Deszcz nie jest zaproszony

Rafał Berg i Adrian Grześków, organizatorzy 4. Otwarcia Sezonu na Wrocławskim Welodromie zaplanowanego na sobotę 11 maja, oraz odbywających się regularnie od kwietnia do października otwartych jazd na torze, kilka lat temu „ruszyli beton” – zdjęli kłódkę z tego najmniejszego toru kolarskiego w Polsce i wpuścili na niego amatorów.

Od lewej: Adrian Grześków i Rafał Berg

Przez cztery lata od pierwszego, zorganizowanego przez was na torze wyścigu, wiele się zmieniło. Wracacie czasami do tego momentu, od którego wszystko się zaczęło?
Adrian: Pierwsze amatorskie zawody na torze zorganizowaliśmy w październiku 2015 roku, to było „Festung Breslau”.

Rafał: „Festung” był zamknięciem sezonu. Wtedy pomyślałem, że warto zorganizować również jakieś otwarcie. To w 2016 roku było… bardzo skromne, tak chyba można to najlepiej określić (śmiech). Za to tegoroczne zaplanowaliśmy z przytupem.

Adrian: To pierwsze „Otwarcie” to była taka raczej improwizacja. Chcieliśmy kontynuować ideę „Festung”, ale konkurencje nie były dobrze przemyślane. Zdecydowaliśmy się choćby na indywidualny wyścigi na 1 km, którego przeprowadzenie zajmuje mnóstwo czasu i jest nudne dla widzów oraz męczące dla zawodników. Ci ostatni godzinę czy półtorej w zimnie albo upale, w zależności od pogody, czekają na swoją kolej. Trzecie „Otwarcie”, i to tegoroczne również, dopracowaliśmy w niemal każdym szczególe.

W ciągu tych kilku lat bardzo zmieniło się podejście amatorów, biorących udział w organizowanych przez was Otwartych Jazdach do kolarstwa torowego. Początkowo jeździli po prostu na tym, co mieli, a obecnie widać sporą profesjonalizację i w przygotowaniach, i w sprzęcie.
Rafał: Niektórzy zaczynali na przerobionych szosówkach z dziwną geometrią i z napędami, w których wszystko się łamało i urywało. Ale, jak wszystko, również kolarstwo torowe jest kwestią złapania zajawki. Teraz rzeczywiście uczestnicy Jazd kupują specjalistyczny sprzęt – śmigła, dyski, rowery, które wożą samochodami i używają ich tylko raz w tygodniu przez 20 minut, wyłącznie do sprintu. Poza tym porównują swoje wyniki i dostrzegają, że inwestycje w sprzęt przekładają się na rezultaty.

Ile osób pojawia się obecnie na Otwartych Jazdach?
Adrian: Około 14-20 osób, choć w pierwszych dwóch latach czasami byłem na torze sam… Tę frekwencję uważamy za spory sukces. Duże znaczenie ma to, w jaki sposób traktujemy te spotkania, że udostępniamy tor ludziom o różnym stopniu zaawansowania, że każdy, niezależenie od umiejętności może się przejechać. I że nawet jeśli nie ma własnego sprzętu, może go u nas wypożyczyć. Gdybyśmy skupili się wyłącznie na treningach, to ta grupa byłaby bardzo okrojona i skończylibyśmy z pięcioma osobami na torze. A tak, informacja o możliwości pojeżdżenia po torze krąży między ludźmi, przychodzą kolejni. Choć wciąż musimy wyjaśniać niezorientowanym, że może i korzystający z Jazd wyglądają jak profesjonaliści, ale to amatorzy. I że nikogo nie zabiją swoimi umiejętnościami. A wcześniej z kolei musieliśmy tłumaczyć, że kurierzy potrafią jeździć na ostrym po torze… W każdym razie ten przeskok, o którym wspomniałaś, jest bardzo widoczny. Na początku wszyscy jeździliśmy na starych rowerach, a teraz wielu wygląda jak zawodowcy i rzeczywiście korzystają z profesjonalnego, torowego sprzętu.

