Rower obdarzył kobietę poczuciem wolności

Przez trzy dni kobiecego Tour de Pologne Paulinie Brzeźnej-Bentkowskiej i jej ekipie MAT Atom Sobótka towarzyszyły kamery. Przy okazji polskiej etapówki powstawał film Agnieszki Franusiak, Magdaleny Tomaszewskiej, Jana Bieleckiego i Mateusza Różańskiego o tym wyścigu i o kobietach w kolarstwie. „Kolarstwo kobiet jest zbyt piękne, by skazywać je tylko na egzystencję gdzieś na marginesie sportu”. Ta myśl przewodnia towarzyszyła twórczyniom i twórcom. O filmie, którego roboczy tytuł brzmi „Tour – film o Tour de Pologne kobiet” rozmawiamy z pomysłodawczyniami Magdaleną Tomaszewską i Agnieszką Franusiak.

Rozmawiała: Małgorzata greten Pawlaczek
© Piotr Kozłowski / SZOSA, archiwum Agnieszki Franusiak

Miałyście wcześniej  kontakt z zawodniczkami, kobietami w sporcie w ogóle i stąd inspiracja dla tego filmu, pomysł, by go zrealizować?
Magdalena Tomaszewska: Wszystko rozpoczęło, kiedy na studiach z kulturoznawstwa napisałam pracę „Rower – maszyna wolności”. Temat dotyczył wpływu roweru na emancypację kobiet. Zwróciłam wówczas uwagę na postać Karoliny Kocięckiej, która jako pierwsza Polka ustanowiła na rowerze szereg rekordów zarówno odległości, jak i prędkości. Z powodzeniem rywalizowała z mężczyznami. Pamięć o niej zepchnięta została jednak na margines historii sportu. Niewiele dzisiaj o niej wiadomo, nie pisano o niej artykułów, bo na początku XX wieku kobieta w sporcie, w dodatku odnosząca sukcesy kojarzyła się ludziom… z diabłem. Kocięcka była nazywana Latającą Diablicą. Wtedy zaczęłam myśleć o pozycji kobiet w sporcie. Potem spotkałam Agę w szkole filmowej. Już razem natrafiłyśmy na postać Bogusi Matusiak.

Agnieszka Franusiak: Nie pamiętałyśmy jej z czasów, kiedy zawodowo się ścigała, ale spotkanie z nią okazało się bardzo inspirujące…

Magdalena: Kiedy w 2016 roku pojawiła się informacja o organizacji przez Czesława Langa kobiecej edycji Tour de Pologne, spotkałyśmy się z Bogusią. Bardzo dużo opowiedziała nam o swojej karierze, o życiu podporządkowanym zawodom, o sukcesach, o porażkach, o wyrzeczeniach również, o trudnych, niekiedy nawet dramatycznych decyzjach, które jako kobieta zajmująca się sportem musiała podejmować. Gdyby była mężczyzną, pewnie nie miałaby podobnych rozterek. Bogusia jest bardzo ciepłą, inspirującą osobą i bardzo nam jej postać utkwiła w głowie. Wcześniej pracowałyśmy nad projektem dotyczącym Karoliny Kocięckiej i w tym samym czasie pojechałyśmy na warsztaty filmowe. Skonfrontowałyśmy nasz pomysł z ludźmi, którzy się kolarstwem nie interesowali. Zaczęłyśmy im opowiadać o kolarstwie kobiet, historii kolarstwa, roli jaką rower odegrał w emancypacji kobiet i reakcja tych ludzi utwierdziła nas w przekonaniu, że to może być interesująca opowieść. W międzyczasie pojawiła się wspomniana informacja o kobiecym TdP. Zaczęłyśmy więc zmierzać w tym kierunku. Zrobiłyśmy wywiad z Pauliną Brzeźną, a ponieważ okazała się fantastyczną rozmówczynią, zadecydowałyśmy, że to ona i jej zespół będą bohaterami naszego dokumentu.

