Czy przyszłość kołem się toczy?

© Jaga Słowińska
© Jaga Słowińska

Powstał dopiero co. Jego historia pokrywa się mniej więcej z wynalazkiem maszyny parowej, w odróżnieniu jednak od niej – dawno wypartej przez doskonalsze napędy – trzyma się dzielnie i wciąż się rozwija. Rower od lat zaspokaja niezliczone ludzkie potrzeby i jest dla nas czymś oczywistym – wydaje się, że zawsze był, jest… ale, no właśnie, czy będzie? A jeśli tak, to jaki?

Tekst: Borys Aleksy
Ilustracje: Jaga Słowińska

Co ciekawe, pozostaje od lat w niezmienionej formie. Dwa koła, przekładnia łańcuchowa, kierownica i parę innych prostych elementów. Jak bardzo futurystycznych projektów byśmy nie oglądali, nie wprowadzają one szczególnych innowacji. Bo jakie ostatecznie znaczenie ma to, czy z tyłu mamy osiem czy osiemnaście biegów? Że napęd przekazywany jest za pomocą łańcucha, paska czy – nie wiem – wiązki plazmy? Istota pozostaje niezmienna – pojazd napędzany za pomocą naszych najsilniejszych kończyn, którym sterujemy intuicyjnie, utrzymując dynamiczną równowagę. Reszta jest prędkością, swobodą, przygodą, chciałoby się rzec.

Rower ma więc w sobie coś niesamowitego. Jest prosty, naturalny, a jednocześnie niezwykle w swej prostocie wyrafinowany technicznie. Wybitnie elegancki, tj. pozbawiony wszelkich zbędnych elementów, będący czystym upostaciowieniem funkcji, którą ma spełniać. Zwykle to natura dostarcza nam wzorców optymalnych rozwiązań technicznych, w tym jednak przypadku wydaje się, że może na nas patrzyć co najwyżej z zazdrością – dotąd nie zaobserwowano w przyrodzie niczego, co można by porównać do roweru. Pytanie więc: czy skoro rower nie zmienił się zbytnio przez ostatnich sto lat, to czy przez następnych sto nadal pozostanie taki, jaki jest, bo już dawno osiągnął doskonałość?

Czy w związku z tym za kolejnych parę dekad wciąż będziemy wskakiwać w kolarskie ciuchy i pedałować po okolicy mimo wszystkich zmian, które niewątpliwie dotkną otaczający nas świat? A może przeciwnie – przyjdzie czas na zmiany?

Auta do lamusa, a rower?

Podobne przewidywania trochę łatwiej snuć w odniesieniu do innych wynalazków, np. do samochodu. To również pojazd, który mimo wszystkich unowocześnień przez dziesięciolecia użytkowany był w ten sam sposób, a i jego konstrukcja ulegała zaledwie ulepszeniom technicznym, a nie rewolucjom (jak to jest np. w przypadku urządzeń elektronicznych, internetu itp.). Samochód zawsze miał kierownicę, silnik, hamulec i przede wszystkim wymagał kierowcy. To nie zmieniało się przez lata, ale zmieni się niewątpliwie już w najbliższej przyszłości.

W obliczu malejącego dostępu do paliw na pewno pojawią się nowe napędy (już obserwujemy początek ekspansji aut elektrycznych), ale prawdziwie epokowa zmiana wiązać się będzie zapewne ze sposobem prowadzenia pojazdów – coraz więcej mówi się o samochodach autonomicznych – i ogólnie naszego sposobu myślenia o nich. Mówiąc wprost, nawet najnowocześniejsze produkowane obecnie auta najprawdopodobniej już niedługo będą tylko symbolem minionej epoki. Pewnie nawet nie będziemy mieć samochodów, tylko korzystać z powszechnego systemu „publicznej komunikacji indywidualnej”.

Rower to coś więcej niż środek transportu, dlatego trudniej w ten sam sposób wyrokować o jego losie. Rzecz przypomina bardziej rozmyślania o przyszłości np. noża. Przedmiot tak prosty, tak wrośnięty w naszą codzienność – czy będzie się rozwijać, zmieniać?

Pewnie nie, mimo że wszystko dookoła zmienia się tak gwałtownie. Noże będą pewnie coraz ostrzejsze, lżejsze, nietępiące się, może laserowe czy w inny sposób futurystyczne, ale wciąż pozostaną nożami – dopóty przynajmniej, dopóki będziemy ich potrzebować (trudno sobie wyobrazić, byśmy mieli przestać, ale kto wie?).

Jeżeli zatem będziemy mieć nogi, ręce, płuca, a przede wszystkim potrzebę pohasania czasem na świeżym powietrzu, to będziemy chętnie wskakiwać na rowery. Chyba że… się nie da.

Czy będzie gdzie jeździć?