Tor, wcześniej trochę zapomniany, przyciąga coraz więcej ludzi…
Rafał: …i to chciałbym szczególnie podkreślić – że w tym „ruszeniu betonu” największą, najważniejszą rolę odegrali ludzie. Tor to nie tylko obiekt, to przede wszystkim ludzie, którym na nim zależy. I jeśli mówimy Wrocławski Welodrom, to powinniśmy przede wszystkim ich mieć na uwadze. To z ich inicjatywy podczas Otwartych Jazd na torze pojawił się „piecyk” i muzyka, którą puszczamy – ja bądź Adrian. Tworzy to atmosferę na torze, no i oczywiście pomaga w jeździe.

A wracając jeszcze do początków, chcę powiedzieć, że nie można zapominać, iż to zdjęcie przysłowiowej kłódki z łańcucha, który zamykał dostęp do toru, wzięło się właśnie od kurierów. Oni bardzo chcieli jeździć na tym torze. Spotkałem się z nimi i obiecałem im to, a oni mi zaufali, choć byłem dla nich człowiekiem znikąd – nie byłem związany z kurierką, nikt nigdy nie widział mnie na ulicach miasta na ostrym, z torbą kurierską… Poza tym ktoś już kiedyś próbował ten tor otworzyć, w ramach Wrostro trochę się działo na welodromie – zawody, mistrzostwa Polski kurierów – ale zamarło. A my, wspólnie z Adrianem, który do mnie dołączył, „ruszyliśmy ten beton” i przede wszystkim zgromadziliśmy, zbudowaliśmy wokół toru społeczność.

Myślicie również o organizowaniu jazd dla najmłodszych? To chyba dobra droga do propagowania kolarstwa torowego, rozpowszechniania informacji o tym, że we Wrocławiu jest tor i sporo się na nim dzieje.
Adrian: Ten pomysł mamy w głowach od lat, szczególnie że Rafał prowadził nawet kiedyś szkółkę kolarską. Z mniejszym lub większym powodzeniem organizujemy wyścigi dla dzieci. Ale na razie jest nas tylko dwóch, nie chcemy brać na siebie zbyt dużo, bo to trochę jak stąpanie po grząskim gruncie. Potrzebne jest w pierwszej kolejności zwiększenie świadomości istnienia toru oraz uregulowanie naszej osobowości prawnej – jesteśmy w trakcie zakładania stowarzyszenia. Nie chcemy kroczyć dalej, by się nie utopić. Ale tego rodzaju plany mamy, zwłaszcza że chcielibyśmy mieć to kiedyś komu przekazać. Żeby nie stało się tak, że tor we Wrocławiu będzie miał tylko piękną historię, a żadnej przyszłości.

Z każdym rokiem powinno być łatwiej. Mam wrażenie, że Wrocławski Welodrom staje się rozpoznawalną marką.
Rafał: I to nie tylko w kolarskim środowisku. W końcu każdy zna kogoś, kto jeździ rowerem. Niedawno miałem taką sytuację, właśnie wśród ludzi kompletnie niezwiązanych z rowerami, że ktoś zobaczył nasz plakat, zapowiadający „Otwarcie” i powiedział, że „zna tego gościa ze zdjęcia”.

Adrian: A ja robiłem jakiś czas temu, na prośbę znajomego, zdjęcia podczas treningu downhillowców. I kiedy siedzieliśmy potem przy obiedzie, w rozmowie wyszło, że jestem związany z Wrocławskim Welodromem. Okazało się, że wiele osób z tego środowiska, choć kompletnie ich szosa i tor nie kręcą, obserwuje nasz profil na Facebooku.

Rafał: Szedłem w Calpe, przez promenadę, w czapce WW i jakaś dziewczyna po polsku pyta, czy przyjechałem tu na ostrym. Okazało się, że zna nas właśnie z mediów społecznościowych. Wrocławski Welodrom to dowód na to, że coś się da, że można. Warszawskie środowisko kolarskie, które walczy teraz o Nowe Dynasy, dawnego „Orła”, otwarcie mówi, że wzoruje się na nas. W 2019 roku na skalę Polski – z naszymi imprezami i zapleczem wizerunkowym – jesteśmy dla innych inspiracją. I to jest nie tylko kwestia tego, że mamy świetny tor, ale przede wszystkim ludzi, których udało się wokół niego zgromadzić.

