Canyon Ultimate CF SLX – pierwsza jazda z Movistarem

Gdyby Gotham City leżało na wzniesieniach, jestem pewny, iż Canyon Ultimate CF SLX byłby głównym środkiem transportu Batmana – szczególnie w czarnym malowaniu. Dla Nairo Quintany zaś będzie orężem w walce o kolarskie trofea. O tym, co nowego do arsenału Teamu Movistar wnosi nowy model Canyona, mogłem przekonać się podczas wspólnej próbnej jazdy z zawodnikami hiszpańskiej ekipy

Najnowszy rower Canyona przygotowany na 2016 rok zobaczyłem po raz pierwszy podczas Route de Sud na południu Francji. Niedługo potem zaznajomiłem się z nim bliżej, podczas testów i konferencji prasowej, zorganizowanej w oddalonej o prawie 500 kilometrów hiszpańskiej Pompelunie.

„Engineered perfection”

Ta fraza powtarzała się tego dnia najczęściej. 2-letnie prace nad rozwojem nowego Ultimate’a skupiały się na idealnym zbalansowaniu czterech głównych właściwości roweru: aerodynamiki, komfortu, designu oraz współczynnika wagi do sztywności. Udało się, konstruktorzy zanotowali poprawę tych parametrów, w szczególności komfortu, zmianie uległ też wygląd roweru. Nowe przekroje rur, uformowane w kształt litery D, wraz z zupełnie płaskimi elementami sprawiają wrażenie, że spogląda się na X-Winga z Gwiezdnych Wojen.

Michael Adomeit, projektant Canyona, z niemiecką precyzją tłumaczy mi po prezentacji jak wiele elementów zostało udoskonalonych. Zarówno tych, które składają się na jego zewnętrzny wygląd, jak i tych, na pierwszy rzut oka zupełnie niewidocznych, jak np. przeprojektowane wkładki prowadzące linki wewnątrz ramy – zmiana biegów staje się dzięki temu jeszcze bardziej płynna i bezproblemowa, lub o 25% sztywniejszy hak tylnej przerzutki.

W jaki sposób zwiększono komfort, jeśli waga ramy wynosi zaledwie 780g, a sztywność wciąż pozostaje na najwyższym poziomie, zdefiniowanym przez poprzedni model? Osiągnięte zostało to między innymi dzięki innowacyjnemu systemowi zacisku sztycy, który przeniesiony został kilka centymetrów w dół, co pozwala na zwiększenie wygięć sztycy zarówno w poziomie jak i w pionie, przekładające się bezpośrednio na amortyzację nierówności.

Zmodyfikowana została także rozmiarówka. Zamiast przedziału XS do 3XL, dostępne teraz są od 2XS do 2XL (które jest odpowiednikiem byłego 3XL). Jest to wyraźny ukłon w stronę rynków azjatyckich oraz kobiet. Osoby o wzroście ok. 180cm, które przedtem wpadały w przedział M-L, teraz powinny idealnie pasować do M-ki.

Jazda próbna

Po półtoragodzinnej prezentacji pełnej faktów i danych wprost z laboratorium, nadszedł czas na clue programu: sprawdzian roweru w warunkach bojowych wraz z towarzyszącą nam drużyną Movistar. Pierwsze co rzuca się w oczy podczas oględzin to jego ascetyczne wykończenie. Myślę, że ciężko będzie znaleźć osobę, której nowy Ultmate się nie spodoba, gdyż podobnie jak w jego poprzednich modelach… nie ma co się w nim nie podobać. Dostępny w kolorach: szarym, czarnym, czarnym matowym oraz niebieskim wygląda po prostu elegancko. Klasyczny design, w którym prostota przenika się z agresywnym charakterem sprawia jednak, że nie jest to maszyna skierowana dla osób, które lubią wybijać się z tłumu. Nie przyciągnie on niewprawionych oczu podczas bulwarowej przejażdżki, lecz możemy być pewni, że większość z mijanych kolarzy obróci się za nami z dozą zazdrości w oku.

Pierwsze kilometry, pokonywane w nieznośnym upale i hiszpańskiej suszy, zaskakują. Jadąc po kostce brukowej, którą pokryty jest dojazd do hotelu nie odnoszę wrażenia, że jadę na rowerze wprost z pro peletonu. Pozycja nie czyni ze mnie jogina, a moje plecy, mimo popartej liczbami olbrzymiej sztywności, nie odczuwają boleśnie każdej nierówności. Zaczynam rozumieć słowa Quintany, który tłumaczył jak ważny dla niego jest komfort w perspektywie wielogodzinnych etapów pokonywanych przez 3 tygodnie i jak wiele energii oszczędza się w ten sposób. Czasy, w których rower powinien być twardy jak pal już minęły. Podobnie zresztą jak przesadne odchudzanie każdego z elementów.

Sama jazda dostarcza niesamowitej frajdy. Testowy rower wyposażony był w Zippy 303 oraz Dura Ace Di2, ciężko więc zarzucić mu cokolwiek pod kątem działania. Na zjeździe stabilny i przewidywalny, podczas pojazdu czuć, jak dobrze moc przenoszona jest z pedałów na prędkość. Pomaga w tym waga – mój egzemplarz, mimo rozmiaru L, jest poniżej limitu UCI. Ciężko jednak oceniać rower na kilkukilometrowym podjeździe, podczas którego płuca lądują na asfalcie, gdy obok kolarze hiszpańskiej drużyny prowadzą ze sobą swobodną dyskusję i zdają się go zupełnie nie zauważać. Sytuację ratuje dopiero Camper stojący na szczycie, w którym odbywa się sprzedaż zimnych napojów i po długości ich dyskusji ze sprzedawcą, dość łatwo zauważyć, że są tam stałymi bywalcami. Ta chwila pozwala złapać drugi oddech.

Podsumowanie

Canyon Ultimate CF SLX zdaje się być dokładnie tym, co osiągnąć chcieli inżynierowie. Doskonałą maszyną stworzoną do wygrywania, która dzięki odważnej taktyce dystrybucyjnej prowadzonej przez firmę dostępna jest w rozsądnej cenie (jak na prawdziwy high-end technologiczny). Model powinien pojawić się w sklepie internetowym jesienią tego roku.

Tekst i zdjęcia: Maciej Hop

4 komentarze

Dodaj komentarz