Włoski długi weekend

Ponad 1200 km od Wrocławia nawierzchnia szos jest tak samo nie najlepszej jakości, mimo że po tych właśnie drogach przebiega 300-kilometrowa trasa wyścigu z Mediolanu do San Remo. Sześcioro kolarzy, nie związanych z kolarstwem zawodowo, pokonało ją w 15 godzin w ruchu otwartym. Nazajutrz, z uwzględnieniem objazdu autostradą, najszybszy profi, Arnaud Démare z FDJ potrzebował na ten wyczyn 6 godzin i 54 minut.

Masone. 150 km trasy wyścigu Mediolan-San Remo.
Masone. 150 km trasy wyścigu Mediolan-San Remo.

Ale na finałowym, decydującym podjeździe pod Poggio pierwszy był Michał Kwiatkowski, dopingowany, podobnie jak każdy inny kolarz, przez rzesze rozentuzjazmowanych kibiców. Nie tylko z Polski. Byliśmy tam, byliśmy też w samochodzie technicznym teamu CCC, pędząc na złamanie karku w kolumnie wyścigu. Dzień wcześniej Poggio wyglądało zupełnie inaczej – skryte w ciemnościach, na tyle, na ile to możliwe w 50-tysięcznym mieście, omiatane reflektorami aut i lampkami rowerowymi, wyludnione, choć w nas, kibicujących sześciorgu śmiałkom, emocje były takie same. A kończący 300-kilometrowe zmagania czuli zapewne to samo, co nazajutrz najszybszy Francuz na mecie włoskiego klasyka.

Przez kolejne dni poznawaliśmy pobliskie szosowe trasy. Biegnącą nabrzeżem rowerową autostradę, z której każde zdjęcie wysłać można najbliższym zamiast pocztówki z pozdrowieniami znad Morza Śródziemnego. Przełęcze Alp Liguryjskich, ze śniegiem zalegającym na poboczach szosy, za których szczytami rozpoczyna się położna zaledwie 20 km od San Remo Francja ze swoją, trochę inną od włoskiej, Riwierą. Mediolan. Pavia. Masone. San Remo. Chcemy tam jeszcze kiedyś wrócić.

Wrażeniami z włoskiego weekendu podzielimy się w majowym wydaniu SZOSY.

Fot. Hania Tomasiewicz / Wojtek Sienkiewicz / greten

Dodaj komentarz