Bogusia Matusiak pojawia się w waszym filmie?
Magdalena: Nie, ten film będzie stricte o tej imprezie, o tych trzech dniach, o tej ekipie. Ale będziemy na pewno chciały do Bogusi i jej historii kiedyś wrócić.

Agnieszka: Niestety, nie było jej na tourze, a szkoda, bo wtedy udałoby się to wszystko wpleść w opowieść. Ale może w przyszłości pomyślimy nad filmem, który będzie szerzej mówił o historii kolarstwa kobiet. Od Karoliny Kocięckiej, przez Bogusię Matusiak aż po Paulinę Brzeźną-Bentkowską.

Jakie są wasze wrażenia z kobiecego Tour de Pologne?
Magdalena: Impreza bardzo pozytywnie nas zaskoczyła, dopisali też kibice. Szczególnie dla zawodniczek było to niezwykle ważne. Niestety przekaz medialny był słaby, bardzo brakowało relacji telewizyjnej. Sportowa atmosfera za to – absolutnie wspaniała. Rozmawiałam z dziewczynami, one bardzo się cieszyły na, zapowiadany wcześniej, przekaz w TV. To dla tych zawodniczek ważne, bo relacja telewizyjna to zarazem okazja, by pokazać i siebie, i swoich sponsorów nie tylko w krótkim materiale, ale trochę dłużej, trochę inaczej. Tego zabrakło.

Czy postawiłyście jakąś tezę przygotowując ten film?
Agnieszka: Jechałyśmy zobaczyć coś, czego jeszcze nie było. Byłyśmy ciekawe, jak wyścig będzie zorganizowany, jakie są te dziewczyny. Pomysł na film rodził się długo, więc doszłyśmy w pewnym momencie do wniosku, że być może Tour de Pologne to jest dobre miejsce, dobry moment. Stwierdziłyśmy, że zrobimy film o wyścigu, o życiu zawodniczek w trakcie profesjonalnej imprezy sportowej. Chciałyśmy pokazać kulisy wyścigu z perspektywy teamu. Wyścig dla filmu znakomicie się ułożył, bo Paulina świetnie go pojechała, była najlepszą z Polek. Cały czas mówiła, że jedzie po zwycięstwo, ale na Tour de Polone przyjechało bardzo dużo świetnych zawodniczek, więc zrealizowanie tego planu wcale nie było oczywiste. Chciałyśmy zrobić film o wyścigu i taki właśnie ten film będzie. Chcemy pokazać, że ścigające się kobiety to naprawdę twarde babki. Udało nam się zarejestrować dużo świetnych momentów, więc liczymy na to, że uda nam się w filmie pokazać wyjątkową atmosferę imprez kolarskich.

Wyobrażenia, jakie miałyście o wyścigu, życiu takiej ekipy, tego jak to wygląda podczas wyścigu – czy to wszystko spełniło wasze oczekiwania, czy też był w tym dla was jakiś element zaskoczenia?
Agnieszka: Mimo że przygotowałyśmy się, czytałyśmy o kolarstwie to jednak zupełnie inaczej jest zobaczyć to wszystko na własne oczy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kolarstwo szosowe jest aż tak mocno oparte na zespole. Dziewczyny z MAT Atom spędzają ze sobą podczas wyścigu cały czas, wzajemnie się dopingują, wspólnie układają taktykę na wyścig. W zasadzie nie dochodzi do konfliktów. Nie zdawałam sobie także sprawy z tego, że trasy będą aż tak trudne. Dziewczyny na mecie były wykończone. I to całkowicie. Są niezwykle silne. I niby o tym wiedziałyśmy, ale kiedy zobaczyłyśmy to na żywo, wywarło to na nas ogromne wrażenie.

Od zawodniczek, które wcześniej pracowały z Pauliną wiem, że mówią na nią „Generałek”, bo wprowadza do teamu porządek – potrafi dziewczyny zmobilizować, potrząsnąć nimi, postawić je do pionu, ale chyba przede wszystkim im matkuje. Czy to wszystko obserwowałyście także podczas Tour de Pologne?
Agnieszka: Tak, to było widać, że ona jest liderką, spoiwem tego zespołu. To się czuje, szybko zauważa. Podobnie jak to, że z jednej strony jest dla tych dziewczyn koleżanką, a z drugiej – idolką. Pomimo że ona jechała z nimi, to traktowana była jak trenerka. Ma wśród tych dziewczyn autorytet, ale w żadnym razie nie jest autorytarna. Trudno się temu dziwić, bo Paulina jest bardzo mądrą kobietą i także dlatego dziewczyny jej słuchają. Myślę, że w przyszłości będzie świetną trenerką.

Sympatyczne są sytuacje na wyścigach, gdy Kasia Niewiadoma, Ania Plichta, które kiedyś trenowały z Pauliną, na starcie stają właśnie obok niej.
Agnieszka: Jest świetnym sportowcem i świetnym człowiekiem, więc mamy nadzieję, że nawet kiedy przestanie się ścigać, zostanie w sporcie w innej roli. Cieszymy się, że na TdP tak dobrze jej poszło, bo może to jej decyzję, by zakończyć karierę, odsunie w czasie.

Czy w czasie realizacji filmu, kręcenia zdjęć, były sytuacje, które szczególnie was poruszyły?
Magdalena: Dla nas szczególne było to, że nasz operator mógł pojechać na trasę wyścigu z Czesławem Langiem. Miejsce dla niego odstąpiła pani Elżbieta Lang. Mamy na filmie utrwalone takie szczególne kadry, zachowanie Czesława Langa, kiedy zostaje sam na sam z kierowcą. Kamery zazwyczaj nie towarzyszą dyrektorowi sportowemu. Widać było, że on jest autentycznie zaangażowany w ten wyścig, komentował to, co dzieje się na trasie, przeżywał. I takie jego zwyczajnie ludzkie odruchy, kiedy wlewa zawodniczce do bidonu wodę ze swojej prywatnej butelki. W transmisjach, choćby z męskiego TdP, tego nie widać.

Agnieszka: Zapamiętałyśmy też ostatni etap, w którym walka o zwycięstwo w całym wyścigu rozstrzygnęła się na ostatnich metrach. Ten wyścig był krótki i to też decydowało o tym, że do końca nie było wiadomo, kto wygra. Inaczej niż na Tour de France, gdzie w połowie wyścigu w zasadzie można wytypować lidera, który dowiezie żółtą koszulkę do Paryża. Tutaj zapamiętałam właśnie ten ostatni etap i rywalizację Pauliny z Ukrainką Tetjaną Rjabczenko. I kiedy Paulina przyjechała wtedy jako czwarta, ale i tak na mecie wszyscy witali ją jak zwyciężczynię.

Wspominałyście o rozmowie z Bogusią Matusiak, która na wiele kwestii otworzyła wam oczy. Przewija się też Karolina Kocięcka. Czy już w trakcie wyścigu zdecydowałyście, że chcecie coś w tę opowieść wpleść, czy też przyjęłyście założenie, że po prostu nadal rejestrujecie to, co się dzieje.
Magdalena: Chyba podeszłyśmy do tego w taki bardziej spontaniczny sposób, dzięki temu też byłyśmy obiektywne. Przygotowałyśmy się oczywiście, żeby wiedzieć, w jakie środowisko wchodzimy, ale poza tym nie wiedziałyśmy jakoś szczególnie dużo. W zasadzie nie wiem, czy powinnyśmy się do tego przyznawać, ale jechałyśmy na Tour de Pologne właściwie bez żadnego scenariusza. Pojechałyśmy na żywioł. Ale szło to w parze z pierwszym TdP kobiecym, organizowanym przez Czesława Langa, bo w zasadzie ono też było trochę takim żywiołem, czymś kompletnie nowym.