Nie sposób myśleć o przyszłości, nie biorąc pod uwagę szerokiej, globalnej perspektywy. Wizje filozofów, ekonomistów i futurologów nakreślają obraz, choć pozostawiający nieco miejsca na optymizm, to jednak dość ponury. Nic dziwnego, bazują przecież na materiale, który nie pozostawia złudzeń, tj. na obecnych trendach. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że nasza cywilizacja dąży, jeśli nie do rychłej zagłady, to przynajmniej do głębokiej dekonstrukcji. Dramatycznie rosnąca liczba mieszkańców Ziemi, topniejące zasoby naturalne, niekorzystne zmiany klimatyczne – to się może, mówią specjaliści, skończyć tylko wielkim głodem, wojną lub innego rodzaju apokalipsą. Chyba że coś się zmieni – na to „coś” wszyscy powinniśmy czekać z największą gorliwością.

A my tymczasem jeździmy sobie na rowerach. Piękne szosy wiją się przed nami, drzewa urzekająco szumią, wdychane powietrze ma rześki zapach i wspaniale oczyszcza umysł. I choć sielankowa atmosfera przejażdżki nie zachęca do hamletowskich pytań, czasem ta myśl przez głowę się przewinie – czy to zawsze będzie tak wyglądało?

Trzeba mieć przecież po czym jeździć. Zwłaszcza jeśli jest się szosowcem. Asfaltowe drogi pojawiły się na naszej planecie jeszcze później niż rower, teraz są stałym elementem krajobrazu, ale przecież ich żywot może być krótszy, niż się nam wydaje. Czy gdy skończy się era samochodów, zmienią się – a może znikną? Może za kilkadziesiąt lat wszyscy będziemy latać po wielopoziomowych korytarzach powietrznych? Gdzie wtedy, u licha, podziejemy się z naszymi szosówkami?

Kolejna rzecz to dostęp do naturalnych krajobrazów. Dziś oczywiste jest dla nas, że wsiadając na rower, prędzej czy później znajdziemy się wśród pól czy lasów, czyli tam, gdzie kolarstwo najlepiej smakuje. Ba, poświęcając kilka godzin na dojazd, bez większego problemu możemy przenieść się w rejony szczególnie piękne. Jeśli jednak wierzyć prognozom, zapowiadającym, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat większość z nas będzie mieszkać w olbrzymich metropoliach, to łatwy kontakt z przyrodą na rowerze stanie się czymś bardzo trudno osiągalnym. Ten problem pewnie da się rozwiązać – będziemy wyjeżdżać superszybkim „metrem” poza granice miasta i tam zaczynać jazdę (przy założeniu, że gdzieś tam jeszcze w ogóle będzie przyroda) albo zbudujemy sobie wielkie parki w centrum – jak to już zresztą jest w Nowym Jorku czy Moskwie.

Obie wizje jednak mają w sobie coś nienaturalnego, odpychającego, przynajmniej z dzisiejszej perspektywy. Być może uda się tak usprawnić transport, że przeniesienie się z Warszawy w Alpy zajmie mniej niż pół godziny. W takich okolicznościach można by codziennie trenować w pięknych, specjalnie w tym celu zachowanych miejscach i wracać do hipernowoczesnej megametropolii, by wieść codzienne życie. Z jednej strony podniecające, z drugiej – nadal przerażające. Nie móc po prostu przejechać się po okolicy?

© Jaga Słowińska
© Jaga Słowińska

Biorąc pod uwagę obecny trend ku wirtualnej rzeczywistości, należy się też spodziewać, że duża część naszego życia przeniesie się do sieci. Może już w ogóle nie będziemy – my albo nasze wnuki – odczuwać potrzeby fizycznego ruchu, przemieszczania się, ćwiczenia? Problem przyszłości roweru, można stwierdzić, rozwiąże się wtedy sam – ale jakże trudno myśleć nam o takiej wizji z sympatią!

A może przyszłość to rower?

To samo możemy oglądać ze zgoła odmiennej perspektywy. Może to właśnie rower jest pojazdem przyszłości? Będzie nas coraz więcej, będziemy musieli oszczędzać miejsce – zwinny, szczuplutki rowerek będzie (już jest), jak znalazł. Brak paliw – w to nam graj. Popatrzmy też na kilka dość łatwych do zaobserwowania globalnych trendów. Rośnie ranga indywidualizmu, wzrasta ludzka samoświadomość, a także świadomość ekologiczna. Coraz bardziej przekonujemy się, że niszczenie świata jest niszczeniem nas samych. Doceniamy, znacznie bardziej niż kiedyś, swoje zdrowie i dobrobyt – wcale już nie określany liczbą posiadanych aut, ale raczej ilością wolnego czasu, dostępu do świeżego, wysokiej jakości jedzenia, udanych relacji z ludźmi, możliwości podróżowania. W każdym z tych zdań można odnaleźć wyraźne nawiązanie do wartości, jakie do naszego życia może wprowadzać rower. W jakiś cudowny sposób łączy je on jak żaden inny wytwór ludzkości.

Jeśli jednak pojazd to tak dalece idealny, to dlaczego dotąd pozostawał na marginesie rozwoju naszej cywilizacji? Cóż, są pewne praktyczne powody. Na rowerze można się zmęczyć, pobrudzić, zmoknąć, nie daj Bóg mieć wypadek. I jeszcze mogą nam ten rower ukraść. Nie każdy ma ochotę znosić te uciążliwości.

Jeśli więc myśleć o rowerze jako o pojeździe przyszłości, trzeba by wyobrazić sobie sposoby uniknięcia obecnych problemów. Rozwiązanie pierwszego widzimy już teraz – rowery elektryczne sprzedają się jak świeże bułeczki, mimo że daleko im do doskonałości (są drogie, ciężkie i mają ograniczony zasięg). Pozostałe na razie trudno wyeliminować. Można jednak wyobrazić sobie, że we wspomnianych megamiastach nie będzie się jeździć w otwartym terenie, więc i deszczu, i błota da się uniknąć. Konstrukcja roweru może – i zapewne będzie – ewoluować w kierunku integracji, kompaktowych rozwiązań, które pozwolą schować tłusty łańcuch (czy inny element przenoszący napęd) w ramie roweru (choć mogę stwierdzić, że pełna osłona w moim miejskim Batavusie już teraz spełnia swoją funkcję bez zarzutu), a przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi pozwoli chować się w jakiegoś rodzaju kabinie.

Problem kradzieży, mocno ograniczający chęć do korzystania z roweru na co dzień, być może zostanie zminimalizowany, jeśli rowery bardzo stanieją. Na razie nic nie wskazuje, by tak się miało stać, ale dość łatwo wyobrazić sobie taki scenariusz. Weźmy choćby taniejące na potęgę komputery – być może w innych dziedzinach uda się uzyskać podobne wyniki? Trzeba dodać, że powyższe domysły dotyczą roweru rozumianego jako środek transportu, będący konkurencją dla innych pojazdów stosowanych powszechnie dziś. Natomiast w znaczeniu, w jakim o rowerze myślą sportowcy i pasjonaci, rower zmienić się wręcz nie może – bo przestałby być rowerem. Brudzenie się, pocenie i moknięcie pozostanie więc prawdopodobnie formą rozrywki dla tych, którzy wciąż będą traktować rower jako sportowe hobby (i nie dadzą się też zapewne zwieść urokowi wspomagania elektrycznego). Być może będzie to rozrywka luksusowa, dostępna dla wybranych.

Słowem – żyjemy w wyjątkowych czasach. Jeszcze sto lat temu nie moglibyśmy uprawiać kolarstwa takiego jak dziś, bo nie było na czym i po czym jeździć. Być może za kolejnych sto też już nie będzie to możliwe. A może będzie, ale w zupełnie innej niż teraz formie. Może rower zyska nowe znaczenie w rozwoju cywilizacyjnym ludzkości? Trudno wyrokować, łatwiej natomiast stwierdzić, że coś się kiedyś w naszym traktowaniu roweru zmieni.

Jeśli tak, to choć historia dość surowo nas wciąż traktuje, mamy podstawy, by nazwać się wyjątkowo szczęśliwymi pokoleniami ludzkości. Pokoleniami, które mogą sobie po prostu pojeździć na rowerze, porządnie się przy tym męcząc, a zarazem eksplorując świat w całej jego, wciąż jeszcze naturalnej, okazałości.

A co w najbliższej przyszłości?

Jak widać, powyższe rozważania dotyczą niemal wyłącznie kwestii społecznych. I mają, co należy dodać, charakter czysto akademicki, bo przecież nie ma większego sensu zamęczać się pytaniami o przyszłość, skoro żyjemy w najbardziej rzeczywistej z rzeczywistych teraźniejszości. Zejdźmy więc na ziemię, tj. do chwili obecnej i najbliższej dającej się przewidzieć przyszłości. W takim ujęciu łatwiej skupić się na kwestiach „doczesnych”, czyli aspektach czysto technicznych. Można śmiało założyć przecież, że w ciągu najbliższych 3-5 lat nasz sposób korzystania z roweru nie zmieni się, dalej w telewizji obejrzymy Tour de France, a w słoneczne popołudnie umówimy się ze znajomymi na przejażdżkę. Na pewno natomiast zaobserwujemy kolejny postęp w rowerowej technologii. Jak będzie się kształtował?

Niektóre dzisiejsze nowinki staną się standardami, inne ulegną znacznym modyfikacjom, jeszcze inne okażą się hitami jednego sezonu, które będziemy wspominać z pobłażliwym uśmiechem. Można pokusić się o snucie własnych wizji, ale znacznie bliższe prawdy będą i tak opinie ludzi, którzy szukaniem odpowiedzi na takie pytania zajmują się na co dzień. Dlatego zwróciliśmy się do product managerów zatrudnionych w zaznajomionych firmach rowerowych, zadając im kilka bardzo prostych pytań, na które wcale niełatwo odpowiedzieć. Czy uda się na podstawie ich odpowiedzi stworzyć obraz roweru przyszłości? Odpowiedź poznamy za kilka lat.

Wypowiedzi przedstawicieli firm w kolejnym artykule na stronie www.magazynszosa.pl

Tekst ukazał się w SZOSIE 1/2017, którą wciąż kupić można w Kiosku SZOSY

 

Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