Jak przeżyć zimę?

fot. Martin Paldan | GripGrab

Tytuł artykułu sugeruje, że należy szykować się na survival… W pewnym sensie to prawda, bo z chłodem i trudnymi warunkami niełatwo sobie poradzić. Ale można się tego nauczyć. Jazda zimą wcale nie musi oznaczać katorgi, wręcz przeciwnie – to świetna zabawa. Ważne tylko, by być odpowiednio przygotowanym

ZIMA TWÓJ (NIE)WRÓG

Dobre rozpoznanie przeciwnika pozwala lepiej przygotować się na konfrontację. Dlatego każda kolejna zima jest łatwiejsza, a z biegiem lat nawet i przyjemniejsza. Po prostu już się wie, co i jak warto robić, a czego robić się nie powinno. Podobnie z samymi miejscami do jazdy, rodzajem wykonywanego treningu oraz używanym zimą rowerem. O ubiorze nie wspominając. Dlaczego? Uczymy się na błędach – każdy, kto pojeździł zimą, doskonale wie, o czym mówię, a upadki i uczucie przemarznięcia są wam z pewnością doskonale znane.

Wszystkiego można, przynajmniej w pewnym stopniu, uniknąć, należy jedynie wyciągać wnioski i świadomie planować zimowe jazdy. I choć zdjęcie z górskiej przełęczy zdobytej szosówką w środku zimy, po ośnieżonej drodze, może sprawić, że znajomi będą uznawać cię za prawdziwego twardziela, to pierwsza gleba na jakimś oblodzonym zakręcie czy chociażby hipotermia podczas zjazdu zapewne skutecznie ostudzą ekscytację sprzed kilku chwil. I o to właściwie chodzi. Bo sednem korzystania z zalet zimy jest jej zrozumienie. Poznanie przeciwnika pozwoli ci stwierdzić, czy jechać, a jeśli tak, to gdzie i na jakim rowerze. Jak się ubrać, co jeść, co pić, co zabrać ze sobą. Czy jednak nie odpuścić, a w zamian dobrze się bawić, choćby biegając po lesie, a może na nartach, albo poćwiczyć w sali, siłowni lub pokręcić na domowym trenażerze – wybór jest oczywiście dużo większy!

fot. Hania Tomasiewicz

MOKRO CZY MROŹNO

Zimę w naszym kraju należy rozpatrywać w dwóch aspektach. Przez pryzmat dni, kiedy temperatura jest dodatnia, a także okresów, gdy słupek rtęci spada poniżej zera. To w prosty sposób przekłada się na decyzję, gdzie – w zależności od temperatury – jechać na rower. Choć prywatnie uważam, że zimą prawie zawsze najlepszy wybór to wyjazd w teren, a rower z łysymi oponami, choć dobrze jest mieć gotowy do jazdy, to wybierać go tylko wtedy, gdy zima akurat odpuszcza (we Wrocławiu zdarza się to dość często). Dlaczego? Koniec końców jeździmy dla przyjemności i jazda w terenie to zazwyczaj mnóstwo dobrej zabawy, ogromna dowolność w wyborze rund czy miejsc do jazdy. Wystarczy kawałek parku, lasu, jakaś fałda terenu, kilka zakrętów i można się świetnie bawić.

Szosa to już coś na miarę wyzwania. Przed wyjazdem pojawia się wiele ważnych pytań. Ile stopni jest pod domem, to ile wtedy będzie za miastem albo w kolejnej kotlinie? Jest lód na szosie czy go nie ma? Jak się ubrać i co będzie, jeśli zrobi się chłodniej? Lista pytań i wątpliwości jest długa, a odpowiedzi muszą być nam znane, bo głupio byłoby utknąć gdzieś w polu, 70 km od domu kompletnie przemarzniętym czy – co gorsza – poobijanym. Jazda w terenie na trasie blisko domu zawsze pozwala zniwelować brak przygotowania skróceniem treningu. I mimo że kręcenie po szosie jest po prostu fajne, to czasem warto przełożyć je na cieplejsze dni, bo wybranie jazdy po asfalcie nie będzie ani przyjemne, ani bezpieczne.

A warunków, by jazda po szosie miała sens, musi być – moim zdaniem – spełnionych co najmniej kilka. Pierwszy i najważniejszy to brak lodu na trasie. Jeżeli istnieje choćby minimalne ryzyko oblodzenia, jazda szosówką kiedyś musi się skończyć srogą glebą. Drugi to raczej suche szosy. Jeśli jest mokro czy siąpi, to bez wątpienia damy radę – oczywiście dobrze przygotowani, o czym za chwilę. Natomiast jeśli leje deszcz, są 2 stopnie, a na asfalcie zalega woda, która w ciągu pół godziny wypełni nam buty, to jazda na szosie będzie bardzo złym wyborem. To może być ten dzień, gdy wasze kończyny zmarzną tej zimy najbardziej mimo pozornie wysokiej temperatury. Kolejny warunek to niemal bezwietrzna pogoda. Osobiście uważam, że przyjemne może być jeżdżenie do momentu, gdy wiatr w porywach osiąga około 40 km/h, zimą oczywiście piekielnie wzmaga to uczucie chłodu. Natomiast uznajmy, że powyżej 70 km/h jest to dodatkowo zwyczajnie niebezpieczne.

