Canyon Grail AL 6.0


Za każdym razem, kiedy do redakcji przychodzi rower Canyona powstaje „poważny problem” – trudno doszukać się w tych maszynach jakiekolwiek wady. Najczęściej są bardzo poprawnie zbudowane i wyposażone w komponenty nie wprawiające w zakłopotanie. Po premierze awangardowego Graila CF, który doczekał się – z racji charakterystycznej kierownicy – kilku zabawnych przydomków, model AL zaprezentowany został jakby po cichu, bez fajerwerków. A to prawdopodobnie jeden z najlepiej skalkulowanych graveli na rynku

Tekst i zdjęcia: Wojtek Sienkiewicz

Trafił do nas najtańszy model, z najniższym, dziesięciorzędowym osprzętem Shimano GRX na hydraulicznych hamulcach. Pierwsze kilkaset kilometrów przejechanych na tym rowerze w trudnych warunkach błotnistej głównie zimy bardzo nas ucieszyło. I to nie tylko dlatego, że w błocie zawsze lepiej jeżdżą rowery testowe, niż własne. W oczy, a może raczej w kręgosłupy przede wszystkim rzuca się to, że rower jest krótki. Według kalkulatora na stronie Canyon.com wychodzi, jak w mordę strzelił, że M-ka powinna być na mnie dobra, mimo moich 182 cm wzrostu i długich nóg. Kolega, który również testował ten rower, szczyci się podobną budową ciała. Ale… o ile w górnym chwycie jest jeszcze nieźle, to w dolnym, czego byśmy nie robili, nie mieścimy się na AL w rozmiarze M. Rama ma typowy reach, więc to kwestia krótkiego mostka (80 mm) i małego wysięgu kierownicy (70 mm). Informacja ta jest istotna z dwóch powodów: po pierwsze, firma Canyon umożliwia podmianę elementów kokpitu w trakcie, a nawet po zakupie. Po drugie, mostek ma nietypową średnicę obejmy (1 1/4″), więc tym bardziej warto przyjrzeć się geometrii i, w razie potrzeby, przedyskutować rzecz z producentem.

Estetyka to połączenie surowo spawanego aluminium, co ja akurat bardzo lubię – rama nie próbuje udawać, że została zbudowana z kompozytu. To rower, który od razu zaskakuje zwinnością i komfortem. Opony Schwalbe ani razu nie zawiodły. Jadą doskonale w każdym terenie i dopasowanym do niego ciśnieniu. Pochwalić tu także należy rewelacyjne hamulce – choć najniższe z serii, to po krótkim dotarciu działają pewnie i są łatwe do kontrolowania za pomocą świetnych klamek GRX. 

Napęd 2×10 ma swoje ograniczenia. Wolałbym mieć jeden blat z przodu i 11 koronek z tyłu, więc dla siebie wybrałbym model o oczko wyżej w kolekcji. Pozbyłbym się przedniej przerzutki i założył kasetę 11-42, bo taki mam styl – lub brak stylu – jazdy. W terenie ciągłe zmiany są dla mnie uciążliwe i korygowanie położenia przedniej przerzutki mnie irytuje. Ci z was, którzy jeszcze nie chcą iść w napędy 1x, docenią precyzję i lekkość pracy Shimano. Łańcuch nie skacze, przerzutka ze sprzęgłem trzyma go w ryzach, jednocześnie nie pozwalając odczuć oporu podczas zmiany przełożenia. Nawet w momentach obciążenia przy jednoczesnym silnym zabrudzeniu napędu. 

Kto szuka super roweru, który sprosta niemal każdemu zadaniu – od zimówki po wyprawówkę – będzie zadowolony. Do AL można zamontować błotniki, bagażniki, bidony itp. Canyon ma w ofercie całą grupę dopasowanych toreb. Nie są to tanie rzeczy, ale jestem absolutnie przekonany, że w przypadku sakw na wyprawy nie warto oszczędzać.

Póki co dwójka testerów zrobiła na AL około 1000 km. W papierowym wydaniu SZOSY zdamy relację z kolejnych, w tym długodystansowych jazd. Póki co lubimy się z Grailem bardzo. 

Cena: 5799 zł
www.canyon.com


Chcesz czytać więcej?

Zaprenumeruj SZOSĘ w natychmiast dostępnej wersji cyfrowej