Sądzę, że ten wyścig miał taki kształt dlatego, że Czesław Lang sam nie wiedział, czego się spodziewać. Organizacyjnie nie było o co się obawiać, trasa także była świetna. Obawiałam się jednak, że będzie małe zainteresowanie, niewielu kibiców. Było jednak inaczej i bardzo się z tego cieszę.
Magdalena: Efekt dla nas tego jest taki, że teraz przekopujemy się przez długie godziny materiału zdjęciowego. Wiele jest tam zaskakujących, ale i bardzo fajnych momentów. Kiedy to przeglądamy buduje nam się sukcesywnie naprawdę świetna opowieść. Ale musimy się najpierw przez to wszystko przekopywać.

Agnieszka: Jeszcze odnośnie braku scenariusza, to też wynika z tego, że w trakcie dokumentacji do scenariusza ostateczny plan imprezy cały czas się kształtował – w trakcie zmieniła się kolejność etapów i ich ilość. Byłyśmy na mistrzostwach polski, prezentacji ekipy, byłyśmy w kontakcie z Czesławem Langiem i Pawłem Bentkowskim, czytałyśmy to, co na temat kobiecego kolarstwa opublikowane zostało w internecie i innych mediach. Niemniej to wciąż mało. Ale mimo wszystko mamy nadzieję, że coś fajnego z tego wyjdzie, bo wizualnie film na pewno będzie bardzo interesujący. Koledzy operatorzy spisali się na medal. Na pewno nasz dokument będzie wyróżniał się tym, że nie będzie to standardowe pokazanie sportu, ale będzie trochę takiej filmowej magii. Mamy wiele pięknych ujęć, co pozwoli nam wyeksponować piękno kolarstwa.

Jestem ciekawa waszego filmu również dlatego, że gdybym, zakładając, iż posiadam wasze umiejętności oraz talent, sama miała go przygotować, pewnie byłabym w swojej koncepcji skażona tym, co o kolarstwie kobiecym już wiem. A to jest walor, że wy zupełnie świeżym okiem spojrzycie na to wszystko. Mnie trudno byłoby się, nawet emocjonalnie, oderwać od pewnych kwestii, zagadnień. Ale wy obserwowałyście rozwój wypadków z zupełnie innej pozycji, z innej perspektywy. Trochę takim chłodnym okiem dokumentalisty.
Agnieszka: Dopowiem do tego jeszcze jedną rzecz. My jednak trochę się interesowałyśmy tematem, ale nasi operatorzy byli w nim o wiele mniej zorientowani. I oni byli totalnie zszokowani i zaskoczeni tym, co się działo, bo nie tego się spodziewali. To było bardzo pozytywne zaskoczenie. Dodatkowo, patrzyli na to kobiece kolarstwo w taki artystyczny sposób.

Poruszyłyście temat, który osadzony jest, wbrew pozorom, bardzo mocno w feminizmie, przy jak najbardziej pozytywnej konotacji tego pojęcia. Czy waszym zdaniem do tego filmu słowo „feminizm” w jakikolwiek sposób pasuje?
Magdalena: Przeprowadziłyśmy nawet na ten temat dyskusję przed rozmową z tobą. Powiedziałam Adze, że to zdecydowanie nie jest feministyczny film. Ale potem sobie uzmysłowiłam, że wszystko zaczęło się przecież od tego, że na studiach napisałam pracę o wpływie roweru na emancypację kobiet i otworzyłam ją słowami Susan B. Anthony, założycielki National Woman Suffrage Assosiation: „Myślę, że rower dla emancypacji kobiet zrobił więcej, niż cokolwiek innego na świecie. Obdarzył kobietę poczuciem wolności i samowystarczalności. Zawsze, kiedy widzę kobietę na rowerze, przepełnia mnie radość. To widok wolnej, nieskrepowanej kobiecości”. Generalnie okazuje się, że chyba nie da się uciec od tego feminizmu. Ale ja mam taką wizję. Myślę o tych kobietach, uprawiających kolarstwo zawodowo, że nie chciałabym, żeby rower zabijał w nich kobiecość, kobiece instynkty, potrzebę macierzyństwa, bycia żonami itd. Życzę im tego, by doszło do takiego momentu w polskim sporcie, że będą mogły mieć dom i jednocześnie realizować swoją pasję, swoją pracę, czyli kolarstwo. Żeby były traktowane na równi z mężczyznami.

Agnieszka: Na pewno nie ma w tym filmie jakiegoś wojującego feminizmu, nie szukamy drugiego dna, nie nadajemy temu dokumentowi na siłę jakiegokolwiek światopoglądowego, może nawet filozoficznego podłoża. Zrobiłyśmy film o kobietach, bo chciałyśmy opowiedzieć o kimś, kto jest społecznie, mentalnie w trochę gorszej sytuacji niż inni, czyli – w odniesieniu do kolarstwa – mężczyźni, zajmujący się dokładnie tym samym, co bohaterki naszego filmu. Popatrz, co by się działo, gdyby to było w drugą stronę. Szukałyśmy nawet dyscypliny sportu, w której to kobiety dominują.

Chyba jest nią pływanie synchroniczne.
Agnieszka: I gdyby to nas zainteresowało, pewnie zrobiłybyśmy wtedy film o mężczyznach, którzy chcą przełamywać stereotypy. Jeśli oczywiście jacyś uprawiają ten sport. W efekcie zainteresowania kolarstwem kobiecym powstaje obraz, który ma trochę pomóc kobietom. Ale chcemy przede wszystkim wypromować tę dyscyplinę. Dlatego właśnie ten film nie będzie miał feministycznego ładunku, choć niewątpliwie może tak być odbierany. Nie będziemy miały nic przeciwko temu. Ale nie klasyfikowałybyśmy go jako filmu stricte feministycznego. Nie chciałyby tego chyba zapewne same dziewczyny.

Chcę zapytać jeszcze o kwestie bardziej prozaiczne, związane z finansowaniem filmu.
Magdalena: Temat pieniędzy jest trudny, bo ich zwyczajnie na ten film nie mamy. Wszystko, co dotąd robiliśmy, odbywało się wyłącznie własnym sumptem. I naszych kolegów, którzy weszli w ten projekt też nie oczekując niczego w zamian. Na zdjęcia nie miałyśmy ani złotówki z zewnątrz. Choć na pewno chcemy podziękować Lang Team i panu Czesławowi Langowi, bo zapewnił nam nocleg podczas wyścigu i to było dla nas naprawdę sporym wsparciem. Sprzęt, ludzie – to wszystko finansowaliśmy tylko i wyłącznie z własnych, prywatnych środków. Teraz, kiedy rozmawiamy, a mamy koniec września, zaczyna się etap postprodukcji, więc tak kolorowo nie będzie, bo własnymi siłami tego nie zrobimy. Potrzebne będą pieniądze. Nie jest to duża suma, ale jednak potrzebna. Potrzebujemy też pieniędzy na muzykę, na montażystów. Będziemy się o te pieniądze starać.

Wyznaczyłyście już datę premiery?
Magdalena: Początkowo planowaliśmy, że to będzie wrzesień. Ale kiedy okazało się, że tych materiałów mamy aż tyle, że przesunęłyśmy termin na styczeń, luty 2017.

Magdalena Tomaszewska i Agnieszka Franusiak z Elżbietą i Czesławem Langami

Magdalena Tomaszewska (z lewej) i Agnieszka Franusiak z Elżbietą i Czesławem Langami

Ilość kometarzy: 2

Komentarze wyłączone.