Jeśli aura sprawia, że któryś z powyższych warunków nie może być spełniony, to słuszny wybór jest jeden – teren. Nieważne, czy na przełaju, czy na MTB, ważne, że wolniej, w terenie osłoniętym od wiatru, przy dużo bezpieczniejszej, w razie upadku, prędkości. Choć jest jeden okres, gdy teren zdecydowanie odradzam, są to dni w trakcie i po odwilży, gdy śnieg zamienia się w oblodzoną skorupę.

Jeśli szosy wówczas również są oblodzone, najlepiej w ogóle zrezygnować z jazdy. Jeden głupi upadek może wyeliminować was na pół roku z jazdy. I po co? Warto więc dobrze analizować pogodę i – jak już radziłem – poznać zimę. Przecież bywają dni z wyżem, suche szosy, piękne słońce, -10, brak wiatru. Pod warunkiem dobrego przygotowania – całkiem fajne warunki na szosowy trening. Pamiętam zimę, gdy w takie dni we Wrocławiu jeździliśmy naprawdę sporą grupą na szosowe ustawki.

Poniżej zebrałem listę rzeczy, które warto mieć ze sobą, oraz rozwiązań i porad, które znacznie uprzyjemnią jazdę.

Porady ogólne

  • Stańcie się fanami dobrych serwisów z prognozą pogody, które ułatwią podejmowanie decyzji, czy i gdzie na rower. Prawdziwego kolarza pozna się po tym, że zamiast na Facebooku siedzi ciągle na ICM-ie.
  • Doskonałą inwestycją będzie zakup bidonu termicznego. Stosunkowo niewielkim kosztem bardzo poprawia komfort każdej przejażdżki. Jeśli wolisz wariant budżetowy, to włóż zwykły bidon w skarpetę i trzymaj w kieszeni bluzy. Napój powinien utrzymać temperaturę zdatną do spożycia, a zimą potrzebujemy uzupełniać płyny w takim samym stopniu jak latem. Jazdę zaczynaj z ciepłym piciem, do 2-3 godzin powinno nie zamarznąć.
  • Zawsze ruszaj na jazdę z zapasem jedzenia, zimą potrzebujemy dużo więcej kcal, ponieważ sporą część energii zużywamy na ogrzanie.
  • Kilka rzeczy musimy mieć zawsze przy sobie, każdy dłuższy postój może być niebezpieczny dla zdrowia, więc musimy być w miarę samowystarczalni w zakresie podstawowych napraw. Minimum to zabranie dętki (dwóch, jeśli mamy tubelessy), łyżek, narzędziownika wraz ze skuwaczem do łańcucha i pompki oraz łatek.
  • Kamizelka lub cienka kurteczka zawsze powinny być z nami w kieszeni kurtki. W razie załamania pogody lub wyziębienia potrafią uratować przed przemarznięciem.
fot. Hania Tomasiewicz
  • Warto kupić sobie cienkie rękawiczki, np. takie, jakich używają biegacze, i wozić w kieszeni w razie, gdyby zaczęło nam się robić zimno, ta jedna cienka warstwa potrafi bardzo dużo. Z zimnymi stopami jakoś dojedziemy, z dłońmi jest znacznie gorzej.
  • Miej przy sobie zawsze gotówkę, wprawdzie czasem można znaleźć się w miejscu, gdzie żaden „król Polski” nie będzie miał wartości, ale przeważnie jednak po drodze zdarzają się jakieś sklepy, gdzie można podratować się bułką i energetykiem w razie sporej bomby.
  • Buty zimowe to doskonały wynalazek, znacząco podnoszą komfort termiczny, z reguły zapewniają też dobrą ochronę przed wodą. Dodatkowo ułatwiają mozolne ubieranie się na rower – przynajmniej odpada walka z ochraniaczami. Must have dla jeżdżących cały rok! Jest też wersja budżetowa, która w moim przypadku (zawsze marznę w stopy) wyglądała kiedyś tak, po kolei: najpierw tłusta rozgrzewająca maść na stopy, do buta zimowe wkładki z grubego filcu od dołu zaizolowane folią aluminiową, buty oklejone taśmą izolacyjną – szczególnie otwory wentylacyjne, również od spodu. Na stopy oczywiście zimowe skarpety, polecam takie z wełną merino. Na tak przygotowanego buta zakładałem zwykłą skarpetę typu frotte, potem pierwsze lekkie ochraniacze na buty, następnie te właściwe. Zdawało to nawet egzamin, jednak czas montażu (bo tak to należy nazywać) tego zestawu był zbyt długi. Jeśli więc nie wystarcza ci zimowa skarpeta, połączona z zimowymi wkładkami w butach i dobrymi ochraniaczami, to nie zwlekałbym – buty zimowe sprawią, że trening zimą stanie się znacznie przyjemniejszy.
fot. Hania Tomasiewicz
  • Jest też inny znany sposób na marznięcie stóp. Zwykłą grubą aluminiową folią spożywczą owijamy stopy już po założeniu skarpet od kostki do palców. Efekt może nawet zaskoczyć i pozwala przeżyć zimno, ale dla zaawansowanych polecam zimowe buty.
  • Postoje ogranicz do minimum, nawet po wizycie w sklepie odczuwa się chłód po ponownym rozpoczęciu jazdy.
  • Jest jedna ogólna zasada dotycząca ubierania się. Nie można ubrać się zbyt cienko, to oczywiste, ale nie można też ubierać się zbyt grubo, bo przegrzani szybko zalejemy się potem i po chwili zaczniemy marznąć. Idealny ubiór wypracowuje się metodą prób i błędów, ale można przyjąć, że jesteśmy dobrze ubrani, gdy po wyjściu z domu i przez pierwszych kilka minut jest nam zbyt chłodno, a komfortowo zaczynamy się czuć po rozgrzewce.
  • Warto stosować specjalne kremy chroniące twarz przed zimnym powietrzem, zwykle to jedyna część ciała, która zimą pozostaje odsłonięta, więc należy się jej choć taka minimalna ochrona.
  • Jeżeli mimo stosowania dobrych rękawic wciąż odczuwasz chłód, to można smarować również dłonie tłustą maścią lub czymś rozgrzewającym.
  • Korzystaj z dogrzewania się napojem – polecamy herbatę z imbirem.
  • Rower należy myć jak najczęściej, pozwala to opóźnić jego zużycie oraz wykryć potencjalne elementy wymagające regulacji czy wymiany. Należy pamiętać, że zimą wszystko zużywa się szybciej.
  • Miej plan B – popsuty zamek, brak kolejnej dętki na wymianę, upadek i zmoczenie rękawiczki czy po prostu wyziębienie. Wszystkiemu da się jakoś zaradzić. Zamek można zastąpić, obwiązując się kilkakrotnie jakimś sznurkiem, dętkę da się związać, na rękę pod mokrą rękawiczkę można założyć folię z ciasta, które wieziesz w kieszeni, a jak poprosisz w sklepie o worek na śmieci, który posłużyć może jako kamizelka, ekspedientka na pewno nie zostawi cię w potrzebie. Wystarczy mieć otwartą głowę na niestandardowe rozwiązania.
  • Gdy dojdzie już do lekkiego odmrożenia tkanek, koniecznie najpierw rozpocznij kąpiel od zimnej wody, stopniowo zwiększając jej temperaturę, w przeciwnym razie możesz uszkodzić komórki nerwowe w skórze.
fot. Hania Tomasiewicz

Szosa

  • Wybieraj trasy, które są płaskie lub lekko pofałdowane – pozwoli to zachować równe tempo i pedałować niemal cały czas. Intensywność gwarantuje, że jest nam ciepło.
  • Jeździj krótko i intensywnie.
  • Wprowadź do jazdy różne ćwiczenia, interwały to spore urozmaicenie. Latem zapewnia je wysoka średnia i ładne widoki, teraz cyferki fajnie wypełnią tę lukę.
  • Jeździj w grupie – zawsze raźniej!
  • Unikaj wysokich gór, pod górę się zapocisz, w dół zmarzniesz.
  • Dobry ubiór to podstawa. Na szosie – z racji dużych prędkości – najlepiej sprawdzają się kurtki, spodnie, rękawice z wiatroszczelnymi membranami. Warto inwestować w odzież, robi ogromną różnicę.
  • Rower wyposaż w błotniki, ta minimalna ochrona sprawia, że można wrócić z roweru suchym i czystym. Mokre ubranie to nic przyjemnego, a dodatkowo podczas jazdy w grupie nie zrobisz innym prysznica z mieszanki błota, łajna i wody. To w sumie kwestia dobrego wychowania. Nawet jeśli nie masz otworów na klasyczny pełny błotnik, to jest na rynku sporo ciekawych błotników montowanych za pomocą gumek bezpośrednio do rurek ramy.
  • Zainwestuj w opony dedykowane do jazdy zimą. Są z reguły bardziej odporne na przebicia, lepiej odprowadzają wodę z drobinkami piasku i wolno się zużywają. Warto – o ile rama na to pozwoli – wrzucić też coś szerszego. Guma o szerokości 26-28 mm dobrze się sprawdza, nadal jest dość szybka, a znacząco poprawia trakcję na śliskich drogach.
  • Niezależnie od ogumienia dobrze jest lekko obniżyć ciśnienie – opona lepiej będzie się trzymała mokrej nawierzchni.
  • Zadbaj o widoczność na drodze. Kolorowe, kontrastowe ubrania i oświetlenie sprawią, że kierowca ma szanse zauważyć cię dużo szybciej.
fot. Hania Tomasiewicz

Teren

  • Ubierz się na cebulkę, tak aby po dojechaniu do lasu czy na przełajową rundę, móc zdjąć jedną warstwę i cieszyć się komfortem termicznym. Ja zwykle ściągam z siebie kurtkę, spodnie rozgrzewkowe (takie, jakich przełajowcy używają przed startem) lub szorty MTB, zmieniam na cieńsze rękawiczki oraz czapkę. Przed powrotem do domu znów wkładam cieplejsze rzeczy. Unikam w ten sposób przegrzania w trakcie jazdy w terenie oraz wychłodzenia podczas dojazdów.
  • Jeśli masz wrażenie, że w grubych rękawicach nie panujesz dobrze nad rowerem, załóż cienkie, ale posmaruj dłonie tłustą maścią rozgrzewającą.
  • Dostosuj rower do trasy – jeździj przełajem tam, gdzie dajesz sobie nim radę, nie pchaj się na trudne szlaki ani kamieniste trasy. W taki teren nadaje się góral. Dobór roweru do właściwej trasy (lub odwrotnie) to połowa sukcesu, w przeciwnym razie będzie to przyczyną frustracji.
  • Wyznacz sobie rundę pełną zmian tempa, zakrętów, skoków, trawersów. Wyćwiczysz dzięki temu technikę, zapewnisz sobie wyzwanie oraz dużo zabawy. Jazda po prostych jest nudna, a na krętej i śliskiej trasie nie ma czasu na oderwanie się od jazdy. Pełną koncentrację na jeździe, oderwanie od codziennych problemów i ciepłotę ciała otrzymuje się w zestawie.
  • Jeśli czujesz się słabo technicznie, obejrzyj jakiś wyścig przełajowy – od zawodników można się wiele nauczyć, spróbuj naśladować ich ruchy i trajektorię w zakrętach, zwróć uwagę, kiedy hamują oraz jak schodzą i wskakują na rower. Godzinka przed Youtube’em i PŚ w cyklokrosie może sprawić, że na kolejną jazdę wyruszymy z listą zadań, co należy poprawić i zaimplementować do naszej trasy oraz samej techniki jazdy.
  • Do roweru stosuj smary na trudne warunki. Błoto i śnieg szybko wyczyszczą łańcuch ze środka smarującego, dobra oliwka jest więc tu niezbędna.
fot. Hania Tomasiewicz
  • Jeśli zamierzasz biegać podczas przełajowej jazdy (warto!), pozbądź się ochraniaczy z butów, gdy dotrzesz do lasu, szkoda je zniszczyć.
  • Podobnie z błotnikiem typu ass saver, warto taki mieć w swoim rowerze, ale podczas wskakiwania na rower może przeszkadzać.
  • Przygotuj plan, jak umyjesz rower. Jeśli jeździsz raz w tygodniu, problem nie istnieje, wtedy nie staje się to frustrujące, jeśli jednak – tak jak ja – mieszkasz w bloku na IV piętrze, wymaga to niemałej pomysłowości, by szybko wszystko ogarnąć przed kolejnymi obowiązkami. Mam więc kilka opcji przygotowanych wcześniej w zależności od tego, jak duże jest błoto. Jazda kilka razy w tygodniu to przecież także lekcja kreatywności i planowania.
  • Jeździj krótko i intensywnie, tak aby bawić się swoją rundą, a nie nudzić na niej, z reguły wysokie tempo zapewnia sporo poślizgów i ogólnie dużo adrenaliny, a przy tym jest bezpieczne, bo upadek przy 20 km/h z reguły nie kończy się kontuzją.
  • No i pamiętaj, że zima jest fajna, jeśli jeździ się zgodnie z jej rytmem, a nie na siłę pcha na zaśnieżone drogi. Baw się rowerem, każda pora roku daje ku temu inne możliwości. 

Tekst: Mikołaj Jurkowlaniec

Tekst ukazał się w SZOSIE 1/2018, której tematem przewodnim było CIEPŁO/ZIMNO. To wydanie jest wciąż dostępne w naszym Kiosku, teraz w promocyjnej cenie 8,50 zł

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ w natychmiast dostępnej wersji cyfrowej