We Wrocławiu tor był, kiedy zaczynaliście. A Nowe Dynasy potrzebują sporych inwestycji w infrastrukturę…
Adrian: …ale właśnie dzięki ludziom może uda się te środki pozyskać. I o tym, jak ważni są ludzie świadczy to, że w tym roku niestety nie odbędzie się szczeciński Ostrobój, który z kolei dla nas był ogromną inspiracją. Wielka szkoda, bo my się uzupełnialiśmy. U nas było otwarcie sezonu, a później ludzie z rozgrzanymi łydami jechali na Ostrobój sprawdzić się na zupełnie innym torze – większym i pewnie dla niektórych trochę nudnym przez tę długą prostą (śmiech). A tam jest akurat świetna infrastruktura. Ostrobój ściągał kilkadziesiąt, a czasami nawet kilkaset osób.

Rafał: Wracamy do tego, że jeśli my nie będziemy mieli kiedyś komu przekazać Wrocławskiego Welodromu, to ta inicjatywa też zginie. Główny organizator Ostroboju wyjechał do pracy za granicę, wcześniej próbował wprawdzie wszystko komuś przekazać, ale nikt nie udźwignął tego ciężaru. Rozumiemy, że nie jest to łatwe, bo wymaga zaangażowania, zabiera mnóstwo czasu, nierzadko dokłada się z własnej kieszeni… Ale to właśnie pokazuje, jak ważni są w tym wszystkim ludzie. Może Ostobój wróci, może nie. Wychodzi na to, że tym sezonie jedyne amatorskie zawody na ostrym kole odbędą się właśnie we Wrocławiu.

Postanowiliście sformalizować działalność Wrocławskiego Welodromu.
Rafał: Jesteśmy na finiszu zakładania stowarzyszenia, za chwilę będziemy mieć osobowość prawną. Zdecydowaliśmy się na ten krok, by móc tworzyć coś więcej poza torem. Nie chcemy się tylko na nim zamykać.

Adrian: Stowarzyszenie będzie miało w nazwie „Welodrom”, ale mamy różne inne pomysły, jak propagować wśród amatorów kulturę kolarską. Szczególnie że przyjeżdża do nas mnóstwo ludzi – z Łodzi, Warszawy, Kalisza, Poznania, mamy też zawodników z Ukrainy.

No i z Niemiec, nie raz widziałam na torze koszulki słynnego 8Bar.
Rafał: Organizowany przez nich RadRace również jest dla nas wzorem. Nie chcemy tego oczywiście powielać, ale ten wyścig jest dla nas inspirujący.

Adrian: 8Bar zaskakuje kreatywnością – organizuje kryterium w mieście, na lotnisku. A betonu, ulic, lotnisk mamy w Polsce mnóstwo. Dlaczego nie mielibyśmy robić imprez w innych miejscach w Polsce, w innych lokalizacjach? Pod inne konkurencje, by ściągnąć te same – i oczywiście nowe – osoby, ale dać im coś więcej. Chcemy działać coraz szerzej. Jeśli na Zachodzie na takie amatorskie zawody przyjeżdża nawet kilkuset zawodników z całego świata, dlaczego nie osiągnąć tego samego w Polsce?

Co zaplanowaliście na tegoroczne Otwarcie Sezonu?
Rafał: Na pewno nie deszcz. Deszcz nie jest zaproszony. Ale będzie wyścig dla dzieci, który organizuje SZOSA. Spore wsparcie uzyskaliśmy od Decathlonu, który zaplanował mnóstwo wydarzeń dla najmłodszych, i od salonu Škody, który niedawno otwarto przy ul. Brücknera.

Adrian: Będzie można na miejscu testować sprzęt i wypożyczyć dziecięce rowerki. A o 12.30 odbędzie się wyścig dla dzieci, oczywiście bez wpisowego. Bez obaw, dzieciaki nie będą jeździć po wirażach, ale będą mogły zobaczyć ten tor, zapoznać się z jego charakterystyką.

