Ecobike Forest – test taniego elektrycznego gravela

Forest to gravelowy debiut polskiej firmy Ecobike, a jednocześnie jeden z najtańszych tego typu rowerów na rynku. Jak się na nim jeździ?

Tekst: Borys Aleksy, zdjęcia: Hania Tomasiewicz

Ecobike specjalizuje się w produkcji elektrycznych rowerów rekreacyjnych i miejskich. W tym kontekście gravelowy Forest stanowi w kolekcji firmy element nowatorski i jest swego rodzaju eksperymentem. To z tego powodu jest (na razie) produkowany w jednym rozmiarze, mniej więcej M/L. Do mojego wzrostu (177 cm) pasował bardzo dobrze, ale jasne jest, że brak innych wielkości ramy to sytuacja niestandardowa i bardzo ograniczająca docelową grupę odbiorców. Pozostaje założyć, że w razie potrzeby Ecobike będzie w stanie wyprodukować ten model w typowym zestawie rozmiarów – bo dlaczego miałby nie być w stanie, skoro produkuje 50 tys. rozmaitych e-bike’ów rocznie? Na razie jednak producent – a de facto cała branża – musi się przekonać, czy i w jakim stopniu elektryczne gravele przyjmą się na naszym rynku, bo przecież ta sprawa jest wciąż otwarta.

Co do innej kwestii nie ma natomiast żadnych wątpliwości – Ecobike Forest należy do najtańszych elektrycznych graveli na rynku (kosztuje 9999 zł).

Tanio, czyli źle?

Tę jego „najtańszość” widać na każdym kroku i każdy, kto „się zna”, może kręcić nosem widząc np. hamulce aktywowane stalową linką, miękką i delikatną korbę mocowaną na kwadrat czy zacisk QR w przednim kole (w tylnym są nakrętki na klucz 15 mm, ale to akurat nie tyle kwestia oszczędności, co technicznych wymogów dotyczących montażu piast zintegrowanych z silnikiem). Są to rozwiązania, jakich nie stosuje się w typowych gravelach, od których wymaga się zachowania pewnych standardów wagi i/lub sztywności komponentów. Gdy patrzy się więc na specyfikację Foresta, można czuć dysonans. Korba na kwadrat w rowerze za 10 tys.?

Komputerek sterujący silnikiem Bafang. Pomarańczowy przycisk po lewej stronie służy do zmiany trybu wspomagania

Tu jednak jest miejsce na kilka refleksji. Po pierwsze, „nie oceniaj książki po okładce”. Komponenty użyte w Foreście są rzeczywiście tanie i ciężkie, ale działają naprawdę skutecznie. Hamulce Tektro może nie są hydrauliczne, hamują jednak mocno i przewidywalnie. Podobnie przerzutki i manetki Microshift – choć opatrzone mało popularnym logotypem i działające według innej zasady niż te, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, pełnią swoje funkcje przyzwoicie. I choć wcale nie podobają mi się te tanie rozwiązania, które w Foreście zastosowano, muszę jasno powiedzieć – wszystko, co ma działać, działa, kontrola nad rowerem jest zapewniona. Spełniony jest więc warunek konieczny, by jazda była przyjemna i bezpieczna.

Hamulec Tektro MD-M300, choć mechaniczny, działa skutecznie. Przednie koło mocowane jest zaciskiem Quick Release…
… natomiast tylna oś nakrętkami pod klucz 15 mm, trzeba więc pamiętać o zabieraniu ze sobą odpowiedniego narzędzia na wypadek przebicia dętki.

Druga rzecz – do e-rowerów trzeba podchodzić w nieco inny sposób niż do tradycyjnych. Dobrym przykładem jest waga, która – nawet jeśli rośnie na skutek zastosowania tańszych i cięższych komponentów – nie ma dużego wpływu na jakość jazdy, bo za rozpędzanie roweru w dużej mierze odpowiada elektryczność. Podobnie jest ze sztywnością ramy i mechanizmu korbowego, tak istotną dla użytkowników tradycyjnych rowerów wyczynowych –  ma ona znacznie mniejsze znaczenie, jeśli duża część momentu obrotowego generowana jest przez silnik umieszczony bezpośrednio w piaście. Nawet jeśli jeździ się takim rowerem bardzo dynamicznie, nawet jeśli jazdy odbywają się w terenie górskim, nacisk wywierany na korby jest zasadniczo niższy niż w zwykłym rowerze, bo rowerzysta wykonuje tylko część pracy. Dlatego obecność na pokładzie korby, która wydaje się wyginać, gdy tylko się na nią spojrzy, wcale roweru nie dyskwalifikuje. 

Ecobike Forest bardzo dobrze radzi sobie nawet w trudnym, jak na gravela, terenie.

To nie jest teoretyczny wywód, tylko praktyczne wnioski z jazdy. Jeździłem Forestem po szutrowych drogach i po asfalcie, ale też nawet po stromych, pełnych korzeni i kamieni górskich trasach (czyli, de facto, wykraczając poza typowe zastosowanie takiego roweru) i nie czułem, by sprzęt mnie w jakikolwiek sposób ograniczał tylko dlatego, że są w nim tańsze komponenty niż te, z jakimi na co dzień mam styczność. Powiem więcej, Forest pod kilkoma względami wręcz wyróżniał się na plus, a to dlatego, że w jego projekcie zadbano to, co jest naprawdę ważne.

Geometria

Mowa oczywiście o geometrii. Bo – elektryczny czy nie – każdy rower musi mieć odpowiednio dobrane wymiary i kąty, by dobrze się na nim jeździło. I tu bardzo miła niespodzianka – Forest prowadzi się wręcz zaskakująco dobrze. Pamiętajmy, że to gravelowy debiut Ecobike’a, więc wszystkiego można by się spodziewać, tymczasem ten rower wręcz idealnie łączy stabilność i przewidywalność z pewną dozą agresji i zwrotności. 

W efekcie mamy sprzęt, którym chce się jeździć szybko i dynamicznie – a to chyba najlepsze, co można powiedzieć o rowerze tego typu. Co więcej, nawet osoby o małym doświadczeniu mogą się na nim czuć bezpiecznie, tak jest stabilny i pewny w prowadzeniu. Być może najważniejszy jest fakt, że bardzo dobrze dobrano wymiary kokpitu. Krótki mostek stanowi idealnie dopełnienie długiej ramy i płaskiego kąta główki. Takie decyzje należy docenić, zwłaszcza w rowerze z niskiej półki cenowej. Mogę sobie łatwo wyobrazić sytuację, w której o wyborze wsporników decydują nie ich cechy konstrukcyjne, lecz dostępność i cena. 

Forest ma niską i relatywnie długą ramę. W moim przypadku ta proporcja zapewniała aktywną, sportową pozycję, z siodełkiem umiejscowionym zdecydowanie wyżej niż kierownica. Nie każdemu takie ułożenie ciała będzie jednak odpowiadać, a podnieść kierownicy już nie ma jak.

Jeśli chodzi o pozycję, sprawa jest dyskusyjna. Długi i niski górny trójkąt ramy wymusza mocne pochylenie ciała. Gdy ustawiłem siodło na odpowiednią dla mnie wysokość, znalazło się ono znacznie powyżej kierownicy – a tej nie dało się już wyżej podnieść. Ewidentnie wymagana tu jest chęć do porządnego wyciągnięcia się na rowerze i aktywnej jazdy (dla mnie – super!), ale zakładam, że nie każdy użytkownik tego roweru będzie typowym sportowcem nawykłym do jazdy w pochyleniu. Pewne jest natomiast, że taka pozycja daje dobre rozłożenie ciężaru na koła, a to przekłada się na dobrą kontrolę w zakrętach. Od samego początku miałem bardzo przyjemne wrażenia z jazdy i podkreślam to z całą siłą, bo rzecz nie nie jest oczywista, gdy mówimy o tak tanim rowerze.

Oczywiście, pisząc „tani”, odnoszę się do typowych cen elektrycznych gravelbike’ówi, które plasują się na poziomie znacznie powyżej 10 tys. zł. Na ich tle Forest jest rzeczywiście niedrogi, co nie zmienia faktu, że to wciąż ciężki kawał gotówki – taki niestety urok e-bików.

Silnik Bafang H600 ma moment obrotowy 30 Nm

Silnik

Forest ma silnik marki Bafang umieszczony w tylnej piaście, zasilany niedużym, ukrytym w ramie akumulatorem. To wszystko jest zakamuflowane i na pierwszy rzut oka trudno w ogóle się zorientować, że ma się do czynienia z rowerem elektrycznym. Czasami czułem się z tego powodu niezręcznie. Gdy wyprzedzałem innych rowerzystów na trasie, zdarzało mi się głośno tłumaczyć: „Przepraszam, ja się z tobą nie ścigam, nie widać tego, ale jadę na elektryku”.

Akumulatora ukrytego i silnika właściwie nie widać i łatwo pomylić Foresta ze zwykłym, nieelektrycznym gravelem

Gdy zaczniemy jazdę, wszelkie wątpliwości co do obecności wspomagania znikają. Od pierwszego obrotu korbą rower rwie się do przodu mocno, wręcz zaskakująco mocno! Dziwne, bo piasta Bafang HR-600 dysponuje oficjalnie momentem obrotowym 30 Nm, czyli relatywnie niedużym, tymczasem przyspieszenie jest silne i wyraźne – przynajmniej w płaskim terenie. Ten efekt bierze się zapewne stąd, że piasta działa brutalnie, zero-jedynkowo, nie dozując wspomagania do siły pedałowania, jak to robią bardziej wyrafinowane systemy. Jeśli więc rusza się z miejsca, pedałując delikatnie, można być zdziwionym gwałtowną odpowiedzią napędu. I mimo że jest to tylko przejaw uproszczeń konstrukcyjnych, efekt psychologiczny jest… bardzo pozytywny. Fajnie się tak jeździ, z mocnym kopem! A czy odbywa się to w sposób finezyjny czy nie – to schodzi na drugi plan. 

Silnik aktywuje się z pełną mocą, gdy tylko zaczniemy pedałować. Można więc podjeżdżać, ledwo obracając korbami, co jest zabawne, ale szybko rozładowuje akumulator.

Fakt, że piasta nie dozuje mocy proporcjonalnie do nacisku na korby daje czasami zabawne efekty. Wystarczy delikatnie poruszyć pedałami, nawet bardzo, bardzo powoli, bez silnego nacisku, by silnik się włączył i zaczął pracę z pełną parą. Można się nieźle powygłupiać, na przykład podjeżdżać górską szosą, pedałując w ekstremalnie niskiej kadencji – i to tylko jedną nogą. Jeśli silnik działa w trybie maksymalnego wspomagania, sam wciągnie nas na górę. Nie muszę chyba jednak dodawać, że konsekwencją takiego stylu jazdy jest bardzo szybkie rozładowanie akumulatora. Mimo że to skrajny przykład (nikt przecież w normalnych sytuacjach nie będzie tak jeździł), pokazuje on pewną niedoskonałość napędu Foresta – skoro wspomaganie jest dozowane według tak uproszczonej procedury, należy przyjąć, że zużycie prądu jest często większe, niż to potrzebne. A że akumulator o pojemności 300 Wh stanowi raczej skromny rezerwuar energii, w efekcie zasięgi są niskie. W dynamicznych trybach (4-5) poziom naładowania topnieje w oczach i może sięgnąć zera na odcinku kilkunastu kilometrów, dlatego jeśli chce się dłużej cieszyć jazdą, trzeba rozsądnie zarządzać ilością pobieranego prądu, np. aktywnie przełączając się między trybami wspomagania. Producent podaje, że maksymalny zasięg Foresta wynosi 80 km, co można zapewne uzyskać, jadąc ze wspomaganiem na najniższym poziomie 1 w płaskim terenie, bez silnego wiatru w twarz itd.. Ja nie wybrałem się tym rowerem ani razu na tak długą wycieczkę, więc nie miałem okazji tego zweryfikować (to i tak zależy zresztą od wielu zmiennych czynników, co uniemożliwia dokładną weryfikację). Co więcej, nie miałem wcale ochoty wykazywać się rozsądkiem i prawie zawsze jeździłem z w trybach dynamicznych, nieoszczędnych. Z mojej perspektywy realne zasięgi Foresta były mniejsze, powiedzmy 30-40 km, w zależności od warunków. Podkreślam jednak, że ani razu mnie próbowałem oszczędzać prądu, jeździłem, jak mi się podobało. Taki zasięg wystarczy dla osób, które chcą dojeżdżać Forestem do pracy lub skoczyć czasem na szybką, godzinną pętelkę po okolicy, ale jest za mały dla turystów. Zresztą nawet to maksymalne 80 km to niezbyt dużo. Bo tym rowerem jeździ się świetnie, a że nie wymaga to dużego wysiłku, chciałoby się jeździć nim jak najdłużej.

Czasami, gdy płynność pedałowania spadała, czułem szarpnięcia przenoszone przez łańcuch na korby – coś w środku piasty, zapewne jakieś sprzęgło, załączało się gwałtownie, powodując nieprzyjemny efekt. To był chyba najbardziej odczuwalny znak, że mamy do czynienia z tanią wersją e-napędu. 

Czy ma to jakieś większe znaczenie? Nie jestem pewien. Z jednej strony różnica w kulturze pracy między Bafangiem a znacznie droższym, centralnym napędem Bosch, z jakiego korzystam na co dzień w Electrze, jest ewidentna. Z drugiej – oba silniki dają generalnie ten sam efekt, czyli zmniejszają wysiłek potrzebny do szybkiej, przyjemnej jazdy. Jeśli miałbym nieograniczony budżet, pewnie wolałbym używać napędu, który nie szarpie łańcuchem. W prawdziwym życiu jednak budżety rzadko bywają nieograniczone, a w dodatku ta gorsza kultura pracy to tylko szczegół, do którego człowiek szybko się przyzwyczaja. 

Dla kogo?

Pytanie, dla kogo jest Forest, można poprzedzić bardziej ogólnym: dla kogo są elektryczne gravele? Sprawa nie jest wcale oczywista. Bo taki gravel to przecież rower o sportowej naturze, by nie rzec – wyczynowej. Po to jest w nim kierownica w kształcie „baranka”, po to pochylona pozycja, po to twarde przełożenia, by jeździć możliwie szybko i na dużych dystansach. W każdym innym wariancie lepiej byłoby przecież postawić na wygodniejszy rower trekkingowy. Gravele są więc z zasady rowerami dla osób wysportowanych, które raczej nie chcą i nie potrzebują wspomagania elektrycznego. Typowy „gravelowiec” (za jakiego sam się uważam) nie będzie więc szczególnie zainteresowany Forestem ani żadnym innym rowerem tego rodzaju. 

Są też jednak rowerzyści o innych zapatrywaniach, dla których e-gravel może być dobrym rozwiązaniem. Na pewno należą do nich ludzie, którym podoba się sportowy styl, ale ogranicza ich zdrowie lub wiek. Są też tacy, którzy lubią prędkość samą w sobie i niekoniecznie chcą ją łączyć z dużym wysiłkiem (można to nazwać podejściem „motocyklowym”). Są też turyści, którzy nie mają wprawdzie żadnych ambicji sportowych, ale i tak stają na co dzień przed imponującymi wyzwaniami, czy to ze względu na trudność trasy, czy też jej długość – i oni też chętnie skorzystają wtedy z pomocy silnika. 

Przerzutki i manetki działają w 10-biegowym systemie Microshift. Brakuje to może ergonomii na takim poziomie jak w Shimano czy SRAM, ale zmiana biegów odbywa się bez najmniejszych zakłóceń

Czy Ecobike Forest jest w stanie spełnić oczekiwania takich osób? Wydaje mi się, że pod wieloma względami tak. Dobrze się prowadzi, jeździ dynamicznie i pozwala z relatywnie dużą łatwością poruszać się po trudnych trasach. To, że zastosowano w nim wiele tanich rozwiązań, nie stanowi żadnej istotnej wady, bo nic, co w Foreście tanie, nie obniża przyjemności z jazdy. Oszczędności, owszem, widać jak na dłoni, ale zostały one wdrożone otwarcie i uczciwie: tak, są tu tanie części, tak, kable mocujemy trytkami, tak, do zdjęcia tylnego koła jest potrzebny duży płaski klucz – ale pod względem jakości jazdy nie ma się tu do czego przyczepić. Jeżeli szukać mankamentów, to można do nich zaliczyć relatywnie niewielki zasięg, zwłaszcza jeśli chciałoby się odbywać na tym rowerze większe wyprawy (a sądzę, że wiele osób by chciało). Jednocześnie dla niejednego użytkownika „nielektryczny” wygląd Foresta (a co za tym idzie, niewielki akumulator) będzie jego największą zaletą – i, jak widać, producent postanowił na razie postawić na ten wariant. Ciekawe, czy w przyszłości zobaczymy też długodystansową wersję Foresta z większym akumulatorem.

Dystrybucja: ecobike.pl

Cena: 9999 zł

Artykuł powstał przy współpracy z firmą Ecobike, która nieodpłatnie wypożyczyła nam rower na czas testu oraz opłaciła koszty związane z publikacją tego tekstu. Fakt ten nie wpływa na niezależność wyrażanych przez nas opinii.

Written By
More from Redakcja

Jak kupić wydanie cyfrowe przez stronę SZOSY i zarejestrować się jako użytkownik?

UWAGA! Nie musisz rejestrować się jako użytkownik, gdy kupujesz SZOSĘ:• w PDF-ie...
Czytaj więcej