Jak na wakacjach

Kalifornia. Najbogatszy, najludniejszy i chyba najbardziej znany ze wszystkich stanów USA. Synonim sławy, słońca i wiecznych wakacji. Jedno z ulubionych miejsc wielu kolarzy ze względu na specyficzny mikroklimat, możliwość wysokogórskich zgrupowań w Sierra Nevada oraz okazję do wypróbowania nogi na Tour of California. Na wakacje więc nie pojechaliśmy…

Tekst: Arkadiusz Wojtas
Zdjęcia: East News

Mimo konieczności wcześniejszej aklimatyzacji ze względu na dziewięciogodzinną różnicę czasu, Amgen Tour, wpisany od tego roku do najwyższej kategorii UCI World Tour, wydaje się najlepszym poligonem przed najważniejszym wyścigiem w roku. Idealny czas, by zobaczyć, ocenić i ewentualnie coś jeszcze zmienić w składzie zespołu wybranym do walki na Tour de France. Przyjrzeć się rosnącej formie liderów, odpowiednio zmobilizować pomocników i dopracować szczegóły pracy obsługi. Nie pojechaliśmy tam na wakacje i nie pojechaliśmy też walczyć o zwycięstwo. Jedno i drugie spadło na nas, jak to się mówi, znienacka.

Na wakacjach poczuliśmy się już trochę wtedy, gdy podczas jednego z etapów Sagan znów zabawiał amerykańskich kibiców jazdą pod górę na tylnym kole. Jeszcze bardziej jednak rozluźnił nas moment, kiedy do autobusu wszedł uśmiechnięty „Bodi”, mówiąc, że Peter może wygrać czasówkę. Najlepsze jest to, że Maciek wcale nie żartował! Pierwszy raz w życiu byłem świadkiem czegoś takiego. Przed wyjściem z autobusu Peter strzelił dwie małe kawki, wsiadł na rower i pojechał wprost na rampę. Tak wyglądała jego rozgrzewka. Czy Maciek pojechał słabo? Czy nasz najlepszy czasowiec wakacyjnie sobie odpuścił? Nie. To wakacyjnie wyluzowany „Pecio”, który na Amgen Tour stawił się wprost z wysokogórskiego zgrupowania, pojechał bez tak zwanej „spiny dupy” i wyszło mu to wprost fenomenalnie!


„Chciałem wygrać ten wyścig, niewiele zabrakło, ale jednak na czasówce mogło pójść lepiej. Nadal będę mocno pracował nad tym elementem przed Tour de France” – napisał Rafał na swoim facebookowym profilu


Bez ciśnienia na wynik pojechał również Rafał. Mówiąc „bez ciśnienia”, wcale nie mam na myśli, że Rafał czy ktokolwiek z nas podczas wyścigu w słonecznej Kalifornii w jakikolwiek sposób sobie pobłażał. My jesteśmy w pracy, do tego w pracy, którą kochamy, a w pasji nie ma odpuszczania. Mówiąc więc „bez ciśnienia”, mam na myśli rodzaj zewnętrznej presji, jakiej byliśmy poddawani w poprzedniej drużynie, mając za sponsora nieprzewidywalnego milionera. Dziś na szczęście możemy skupić się na (i tak wystarczająco dużym) ciśnieniu wewnętrznym, jakie każdy prawdziwy sportowiec musi kontrolować na co dzień, by się nie spalić.

Wiedzieliśmy, że Rafał jest w bardzo dobrej formie, więc nie było zaskoczenia, że walczy pięknie w górach. Radość z wygranego etapu tylko upewniła nas, że wszystko toczy się w dobrym kierunku, czyli ku najwyższej formie planowanej na Wyścig dookoła Francji. Nawet jeśli komuś drugie miejsce w klasyfikacji generalnej wydaje się przegraną Rafała, to dla nas jako drużyny jest to kolejne zwycięstwo. Nic bowiem tak pięknie i trwale nie mobilizuje pomocników do pracy na rzecz swojego lidera, jak świadomość, że może on sięgnąć po podium najważniejszego wyścigu w sezonie. Tak więc nie dla wszystkich wakacje są tym samym. Jedni, przebywając na wakacjach, będą oglądać naszych dzielnych kolarzy na Tour de France. Natomiast TE WAKACJE dla Rafała prawdopodobnie będą jego najcięższą w roku pracą. 

Czytaj więcej o kolarskich książkach: Księgarenka SZOSY

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ!

Written By
More from Redakcja

Popraw sterowanie

Może się wydawać, że wiedza o układach wewnątrzwydzielniczych nie przydaje się fizjoterapeucie....
Czytaj więcej