Rafał: Z toru po południu wystartuje Race Through Poland i to akurat odbędzie się niezależnie od pogody. Może ktoś zechce pojechać z nimi przez miasto i dojechać aż do Tąpadeł, bo przewidziano taką możliwość. A my chcieliśmy początkowo zaproponować coś, czego jeszcze nie było – zawody przy sztucznym oświetleniu i muzyce na żywo do 22. Ale obawiam się, że pogoda nam na to nie pozwoli, dekorację zaplanowaliśmy więc na 19.

Adrian: W pobliżu jest szpital i mieszkają ludzie, więc szanujemy ich spokój.

Rafał: Przy czym pacjenci szpitala są naszymi fanami, bo bardzo często obserwują zawody i treningi z okien.

Adrian: A zdarza się, że przychodzą do nas po prostu kibicować. Są też tacy, którzy deklarują, że jak skończą rehabilitację, to przyjdą do nas pojeździć.

Jakie konkurencje będą rozgrywane w ramach Otwarcia?
Rafał: 200 m z lotnego, a po nim sprint. To jest emocjonujący wyścig, więc tych gladiatorów sprintu niewątpliwie warto zobaczyć. Następnie scratch i longest lap. Ta ostatnia konkurencja to nawiązanie do kurierskich początków na torze. Kurierzy na skrzyżowaniach czekają na zielone w stójce i tutaj też będzie okazja się popisać tymi umiejętnościami. Na gwizdek sędziego ruszają i ścigają się na ostatnich 200 m.

Adrian: Tak jak w roku ubiegłym dzielimy mężczyzn na dwie grupy. Kobiet jest mniej, więc ze względu na frekwencję będzie tylko jedna grupa, choć liczymy, że to się kiedyś zmieni. Natomiast dwie grupy wśród mężczyzn mają każdemu dać szansę na dobrą zabawę, bo to jest główny cel tych zawodów. Żeby nie było tak, jak w poprzednich latach, kiedy elita tylko zamieniała się miejscami na podium. Chodzi o to, by ci, którzy jeżdżą regularnie mieli szanse i okazję poczuć się zwycięzcami. Stąd tabela z grupą A, silniejszą, i B, z amatorami, którzy nie czują się na siłach, by rywalizować z najlepszymi.

Powiedzmy o tych formalnościach – w jaki sposób można się zgłaszać?
Rafał: Jeszcze do piątku, 10 maja – drogą internetową, ale na miejscu także będzie można się zapisać. W sobotę od rana będziemy na torze, więc można i dokonać zgłoszenia, i odebrać pakiety startowe, w których znajdzie się między innymi szczególny izotonik, bo piwo bezalkoholowe od 4HOPS.

Adrian: Na miejscu 4HOPS zapewni też inne napoje oraz jedzenie, a Ekspresso – kawę.

Co może zachęcić kibiców do przyjścia na tor?
Rafał: Okazja zobaczenia welodromu, ale i to, że wyścigi torowe są bardziej interesujące niż szosowe, bo pozwalają na obserwowanie zawodnika przez całe zmagania. Tu widać każdą sekundę rywalizacji. Spiker będzie na bieżąco informował, na czym polegają poszczególne konkurencje i komentował, w miarę możliwości, taktykę zawodników. Nie trzeba wcześniej oglądać na YouTube filmików, by sprawdzić, co się dzieje. To nie są wprawdzie licencjonowani zawodnicy, ale mają spore umiejętności i dla nich ten doping, kibicowanie też są bardzo ważne. No i możemy zdradzić, że zaproszenie przyjął gość specjalny, mistrz świata. Niech zostanie niespodzianką, kto to będzie.

Adrian: Kiedy ludzie są na trybunach, nawet dla amatora ta jazda jest zupełnie inna, o wiele bardziej atrakcyjna. Taką klamrą można zamknąć naszą rozmowę – nie samym torem żyje tor. Ludzie stanowią jego najważniejszą część, staramy się, by ten tor nie kojarzył się tylko z obiektem i rowerami, ale z miejscem, gdzie można przyjść, odpocząć, które jest atrakcyjne. A kto wie, może ktoś zainteresuje się przy tej okazji rowerami, kolarstwem torowym w szczególności i złapie bakcyla?

Rozmawiała: Małgorzata greten Pawlaczek
Zdjęcia: Adrian Grześków

Linki do organizowanych przez Wrocławski Welodrom wydarzeń: