znaleźć się w tym samym co rok temu punkcie. Czas wyhamować, dać odpocząć steranej tysiącami kilometrów nodze, uwolnić głowę od ciągłej presji. Czas na chwilę zjechać z szosy

W tym miejscu z pewnością rozczaruję nie tylko redakcję, ale większość czytelników, gdyż poproszony o wypowiedź w temacie tego wydania, nie posadzę moich podopiecznych ani na „góralach”, ani nawet na przełajówkach. Mimo że praca kolarza zawodowego jest jednocześnie jego pasją, to nawet od największej na świecie przyjemności, jaką jest pedałowanie, kolarz najzwyczajniej w świecie musi odpocząć.

Zarówno „prosowi”, jak i ambitnemu amatorowi wraz z końcem sezonu startowego zaleca się więc dwa do trzech tygodni całkowitej wstrzemięźliwości od roweru. Rozpędzonej maszynie, jaką jest nasze pracujące na najwyższych obrotach ciało, trzeba jednak zapewnić odpowiednią długość drogi hamowania i zadbać o bezpieczne schłodzenie silnika. Z pomocą przychodzi stęskniona rodzina, przyjaciele i bliscy, którzy domagając się oczywistej atencji, wyciągają normalnie „niechodliwych” cyklistów na piesze wycieczki czy jesienne porządki w ogrodzie.

W czasie przeznaczonym na nadrabianie towarzyskich zaległości, obowiązki względem sponsorów oraz spotkania z fanami zawodowy kolarz musi również „wyrzeźbić” z wolnego od roweru okresu choć chwilę na trening funkcjonalny, basen i dobre rozciąganie. Musi się porządnie zregenerować i zresetować głowę, bo przecież w końcu za rowerem też zatęsknić MUSI… Czy jest coś, czego kolarz na urlopie NIE MUSI?



Daleko nie szukając, odpowiem, że kolarz taki jak na przykład Maciej Bodnar nie musi śledzić aukcji w poszukiwaniu kolejnego unikatowego modelu do swojej pokaźnej już kolekcji miniaturowych ciężarówek z naczepami. Nasz brązowy „Zgred”, czyli medalista olimpijski Rafał Majka, także nie musi projektować ogrodu ani wymyślać kolejnych funkcjonalności w swoim ukochanym domu. Z kolei absolutny mistrz świata (jak się okazuje – nie tylko w kolarstwie) Peter Sagan nie musi zgubić się gdzieś na ponad miesiąc czasu dla całego świata, by potem dzwonić do „Bodiego” z pozornie niewinnym pytaniem, czy trener nie jest czasem zły za brak jakiegokolwiek kontaktu… Może was zdziwię, ale przy tej okazji masażyści też nic nie muszą. Podobnie jak opiekun Petera, Marosh, nie musi grać całymi dniami w hokeja, tak ja nie muszę iść z córką na gokarty ani wspólnie z żoną sadzić nowych drzew.

Jeśli więc, mimo solidnie przepracowanego roku, w okresie przesilenia jesiennego naturalnie nie położyła cię do łóżka jakaś choroba, ty też nie odpalaj jeszcze trenażera i zastanów się, czego NIE MUSISZ. Być może nie musisz po prostu posprzątać w garażu, nie musisz przeczytać tej książki, która od roku kurzy się przy łóżku, ani nie musisz zagrać z synem w rzutki. A może akurat teraz, gdy nie pada deszcz, tak po prostu CHCESZ wyjść na świeże powietrze? Stop. Wróć. Przecież rower miałaś/miałeś zostawić w domu! 

Tekst: Arkadiusz Wojtas

Tekst ukazał się w SZOSIE 6/2016, dostępnej także wersji CYFROWEJ


Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ!