Trek Checkpoint SL 6

Z rowerami Treka, które cechuje wszechstronność, zawsze mam problem. Wysoka główka ramy i szeroka kierownica z długimi łapami sprawiają, że czuję się na nich jak na wygodnej kanapie. A ja jestem trochę jak mój stareńki, siwy wyżeł, gdy jego niedowidzące oczy dostrzegą na horyzoncie kształt choć trochę przypominający kota.

Wiekowa już psianka, która ostatnimi laty większość czasu spędza drzemiąc w fotelu pod kocykiem, zamienia się wówczas w pościgowego myśliwca (kot musiałby nie mieć nóg, żeby zdołała go dopaść, a i wtedy postawiłabym raczej na kota… Oczywiście nie pozwoliłabym jej „pogonić kota” żadnemu kotu, ale za foliówką niech sobie goni). I ze mną jest podobnie. Nawet jeśli jest środek zimy, nawet jeśli nie mam pod nogą, nawet jeśli warunki nie sprzyjają, to lubię jeździć szybko, a najlepiej bardzo szybko. Czułam się więc rozczarowana, gdy wsiadłam na Treka Domane ALR 4 Disc i na Checkpointa SL 6. Ale tylko do pierwszej jazdy. Bo mimo że pozycja na żadnej z tych maszyn nie jest bardzo sportowa, mocno pochylona, to i tak wciąż są to szybkie rowery. A to zależy nie tylko od „silnika”.

O Domane pisałam w „Szosie” 2/2017. Checkpoint trafił do nas na testy zimą. Zdążyłam więc pojeździć nim i „na długo”, po śniegu i oblodzonych ścieżkach, i „na krótko” po ubitych polnych i piaszczystych leśnych drogach oraz odcinkach szosowych. I podobnie jak z Domane, również z Checkpointem trudno było mi się rozstać.

Checkpoint w sposób dobitny pokazuje, czemu służą rowery typu gravel (olśnienie mogło mi się przytrafić na każdym innym gravelu, ale akurat pod ręką był Trek, na którym daleko od szosy spędziłam sporo kilometrów). Długo, wciąż z zaciekawieniem, przyglądałam się tej kategorii, nie bardzo potrafiąc ją usytuować i znaleźć dla niej zastosowanie. Ale to właśnie na Checkpointcie odwiedziłam odległe terenowe ścieżki, które wypatrzyłam podczas jazdy szosówką i w które na cienkich oponkach nie odważyłam się nigdy zapuścić. Ten, i każdy inny gravel, to rower długodystansowy, dla dosiadającego go użytkownika pokonanie dziesiątek kilometrów po różnej nawierzchni nie stanowi problemu i przede wszystkim nie powoduje bólu pleców ani w odcinku lędźwiowym, ani w barkach. Spora w tym zasługa właśnie lekko podniesionej pozycji, przed którą tak się wzbraniałam, i niżej niż w przełajówkach zawieszonego suportu, co zwiększa stabilność roweru. Wszystko to doceniłam dopiero po przejechaniu w terenie Checkpointem za jednym zamachem kilkudziesięciu kilometrów. A następnego dnia kolejnych kilku dyszek, znów daleko od szosy… Trochę tych „wycieczek” było.

Checkpoint, który ma nie za duży rozstaw kół i jest względnie niski, okazał się rowerem nie tylko stabilnym, ale również szybkim. Składał się w ciasnych zakrętach na poprowadzonych po korzeniach singlach, wchodził z impetem w piaszczyste łuki, trzymając się obranej trajektorii, gnał po ubitych gruntowych drogach, płosząc jaszczurki i pędził po szosach, mimo że powietrza w oponach było w sam raz na terenowe szlaki, a trochę za mało na asfalt. Przelatywał przez bruki i ułożone z betonowych płyt drogi, nie zatrzymywały go niewielkie błoto i kałuże. Opony Schwalbe G-One Allround 700×35 radziły sobie również na pokrytych cienką warstwą śniegu oblodzonych ścieżkach. Nie próbowałam wtedy wprawdzie rozwijać większych prędkości, ale rower nawet przy, momentami, około 20 km/h był stabilny i „nie tańczył” po takiej specyficznej nawierzchni. Notabene na koła Bontrager Paradigm Comp można założyć zarówno szybkie opony bez bieżnika o szerokości 28 mm, jak i szerokie, aż 45-mm „kapcie”, bo na to pozwala również prześwit w widelcu i tylnych widełkach.

Najwięcej przyjemności z jazdy przyniosły pierwsze dni z niemal letnią temperaturą, gdy wreszcie nie trzeba było uciekać przed zimnem, można było jechać wciąż przed siebie, a w razie napotkania szczególnie interesującego widoku, zatrzymać się na dłużej. A potem nadrabiać, kiedy w drodze do domu ścigał zmrok. Checkpoint jest idealnym towarzyszem dla lubiących włóczyć się po każdych bezdrożach. I z celem, i bez celu. Sky is the limit. Chociaż zasobność portfela w przypadku tego roweru, niestety, także.

Nie bez znaczenia dla wygody użytkownika są kwestie techniczne, bo ten rower w najwyższej wersji nie jest wprawdzie tani, ale za to naprawdę dobrze wyposażono go na wspomniane bezdroża. Ramę Checkpointa SL 6 zbudowano z włókna węglowego OCLV serii 500 (modele oznaczone ALR natomiast z lekkiego Alpha Aluminium serii 300). Zastosowano w nim znany z rowerów Domane tylny rozdzielacz IsoSpeed oraz karbonową, nasadzaną sztycę podsiodłową – rozwiązania gwarantujące komfort jazdy. Linki i pancerze poprowadzone są wewnątrz ramy, co w terenowych warunkach zwiększa ich niezawodność, a jej spód zabezpieczono solidnym protektorem z twardego tworzywa. Osłonę umieszczono również przy przedniej zębatce. Za napęd w Checkpoincie SL 6 odpowiada mechaniczna Ultegra 2×11, ale rower można również wyposażyć w Di2. A nawet w napęd 1x, tu z pomocą przychodzą haki Stranglehold, które umożliwiają także, w niewielkim zakresie, ale jednak, „żonglowanie” geometrią roweru. Można więc wydłużyć pozycję wyjeżdżając w wielodniowe i wielokilometrowe trasy albo ją skrócić, udając się na krótki, intensywny trening lub po prostu niedługą przejażdżkę. Wyposażenie w hamulce tarczowe oraz w sztywne, 12-mm osie z przodu i z tyłu, wydaje się być standardem w gravelach.

Tych, którzy chcieliby się wybrać Checkpointem na wyprawę ucieszy wiadomość, że w ramie nie brakuje mocowań na koszyki na bidon (zarówno w głównym trójkącie, jak i pod dolną rurą), bagażnik czy błotniki albo – na górnej rurze – małą torebkę na podręczne i najbardziej niezbędne podczas jazdy przedmioty. Nic, tylko jechać przed siebie, podbijając nieznane dotąd szlaki.

Cena: 16 499 zł
www.trekbikes.com

Testowała: greten
Zdjęcia: Ewa Jezierska